Na kolei trwa dramat związany z falą powrotów po świętach i Sylwestrze. Na Gorącą Linię RMF FM dostajemy coraz więcej sygnałów o przepełnionych pociągach, do których nie da się wsiąść. Rzeczniczka PKP Intercity uważa, że taka kumulacja powrotów to rzecz normalna i nic na nią nie można poradzić.

Zdenerwowani pasażerowie na dworcu w Krakowie

Z Zakopanego puścili tylko 4 wagony, a ludzie po prostu się nie mieszczą! To jest skandal! - wykrzykiwała pasażerka z Krakowa. Nie dało się wejść do tego pociągu, kolega siedział w WC, bo nie było miejsca. Jedną osobę wyciągaliśmy przez okno, a drugą wkładaliśmy. Inaczej do tego pociągu nie dało się wejść - mówił reporterowi RMF FM inny pasażer.

Zobacz również:

PKP niestety znowu nie widzi problemu. Tym razem wytłumaczenie brzmi: kumulacja powrotów, na którą nic nie można poradzić. Nie da rady przewieźć dziś całymi naszymi zasobami całego kraju, który w ciągu jednego dnia zdecydował się na wyjazd - mówi rzeczniczka PKP Intercity Małgorzata Sitkowska.

Po zamieszaniu związanym z wprowadzeniem nowego rozkładu jazdy, aby zapobiec kolejnemu chaosowi w okresie świąteczno-noworocznym, podjęto decyzję o podczepieniu do składów dodatkowych wagonów i wydłużeniu ważności biletu weekendowego do końca jutrzejszego dnia. Te udogodnienia najwyraźniej jednak na niewiele się zdały.

Dziś podjęto też decyzję o podstawieniu do Zakopanego dwóch dodatkowych pociągów. Zorganizowanie dwóch dodatkowych pociągów nie jest tak naprawdę prostym zadaniem. (...) Gdyby dało się zorganizować ich jeszcze więcej, to byśmy to zrobili - dodała rzeczniczka. Gdyby tylko dało się przewidzieć powroty z Sylwestra.