Siatkarze Zaksy Kędzierzyn–Koźle przegrali w Gliwicach z włoskim zespołem Cucine Lube Civitanova 0:3 (19:25, 17:25, 19:25) w meczu 3. kolejki Ligi Mistrzów.

Kędzierzynianie we wcześniejszym pojedynkach grupowych pokonali u siebie czeski VK CEZ Karlovarsko 3:0 i ulegli na wyjeździe włoskiemu Azimutowi Leo Shoes Modena 1:3.

We wtorek Zaksa podjęła ekipę Cucine w gliwickiej Arenie. Oddany do użytku w zeszłym roku obiekt mogący pomieścić 17 tysięcy ludzi po raz pierwszy gościł siatkarzy. Mecz obejrzało na żywo 8700 kibiców.

W ramach zapoznania się z halą kędzierzynianie rozegrali w niej sparing z Jastrzębskim Węglem, który wygrali 3:2.

We wtorek zadanie było dużo trudniejsze. Naszpikowanego gwiazdami wicemistrza Włoch poprowadził Ferdinando De Giorgi. Były trener kędzierzynian i selekcjoner reprezentacji Polski przeniósł się do Włoch w grudniu rozwiązując przed czasem umowę z Jastrzębskim Węglem.
Początek spotkania był obiecujący dla gospodarzy. Zespół trenera Andrei Gardiniego prowadził jednym, dwoma punktami. Problemy Zaksy pojawiły się przy zagrywce Simona. Włosi wypracowali dużą przewagę (11:17), ale potem gospodarze odrobili większość strat. Po ataku Sama Deroo przegrywali tylko 19:20. W końcówce seta nie mieli jednak wiele do powiedzenia i przegrali do 19.

W drugiej partii szkoleniowiec ZAKSY szybko musiał poprosić o pierwszą przerwę, bo było 2:6. Goście od czasu do czasu popełniali błędy, ale nie na tyle, by pozwolić się dogonić. Nie pomogło gospodarzom solidne wsparcie dopingiem z trybun. Po "asie" Dragana Stankovica wynik brzmiał 14:20 i losy seta były przesądzone.

Nadzieje w serca kibiców ZAKSY wlał zapewne wyrównany początek trzeciego seta (2:2, 4:4). "Rozpędzamy się!" - pocieszał spiker. Ale rozpędzili się siatkarze De Giorgiego. Po dwóch skutecznych blokach prowadzili 9:5. Pewne ożywienie w grę kędzierzynian wniósł Brandon Koppers. Po jego dobrych zagrywkach o czas poprosił trener przyjezdnych. Potem już dominował jego zespół. W końcówce w możliwość odwrócenia losów rywalizacji zwątpili też kibice, bowiem widownia przycichła. Po błędnej zagrywce Mateusza Bieńka niepokonany w tym sezonie ligowym lider PlusLigi przegrał do 19.

Spodziewaliśmy się trudnego pojedynku, może nie w ten sposób. Wiedzieliśmy, z jakim przeciwnikiem się mierzymy. Rywale pokazali dużą fizyczną siłę. Mieliśmy pewne możliwości, na przykład pod koniec pierwszego seta, ale ich nie wykorzystaliśmy. Nie mogę być usatysfakcjonowany z gry mojego zespołu. Nie skończyliśmy w ataku wielu piłek. Gliwicka hala do gry w siatkówkę jest moim zdaniem znakomita - powiedział PAP szkoleniowiec ZAKSA Andrea Gardini.

W czwartej kolejce LM Zaksa zagra 31 stycznia w swojej hali z Azimutem.

Opracowanie: