Prokuratura Okręgowa w Warszawie ma prowadzić śledztwo ws. wycieku akt z afery podsłuchowej - poinformowała Renata Mazur, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. Od wczoraj na jednym z portali społecznościowych są publikowane zdjęcia ponad 2,5 tysiąca stron materiałów z tego postępowania.

Zbigniew Stonoga publikuje akta ze śledztwa ws. afery podsłuchowej

Prokuratura będzie wyjaśniać okoliczności wypływu akt ze śledztwa ws. afery podsłuchowej. Zdjęcia ponad 2 i pół tysiąca stron materiałów z tego postępowania zamieścił na Facebooku biznesmen Zbigniew Stonoga. Wszczęto już śledztwo ws. upublicznienia tych materiałów - będzie ono prowadzone przez... czytaj więcej

Prok. Mazur potwierdziła, że ujawnione akta pochodzą ze śledztwa. Rzecznik potwierdziła również informacje RMF FM, że główne śledztwo ws. podsłuchów przedłużono.

Podkreśliła, że od lutego stronom postępowania, w tym obrońcom, udostępniano akta śledztwa. Śledczy z prokuratury dostali już także listę kilkunastu osób, które miały zgodę na kopiowanie dokumentów.

Te osoby to podejrzani, ich adwokaci oraz pokrzywdzeni, a więc osoby podsłuchiwane i ich pełnomocnicy. Prokuratorzy nie ujawniają, ile osób i kto konkretnie miał zgodę na wgląd, a kto na zrobienie fotokopii.

Jak przekonuje prokurator Renata Mazur, wyciek 13 z 20 tomów akt nie ma wielkiego wpływu już na śledztwo, bo w pewnym momencie i tak śledczy muszą pokazać stronom cały zebrany materiał dowodowy.

Na tym etapie postępowania, strony jak najbardziej mogą (mieć wgląd - red.) zwłaszcza, że myśmy chcieli to postępowanie kończyć. 17 czerwca to był termin realny do zakończenia, w związku z czym tak czy inaczej te materiały musiałyby być udostępniane - mówiła Mazur.

To nie oznacza jednak zgody prokuratury na ich upublicznienie, bo za to grozi kara do 2 lat więzienia. Prokurator dodaje, że każda zgoda na kopiowanie akt była opatrzona właśnie takim ostrzeżeniem.

Śledztwo miało być zakończone w tym miesiącu, ale prokuratorzy czekają jeszcze na pomoc prawną z USA - chodzi o dane umieszczone na amerykańskich serwerach w tzw. chmurze.

Największy wyciek w historii

Od wczoraj w sieci można znaleźć kolejne tomy akt z zeznaniami podejrzanych, a także protokoły zeznań osób, które były nielegalnie podsłuchiwane w warszawskich restauracjach.

Oprócz tego, w tych materiałach są dowody w śledztwie - fotografie sprzętu podsłuchowego, odręczne zapiski kelnerów, którzy zakładali te podsłuchy. Z tych materiałów można się nie tylko dowiedzieć, co zeznawały poszczególne osoby, ale także można poznać szczegółowe dane osobowe przesłuchiwanych osób - są adresy, numery PESEL. To między innymi pełne dane szefów służb - między innymi szefa CBA Pawła Wojtunika - osoby podlegającej szczególnej ochronie.

Sprawę skomentował w Kontrwywiadzie RMF FM szef kancelarii premiera Jacek Cichocki. To jest bardzo zła sytuacja. Same przecieki dewastują ład, który wszyscy powinniśmy chronić. To dewastowanie podstawowego systemu funkcjonowania instytucji - mówił.

W rozmowie z reporterem RMF FM do wycieku akt odniósł się również Przewodniczący Krajowej Rady Prokuratury Edward Zalewski. To jest nieprawdopodobne, żeby ze śledztwa wyciekły materiały w takiej ilości - mówił.

(abs)