Młody polski rajdowiec Kacper Wróblewski w rozmowie z RMF FM ocenił trudności, które czekały na kierowców podczas 26. Rajdu Rzeszowskiego. Opowiedział też o swojej roli w sztabie Łukasza Habaja, a także ocenił szanse krajowej czołówki w nadchodzących rajdach Mistrzostw Polski.

Kacper Wróblewski /MJ /Archiwum RMF FM

Patryk Serwański, RMF FM: Rajd Rzeszowski to najdłuższa impreza, w której startują kierowcy rywalizujący w Mistrzostwach Polski. To była trudna impreza. Nie tylko z powodu trudności OS-ów. W pierwszym dniu wielu kierowców z powodu wypadków nie wyjechało na trasę. Jak oceniasz cały ten weekend?

Kacper Wróblewski: Już przed rajdem było wiadomo, że będzie bardzo ciężko. Dwa nowe odcinki były piekielnie trudne. Ci, którzy startowali w Mistrzostwach Polski zapewne liczymy się z takim scenariuszem. Karetka musi dojechać do wypadku. Poza tym tu nie da się jak na torze szybko usunąć zepsutego samochodu i kontynuować rywalizacji. Po prostu odcinki trzeba było przerywać.

W Mistrzostwach Europy współpracujesz z Łukaszem Habajem. On ma za sobą dobry weekend, ale chciałbym cię spytać o twoją rolę szpiega. Jak to wygląda i o co w tym chodzi?

U Łukasza pełnię właśnie rolę szpiega, a poza tym pomagam w innych kwestiach organizacyjnych. Jeśli chodzi o kwestię szpiega to polega to na tym, że przejeżdżam trasę rajdu i wyszukuję niebezpieczeństwa. Kierowca może czegoś nie zobaczyć na zapoznaniu z trasą. Ja mam więcej czasu i mogę zrobić to dokładniej. W trakcie rajdu już nie wyjeżdżam na trasę, więc zajmuje się wtedy innymi kwestiami. Jeżdżę pomiędzy odcinkami i sprawdzam warunki, pogodę bezpośrednio przed startem OS-u. W Mistrzostwach Polski można jeszcze wjechać na odcinek kilkadziesiąt minut przed jego startem. W Mistrzostwach Europy warunki są bardziej restrykcyjne. Wszystko robię zaraz po zapoznaniu, kiedy drogi są otwarte dla normalnego ruchu. Jadę bardzo powoli i sprawdzam każdy metr drogi. 

Mistrzostwa Polski wkraczają w decydującą fazę. Pierwsza część sezonu była spokojna, ale teraz w ciągu kolejnych 70 dni czekają nas aż trzy imprezy. Liderem klasyfikacji generalnej Filip Nivette, ale zbliżył się do niego Brian Bouffier. O podium powalczą także Tomasz Kasperczyk i Dominikas Butvilas. Będzie ciekawie.

Myślę, że Bouffier nie będzie do końca sezonu ścigał się w Polsce. Na pewno nie samochodem R5. Jeśli wystartuje to samochodem Proto, który odstaje od tych najmocniejszych. Rajd Rzeszowski to impreza, którą Francuz zna świetnie. Jechał tu już w 2004 roku w fabrycznym zespole Peugeota. Zna podkarpackie trasy. Filip nie miał aż takiego doświadczenia, jeśli chodzi o Rajd Rzeszowski, ale ma dobre tempo i jest głównym faworytem do tytułu.


Bouffier startował samochodem Proto w Rajdzie Gdańsk Baltic Cup i zajął tam trzecie miejsce. To jednak rajd szutrowy. Na rajdach asfaltowych w Proto też może być tak dobrze?

Wszystko zależy od specyfikacji rajdu. Nawet nie od nawierzchni. Proto ma większe prędkości maksymalne. Pytanie też o ukształtowanie terenu, bo ten samochód ma mniejszy skok zawieszenia. Nie wybiera dziur jak samochód R5.

Mistrzostwa Polski wracają we wrześniu, a jeszcze w sierpniu runda Mistrzostw Europy i Rajd Barum. Wszyscy podkreślają, że to wyjątkowa impreza.

Przyznam, że jako dzieciak jeździłem oglądać ten rajd. To blisko granicy z Polską. Warto tam pojechać. Rajdy w Czechach to prawdziwe święto i kibice zjeżdżają z całego kraju. Rajd Barum to coś takiego jak u nas Rajd Polski w Mikołajkach. Tam startuje wielu czeskich kierowców, którzy przez cały sezon się oszczędzają. Wielkie wrażenie robi też OS w Zlinie. To jest niesamowite, co się tam wyprawia. Kibice są wszędzie!