Rekordowa liczba medali zdobytych przez Norwegię podczas igrzysk w Pjongczangu nie przekłada się na premie dla zawodników, ponieważ tamtejszy komitet olimpijski (NOK) nie przyznaje za takie sukcesy nagród finansowych. Za medale ich zdobywcy otrzymują tylko... tort.

Norwescy alpejczycy podczas koronacji medalowej za zdobycie brązu w konkurencji drużynowej /Daniel Kopatsch /PAP/EPA

Podobna zasadę ma norweskie ministerstwo kultury i sportu oraz centrum sportu wyczynowego Olympiatoppen, organ podlegający bezpośrednio NOK, zajmujący się rozdziałem pieniędzy na sport wyczynowy oraz przygotowaniem wyjazdów reprezentacji na olimpiady i mistrzostwa świata.

Prezes Olympiatoppen Tore Oevrebo wyjaśnił na antenie telewizji NRK, że jeszcze nie zdarzyło się, żeby ktoś tę zasadę kwestionował. Medal olimpijski jest ważnym punktem w karierze, który daje konkretne profity finansowe w formie kontraktów sponsorskich - mówił Oevrebo.

Wyjaśnił, że system norweskiego sportu polega na finansowaniu początków kariery zawodników. Zamiast wypłacać premie, wolimy przeznaczać te pieniądze na rozwój młodych talentów - podkreślił.

Oevrebo dodał, że "Olympiatoppen jest organem pomagającym w rozwoju sportu i konkretnych karier zawodników, a nie bankiem".

Premie za medale olimpijskie i mistrzostw świata wypłacają w Norwegii tylko nieliczne ze związków sportowych. Federacja biathlonu przewiduje premie za złoty medal w wysokości 100 tysięcy koron (43 tys. złotych), 50 tysięcy (21,5 tys. złotych) za srebrny i 25 tysięcy za brązowy (11 tys. złotych).

Federacja narciarska z kolei z żelazną konsekwencja nigdy nie wypłaca premii za medale, ponieważ członkowie kadry A otrzymują bardzo dobre pensje oraz część pieniędzy z kontraktów sponsorskich reprezentacji. Poza tym posiadają bardzo lukratywne prywatne umowy - wyjaśnił Oevrebo.

Norwescy medaliści jako jedyna nagrodę otrzymują specjalnie przygotowany przez kucharzy reprezentacji... tort.

(ag)