Cezary Bielakowski z działu śledczego tygodnika "Wprost" zapewnia, że mimo nalotu ABW na siedzibę tygodnika, w poniedziałek ukaże się kolejny numer tygodnika. Dziennikarz powiedział nam, że redakcja „Wprost” została zdemolowana, a gabinet naczelnego nie nadaje się do pracy. „Mimo to pracujmy normalnie” – powiedział reporterowi RMF FM.

List w obronie "Wprost"

​18 czerwca 2014 r. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przeszukała redakcję tygodnika "Wprost", domagając się wydania materiałów, które mogły zawierać chronioną prawnie tajemnicę dziennikarską. To pierwszy po 1989 roku przypadek ingerencji tajnych służb w sferę wolności słowa w jej... czytaj więcej

Grzegorz Kwolek, RMF FM: Premier zwraca się do Was, żebyście szybciej całość upublicznili. Co odpowiadacie premierowi?

Cezary Bielakowski z działu śledczego tygodnika "Wprost": Odpowiadamy niezmiennie. Upublicznimy całość wtedy, kiedy będziemy do tego gotowi. Prace nad tymi materiałami trwają. Dopóki nie skończymy, nie ma mowy o publikacji. Nie zrobimy nic ponad to, co musimy zrobić.

Premier mówi: to jest interes komercyjny "Wprost", to mnie nie interesuje. Mnie interesuje interes państwa.

Dużym nieporozumieniem jest mówienie, że publikujemy to tylko i wyłącznie w interesie komercyjnym. Nie, robimy to dlatego że uznaliśmy, iż jest to bardzo poważny problem, który trzeba nagłośnić, opisać. My pracujemy nad tym. My nie jesteśmy przekaźnikiem taśm. Próbujemy wyjaśnić kwestie, które się na tych taśmach pojawiają. To jest normalna praca dziennikarska.

Sylwester Latkowski mówił, że być może jeszcze dziś pokaże drugą część nagrań z Markiem Belką.

Mamy Boże Ciało. My pracujemy jako redakcja normalnie... Praca jest bardzo utrudniona, aczkolwiek odbywa się na bieżąco. Redakcja jest zdemolowana. Gabinet naczelnego nie nadaje się do pracy. Szacujemy teraz straty, ale zapewniam, że pracujmy normalnie i w poniedziałek ukaże się gazeta.

Jak morale w redakcji?

Z jednej strony jesteśmy zmęczeni, a z drugiej strony mamy satysfakcję, że udało nam się obronić wolność mediów, którą próbowano nam odebrać wczorajszymi wydarzeniami. To jest duża satysfakcja. Druga rzecz to satysfakcja z reakcji innych mediów, które relacjonowały te wydarzenia. Umówmy się, gdyby nie pomoc mediów, gdyby nie solidarna postawa wobec prokuratorów i funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, być może by im się udało osiągnąć swój cel, czyli bezprawnie zagarnąć laptop i urządzenia z informacjami redakcji, które posiadał redaktor naczelny.

Wielu ekspertów teraz mówi, że taka próba przejęcia nawet tych nośników jako dowodów, to mogła być próba zablokowania. Gdyby one stały się dowodem, to do czasu zakończenia śledztwa, ze względu na tajemnicę śledztwa, nie moglibyście ich upublicznić.

Istnieje taka możliwość i tę możliwość rozważaliśmy i bierzemy poważnie pod uwagę. Dlatego tym bardziej oczekujemy jasnego stanowiska ze strony Prokuratury Generalnej, która nadzoruje działania prokuratorów, którzy byli wczoraj w redakcji. Na razie nie jesteśmy usatysfakcjonowani tym, co usłyszeliśmy od premiera.

Macie poczucie, że to, co się wczoraj wydarzyło, jest czymś wyjątkowym, że to był istotny wieczór.

Chyba najlepiej to określiła Monika Olejnik, że nic takiego się nie wydarzyło od '89 roku. Nie trzeba dowodzić, że ma rację. To było wydarzenie bez precedensu. Wtargnięcie służb specjalnych do niezależnej redakcji, sparaliżowanie pracy redakcji na cały dzień. Użycie siły fizycznej, bezprawne argumenty.