Polska zdobyła brązowy medal w drużynowym, olimpijskim konkursie skoków narciarskich w Pjongczangu. Stefan Hula przyznał, że emocji towarzyszącym zawodom nie da się z niczym porównać. "Były motylki w brzuchu, ale takie pozytywne" - podkreślił.

Stefan Hula podczas drużynowego konkursu na dużej skoczni w Pjongczangu / Grzegorz Momot /PAP

Hula w tym sezonie przebojem wdarł się do drużyny. Jeszcze rok temu triumf kolegów w mistrzostwach światach w Lahti oglądał w roli kibica. Teraz 31-latek jest jej mocnym punktem.

Jestem bardzo, bardzo szczęśliwy. Walczyliśmy do samego końca, wszyscy spisaliśmy się bardzo dobrze. Wszyscy ciężko na to pracowaliśmy i zasłużyliśmy. Stanęliśmy przed wielką szansą i ją wykorzystaliśmy - powiedział.

Poniedziałkowy medal jest pierwszym w historii zdobytym przez polskich skoczków w konkursie drużynowym na igrzyskach. Biało-czerwoni zgromadzili 1072,4 pkt. Triumfowali Norwegowie - 1098,5, przed Niemcami - 1075,7.

To był piękny konkurs - ładne skoki, stabilna pogoda i walka do samego końca. Rozmiar tego sukcesu jeszcze do mnie nie dotarł. Jak emocje opadną, wtedy pewnie naprawdę zacznę się z tego cieszyć. Przed zawodami motylki w brzuchu były, ale takie pozytywne - zaznaczył Hula, który w styczniu świętował już z kolegami trzecie miejsce w mistrzostwach świata w lotach.

(ag)