"Niedawno moja mama znalazła na strychu domu babci czasopismo z 1988 roku. Była tam informacja, że mamy w Polsce trzy tory lodowe, ale świat ucieka do hali. I jak widać, minęło 26 lat, a temat jest aktualny" - podkreśla Zbigniew Bródka, świeżo upieczony mistrz olimpijski w łyżwiarstwie szybkim. Wczoraj w wyścigu na 1500 m pokonał o trzy tysięczne sekundy Holendra Koena Verweija.

15 lutego 2014 roku - tego dnia polscy kibice długo nie zapomną! Biało-czerwoni wywalczyli na igrzyskach w Soczi dwa medale - obydwa z najcenniejszego kruszcu! Najpierw triumfował panczenista Zbigniew Bródka, który na dystansie 1500 m o trzy tysięczne sekundy wyprzedził Holendra Koena Verweija.... czytaj więcej

W trakcie rozmowy z polskimi dziennikarzami do Bródki zadzwonił z gratulacjami prezydent Bronisław Komorowski. Tematem rozmowy był m.in. brak hali lodowej, jakie posiadają rywale biało-czerwonych na czele z Holendrami, Amerykanami i Kanadyjczykami.

Pan prezydent mi pogratulował i podkreślił, że wie, w jakich trudnych warunkach się przygotowywałem, że nie mamy hali. Mówił, że to wielki sukces mój i osób ze mną współpracujących. Ja z kolei powiedziałem, że jeśli myślimy o medalach olimpijskich, o dalszych dobrych wynikach, to hala musi powstać. Jeśli nie, to dajmy sobie spokój - relacjonował Bródka. O swoich przygotowaniach mówi krótko: Nikomu nie życzę przygotowywać się w takich warunkach.

Prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Kazimierz Kowalczyk od dawna przekonuje, że priorytetem jest powstanie zadaszonego toru. Gratulując mi sukcesu Zbyszka Bródki, pan Półgrabski (podsekretarz stanu Ministerstwa Sportu i Turystyki - przyp. red.) powiedział: "Kaziu, ten tor ci zbudujemy". Mówił o tym w obecności jeszcze kilku osób. Tor musi zostać przykryty natychmiast, a nie gdzieś koło roku 2022, bo wtedy już nie będziemy mieli łyżwiarzy - podkreślał Kowalczyk.

Mówił też o wyrzeczeniach polskich zawodników, którzy nie mając innego wyjścia, opuszczają domy, rodziny i wiele czasu spędzają na zagranicznych obozach. W Polsce trenują na torze 2,5-3 miesiące, a przeciwnicy (trenują w kraju - przyp. red.) 7-8. Taka jest różnica. Dlatego nasi panczeniści muszą po 250 dni w roku trenować na zagranicznych torach. Jeszcze seniorów można tak wozić, ale co z młodzieżą? Przecież jej nie da się tak szkolić - dodał.

Sytuacja Zbigniewa Bródki jest tym bardziej wyjątkowa, że poza sezonem panczenista pracuje zawodowo. Od marca do września ma normalne służby w straży, jeździ do pożarów. Koledzy go szanują, kochają i pomagają - powiedział Kowalczyk. Z kolei trener Wiesław Kmiecik przypomniał, jak jeszcze niedawno Bródka musiał szybko wracać z zawodów Pucharu Świata: Po rywalizacji w Holandii spieszył się na samolot, aby nie spóźnić się na służbę.

O budowę zadaszonego toru zaapelował również Jan Szymański, który w biegu na 1500 m zajął 15. miejsce. Jest nam bardzo potrzebny. Mam nadzieję, że sukces Zbyszka będzie taką iskierką zapalną do jego powstania - zaznaczył.  Kiedy my trenujemy sześciominutowe podjazdy na fajnej górce w Sanoku, zagraniczni rywale ćwiczą wysoko w górach, w Sankt Mortiz czy Font-Romeu. My swoją formę budujemy także w bazie w Spale, zaś do Tomaszowa Mazowieckiego dojeżdżamy na tor wrotkarski. Bardzo nam brakuje hali lodowej - podkreślał.

Holendrzy mają mnóstwo obiektów do łyżwiarstwa szybkiego, my żadnego, ale to Zbyszek wygrał rywalizację na jednym z najbardziej prestiżowych dystansów. On jest królem, tak można powiedzieć. Z ręką na sercu przyznaję, że to niesamowity gość, po prostu najlepszy. Ma w sobie dużo spokoju, bo przecież jest strażakiem - dodał.

Przed Bródką, Szymańskim i Niedźwiedzkim jeszcze jeden start w Soczi - zawody drużynowe. W ćwierćfinale Polacy spotkają się ze Stanami Zjednoczonymi lub Norwegią. Jeśli wygrają, w następną sobotę powalczą o medal.