MON jest gotowe udostępniać parlamentarzystom opozycji wszelkie dokumenty - zapewnił wiceszef MON Bartosz Kownacki, odnosząc się do stanowiska Platformy Obywatelskiej. Zaznaczył, że przygotowanie dokumentacji wymaga pracy i czasu.

Bartosz Kownacki /Tytus Żmijewski /PAP

Posłowie PO wystosowali w poniedziałek do szefa MON Antoniego Macierewicza pismo, w którym domagają się wglądu w kolejne dokumenty ws. przetargu na śmigłowców dla wojska. Chcą, by dokumenty udostępniono im do środy. W czwartek Sejm ma głosować zgłoszone przez PO wotum nieufności wobec Macierewicza.

Jesteśmy otwarci na współpracę z opozycją, jesteśmy gotowi przekazywać wszystkie dokumenty, które zgodnie z przepisami prawa mogą zostać przekazane - powiedział dziennikarzom Kownacki. Przypomniał, że resort udostępnił już parlamentarzystom Platformy dokumenty przetargu na śmigłowce wielozadaniowe; powtórzył, że przygotowanie tysięcy stron dokumentacji wymagało kilku dni.

Kolejny wniosek PO, jak powiedział, dotyczył jeszcze większej liczby dokumentów, które trzeba wydobyć z odpowiednich instytucji i przygotować. Zaznaczył, że "praca polityków, którzy żądają dostępu do dokumentacji, paraliżuje pracę urzędu", który musi się odrywać od bieżących zadań. Mam wrażenie, że politykom PO nie zależy na dostępie do informacji - pokazali to po bardzo krótkiej swojej wizycie - ale na paraliżowaniu pracy urzędu - powiedział. W pierwszym możliwym terminie, jak tylko te dokumenty przygotujemy - a jest ich więcej niż poprzednio - zostaną politykom udostępnione - zadeklarował.

Nie mamy nic do ukrycia, sprawa caracali to jest sprawa PO, to jest największa afera rządów PO, która dzisiaj próbuje odwrócić, udając, że to ze strony obecnego kierownictwa MON doszło do jakichkolwiek nieprawidłowości - ocenił. Zarzucił poprzedniemu rządowi, że przez kilka miesięcy po wyborze oferty śmigłowca H225 Caracal grupy Airbus Helicopters nie prowadził negocjacji w sprawie offsetu.

"PO zależy, by zrobić kolejną szopkę"

Według Kownackiego, "wszystkim posłom opozycji, wszystkim posłom PO chodzi o to, aby zrobić kolejną szopkę, najlepiej przed głosowaniem nad votum nieufności". Jego zdaniem dokumenty, o które wystąpiła PO, nie mogą mieć wpływu na debatę nad votum nieufności wobec Macierewicza, ponieważ sprawa śmigłowców Caracal została "zakończona za czasów PO, z niewiadomych powodów nie chciano negocjować offsetu". Zapewnił, że nowe postępowanie na śmigłowce jest w pełni transparentne; argumentował, że prowadzą je osoby, które pracowały w instytucjach MON za czasów PO, i "nie było tam żadnego udziału pana doktora Berczyńskiego".

Mówił także o kontrakcie na średnie samoloty do przewozu osób na najwyższych stanowiskach w państwie. Zapowiedział przedstawienie sejmowej komisji obrony "pełnej, kompetentnej informacji".

Nie było tam żadnego faworyzowania konkretnego producenta - zapewnił wiceminister. Zwrócił uwagę, że wymagania ws. wyboru producenta - okazała się nim forma Boeing - były konsultowane m.in. z kancelariami premiera, prezydenta, Sejmu i Senatu. Inspektorat Uzbrojenia zbierał wymagania, czego oczekują poszczególne kancelarie, i na podstawie tych wymagań tworzy i prowadzi postępowanie - dodał.

Dodał, że "wymagania były w pełni transparentne", a w postępowaniu brała udział także firma Airbus, na której wniosek przesunięto termin składania ofert. Nam zależało na największej konkurencyjności. (...) Firma Airbus nie złożyła oferty w tym postępowaniu. To jest jej suwerenna decyzja - powiedział wiceminister.

Zaznaczył, że analizy wskazały, iż tylko określony model Boeinga spełniał wymagania, dotyczące np. liczby pasażerów, zasięgu i specjalnego wyposażenia. Dodał, że wybrano taki, a nie inny typ, ponieważ nowsze konstrukcje "obarczone chorobą wieku dziecięcego" nie mogły być uwzględniane ze względów bezpieczeństwa.

Ogromna niegodziwość

Formułowanie zarzutów ws. postępowania uznał za "ogromną niegodziwość". Zależy nam na tym, aby pokazać, jak sprawnie, jak dobrze to postępowanie zostało przeprowadzone i jak ciężką pracę w to włożyliśmy - zaznaczył Kownacki, nawiązując do planowanego posiedzenia sejmowej komisji ws. samolotów dla VIP.

Zaznaczył, że postępowanie z wolnej ręki pozwoliło wynegocjować niższą cenę niż oferowana poprzednio w przetargu. Przekonywał, że zakup wprost od producenta jest korzystniejszy niż od pośrednika, a negocjacje pozwoliły zaoszczędzić pieniądze podatników. Być może polskie prawo zamówień publicznych jest tak fatalnie skonstruowane, że forsuje pośredników, którzy nakładają sobie często bardzo wysokie marże - powiedział. Uważam, że jeżeli jest jeden producent, jeden model samolotu, to trudno rozmawiać z pośrednikiem - dodał. Podkreślił, że średnie samoloty dla VIP zostaną dostarczone za kilka lat i będą służyły także innym rządom.

Przypomniał, że KIO zgodziła się na zawarcie umowy mimo naruszenia przepisów o trybie zakupów; uznał, że werdykt KIO "nie był na tyle wnikliwy".

Kłopoty MON

23 czerwca Sąd Okręgowy w Warszawie ma rozpoznać skargę na orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej, która uznała, że negocjując umowę na samoloty dla VIP-ów tylko z korporacją Boeing, Inspektorat Uzbrojenia MON naruszył przepisy o uczciwej konkurencji. Skargi złożyły Inspektorat oraz jedna z firm, które odwołały się do KIO.

31 marca Inspektorat Uzbrojenia i Boeing podpisały w Warszawie umowę na dostawę trzech samolotów Boeing 737 (dwóch nowych i jednego używanego) do przewozu VIP-ów. Żeby mogło się to stać, dzień wcześniej KIO uchyliła zakaz zawarcia umowy. Obowiązywał on, bo przed Izbą toczyło się postępowanie z odwołania trzech firm, które pośredniczą na rynku lotniczym. Wydanie orzeczenia było wyznaczone na 3 kwietnia, tymczasem środki, które MON miało na zakup samolotów dyspozycyjnych średniej wielkości, wygasały z końcem marca, bo pochodziły jeszcze z ubiegłorocznego budżetu.

KIO uznała, że zakończenie przez Inspektorat Uzbrojenia poprzedniego postępowania nie mogło być podstawą zastosowania trybu wolnej ręki. Poprzednie postępowanie zostało unieważnione w marcu, ponieważ obie złożone w nim oferty były za drogie i zawierały błędy formalne.

9 maja poselską kontrolę umowy z Boeingiem zapowiedzieli parlamentarzyści PO, chcąc ustalić, czy wpływ na wybór samolotu miał były przewodniczący podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej a kiedyś wieloletni pracownik firmy Boeing Wacław Berczyński. PO zaproponowała też, by zakup samolotów zbadała NIK. Wniosek został pozytywnie zaopiniowany przez sejmową komisję obrony.

Na początku maja parlamentarzyści PO zapoznawali się z dokumentami dotyczącymi przetargu na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska, rozpoczętego przez poprzedni rząd, a zakończony przez rząd PiS bez podpisania kontraktu.

Przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 roku. W kwietniu 2015 roku MON wskazało na śmigłowiec Airbusa, wartość kontraktu miała wynieść łącznie z podatkami 13,4 mld zł. Protestowały wtedy opozycyjne wówczas PiS i związki zawodowe działające w zakładach w Mielcu i Świdniku, które również startowały w przetargu. We wrześniu 2015 roku rozpoczęły się negocjacje umowy offsetowej. Na początku października ub.r. Ministerstwo Rozwoju uznało ofertę offsetową za niezadowalającą, a dalsze rozmowy za bezprzedmiotowe.

(az)