Krajnik Dolny zmaga z kulminacyjną falą na Odrze, której rozlewisko przy tej miejscowości liczy prawie trzy kilometry. Linia wody jest jeszcze poniżej korony wału przeciwpowodziowego, którego kilka dni wcześniej jeszcze tam nie było.

Strażacy i żołnierze mają pełne ręce roboty.  Ci pierwsi od kilkunastu godzin wypompowują wodę z zalanej drogi na zapleczu naprędce usypanego i ułożonego wału. Sytuacja jest opanowana, ale w nocy i rano było naprawdę groźnie, tym bardziej, że spadła ulewa i woda zaczęła podtapiać najbliższe budynki. Żołnierze natomiast przez cały czas pracują przy umacnianiu i podwyższaniu wału.

Gdyby nie on powtórzyłaby się historia z 1997 roku kiedy to woda zalała niższe piętra w trzynastu okolicznych budynkach – mówi Jerzy Ostrowski ze sztabu kryzysowego. Umacniamy wał workami z piaskiem, potem ziemia, na to włóknina i potem znów ziemia. A na wierzchu układamy dodatkowy rękaw co daje nam prawie pół metra zapasu między lustrem wody a korona wału.

Jerzy Ostrowski - Bez wału zalałoby 13 budynków...

Wał jest od początku do końca samowola budowlaną ale taka był potrzeba chwili i choć na razie nikt tego oficjalnie nie przyznaje ale władze bardzo poważnie rozpatrują pozostawienie wału. Wiele zależy od postawy nadzoru budowlanego ale wszystko wskazuje na to że uda się go zalegalizować aby posłużył także w przyszłości.