Śledztwo w sprawie podsłuchanej rozmowy szefa MSW z prezesem Narodowego Banku Polskiego zostało umorzone. Prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa w rozmowie Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką.

Marek  Belka zeznaje ws. nagranej rozmowy z Sienkiewiczem

Prezes NBP Marek Belka przybył do warszawskiej prokuratury, gdzie ma zeznawać jako świadek w śledztwie dotyczącym domniemanego "naruszenia niezależności NBP" w związku z nielegalnie nagraną jego rozmową z szefem MSW Bartłomiejem Sienkiewiczem. czytaj więcej

Z rozmowy nagranej w jednej z warszawskich restauracji wynikało, że Sienkiewicz bada możliwość finansowania deficytu budżetowego przez NBP. Panowie rozmawiali też o ewentualnej dymisji ówczesnego ministra finansów Jacka Rostowskiego i zmianach w ustawie o NBP. 

Jak stwierdziła warszawska prokuratura, która umorzyła postępowanie w tej sprawie, nie ma podstaw, by twierdzić, że któryś z bohaterów rozmowy przekroczył swe uprawnienia lub nie dopełnił obowiązków i działał na szkodę interesu publicznego.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Przemysław Nowak tak tłumaczył decyzję o umorzeniu: (...) zebrane dowody nie wskazały, aby premier RP posiadał wiedzę o przedmiotowym spotkaniu ministra spraw wewnętrznych i prezesa NBP, brak jest jednocześnie jakiegokolwiek dowodu wskazującego na istnienie nieformalnego porozumienia pomiędzy ww. funkcjonariuszami publicznymi, które miałoby mieć związek z wprowadzeniem określonych regulacji prawnych w zamian za odwołanie z funkcji ministra finansów i które skutkowałoby naruszeniem niezależności Narodowego Banku Polskiego.

Nowak przyznał również, że premier Donald Tusk nie został przesłuchany w tej sprawie. Z materiału dowodowego nie wynika taka procesowa konieczność, nie wynika - poza pewnymi gołosłownymi spekulacjami - podejrzenie, aby premier miał z tą sprawą cokolwiek wspólnego - wyjaśnił.

Dziewięć osób złożyło zawiadomienie o przestępstwie

Nagrania podsłuchanych rozmów m.in. Bartłomieja Sienkiewicza z Markiem Belką pochodzą z lipca 2013 roku i zostały ujawnione przez tygodnik "Wprost" w czerwcu.

Zawiadomienia o ewentualnym przestępstwie złożyło dziewięć osób, w tym m.in. szef SP Zbigniew Ziobro, wiceszef klubu SLD Leszek Aleksandrzak i szef Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Przed Sektami Ryszard Nowak. Na ich podstawie 30 lipca prokuratura wszczęła śledztwo. Podstawą był art. 231 Kodeksu karnego, który przewiduje do 3 lat więzienia dla funkcjonariusza publicznego, który - przekraczając uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków - działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Śledztwo miało na celu zbadanie ewentualnego związku między zarejestrowanymi wypowiedziami a rzeczywistym przebiegiem prac legislacyjnych.

W śledztwie przesłuchano m.in. Sienkiewicza, Belkę, członków kierownictwa NBP i prezesa Rządowego Centrum Legislacji. Ponadto uzyskano i przeanalizowano obszerną dokumentację.

Styl rozmowy bulwersujący, ale "bez przekroczenia uprawnień"

Według prokuratora Nowaka, potrzeba dokonania zmian w ustawie o NBP zgłaszana była przez departamenty banku centralnego od 2007 roku. Projekt zmian został przyjęty 18 marca 2013 roku, a więc kilka miesięcy przed zarejestrowaną rozmową - podał prokurator. Projekt ten przewidywał m.in. odebranie Radzie Polityki Pieniężnej uprawnień do przyjmowania sprawozdania NBP na rzecz Rady Ministrów i umożliwiał obrót papierami wartościowymi poza operacjami otwartego rynku. Zmiana ta podyktowana była potrzebą dostosowania przepisów ustawy do prawa unijnego, a nadto do uchwały RPP z grudnia 2008 roku, przewidującej możliwość dokonywania tego rodzaju zakupów w uzasadnionych przypadkach - dodał Nowak.

Zdaniem śledczych, zarejestrowana rozmowa, w kontekście podejmowanych następnie działań prawnych odnoszących się projektu zmian do ustawy o NBP, jak też dalsza procedura legislacyjna w tej mierze, nie skutkowała wpływem na kształt prawny omawianych zagadnień, które już wówczas były przedmiotem działań legislacyjnych. Dlatego prokuratura uznała, że działania na płaszczyźnie legislacyjnej i prawnej po spotkaniu z 17 lipca 2013 roku były konsekwencją wcześniej wdrożonych procedur i postulatów formułowanych przez uprawnione do tego organy.

Premier Donald Tusk po ujawnieniu nagrań mówił m.in., że "pierwsza analiza tych wypowiedzi nie wskazuje na przekroczenie prawa", choć styl rozmowy Sienkiewicza i Belki był - jego zdaniem - "dość bulwersujący". Niezależnie od tego, w jak paskudny sposób wyrażali swoje opinie i oceny, to raczej rozmawiali o tym, jak pomóc państwu polskiemu, a nie jak zaszkodzić - powiedział. Zapewniał, że nie wysyłał Sienkiewicza do Belki.

Także obaj rozmówcy podkreślali, że ich rozmowa nie stanowiła przestępstwa, a była podyktowana troską o finanse państwa. Belka wskazywał, że NBP realizuje konstytucyjną zasadę współdziałania władz. Sienkiewicz mówił, że "działał na rzecz państwa polskiego". Dodawał, że sprawa podsłuchów to próba zdestabilizowania władzy.

Oddzielnie w Prokuraturze Okręgowej Warszawa-Praga prowadzone jest śledztwo ws. nielegalnych podsłuchów osób publicznych. Zarzuty postawiono czterem osobom: biznesmenom Markowi Falencie i Krzysztofowi Rybce oraz Łukaszowi N. i Konradowi L. - pracownikom restauracji, w których dokonywano podsłuchów

(mal)