Nie ma groźby eksplozji pieca do wytopu szkła, nawet jeśli woda z Wisły wedrze się na teren huty - zapewnia dyrekcja zakładu w Sandomierzu. Przy uszczelnianiu i umacnianiu wału wiślanego w pobliżu huty pracuje ponad trzysta osób - strażaków i ochotników. Jeśli woda wedrze się do huty, to już koniec zakładu - mówią jej pracownicy.

Piec do wytopu surowego szkła nie jest i nie będzie celowo wygaszany; samoczynnie wychładza się o kilkaset stopni - od kilku dni bowiem wstrzymana jest produkcja. Piec, który w normalnych warunkach ma 1700 stopni Celsjusza, dziś ma ponad 1000.

Sytuacja w Sandomierzu jest coraz bardziej napięta. Całą noc trwała tam walka o utrzymanie wałów na Wiśle. Niestety, była to przegrana batalia. Pod wodą znajduje się prawie cała prawobrzeżna część miasta. Wały zaczynają przepuszczać coraz więcej wody. Zagrożona jest huta szkła. Jej pracownicy... czytaj więcej

Nigdy wcześniej nie było takiej sytuacji, nigdy nie było wody na terenie zakładu, nigdy tego nie przechodziliśmy, ale takie symulacje są robione - mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Ryszard Jania z dyrekcji huty. W tych symulacjach nie ma sytuacji ze skażeniem środowiska i eksplozjami. To nie wchodzi w grę - zapewnia.

Heroiczna obrona huty szkła trwała całą noc. Na razie udało się nie dopuścić do tego, by woda wdarła się do zakładu. Sytuacja jest jednak cały czas krytyczna, bo - jak usłyszał reporter RMF FM w sztabie kryzysowym - wały aż trzeszczą.

Na terenie huty pracują strażacy, mieszkańcy pobliskich bloków i pracownicy. Kolejni ludzie zgłaszają się do pomocy przy sypaniu wału, bo każda para rąk jest na wagę złota. Każdy z nich wierzy, że ocalą zakład.

Gdyby jednak najczarniejszy ze scenariuszy sprawdził się, skutki zalania zakładu byłyby ogromne. Sama wartość zakładu to miliard złotych. Pracę straciłoby kilka tysięcy osób. W hucie pracuje ponad 2 tysiące, do tego dochodzą pracownicy zakładów - podwykonawców.

To dla mnie potworna powódź piaty raz - mówi mieszkanka zalanego Zawisełcza

To morze aż po Tarnobrzeg - mówią mieszkańcy wiosek k.Sandomierza

Strażacy rozwożą wodę i żywność powodzianom

Z zalanych terenów prawobrzeżnej części Sandomierza ewakuowano ponad 3 tys. osób. Ale w swoich domach zostało i tak sporo osób. Służby dowożą żywność i wodę. Wyłapywane są zwierzęta, które zagubiły się w czasie ewakuacji.

W powiecie sandomierskim trwa walka o utrzymanie wałów Koprzywianki w gminie Samborzec oraz Wisły w gminie Łoniów. Ale niestety wały zwłaszcza małych rzek prowadzących do Wisły nie wytrzymują. Woda rozlewa się na olbrzymim terenie, aż do Tarnobrzega i to kilkanaście kilometrów w głąb od Wisły - relacjonują reporterzy RMF FM. Zalane zostały setki wsi, woda podnosi się w zastraszającym tempie. Trwa ewakuacja. Część mieszkańców nie chce jednak opuścić domów.

Alarm powodziowy ogłoszono także w gminach Tarłów i Ożarów w powiecie opatowskim, na północ od Sandomierza.

Jeżeli Twoja miejscowość również ucierpiała w ulewach, daj nam znać na Gorącą Linię RMF FM. Czekamy na zdjęcia, filmy i informacje o utrudnieniach. Informujcie o tym, jak zmieniła się sytuacja od wczoraj.

Sprawdź aktualizowaną na bieżąco informację "Polska pod wodą - informacje od Was minuta po minucie". Poinformuj nas i innych! Mapa powstała na podstawie informacji nadesłanych przez słuchaczy i internautów RMF FM na Gorącą Linię.


Pokaż Polska pod wodą. Powódź maj 2010 na większej mapie