Władze Amerykańskiej Akademii Filmowej zdecydowały, że nie zakończą współpracy z firmą PricewaterhouseCoopers, której przedstawiciele liczyli głosy, a później wydawali koperty z nazwiskami zwycięzców podczas 89. gali rozdania Oscarów - podaje "Variety". Przypomnijmy, że ceremonia zakończyła się wpadką - najpierw ogłoszono, że najlepszym filmem został "La La Land" Damiena Chazelle, a po chwili sprostowano, że chodzi jednak o "Moonlight" Barry'ego Jenkinsa. O sprawie pisze na swoich stronach internetowych "Variety". Na razie nie ma oficjalnego potwierdzenia od przedstawicieli Akademii.


Współpraca PwC i Akademii trwa już ponad 80 lat. Po tegorocznej wielkiej wpadce nie było wiadomo, czy zostanie przedłużona. Jednak jak pisze "Variety", Akademia zdecydowała, że to właśnie przedstawiciele PwC mają odpowiadać za liczenie głosów i wydawania prezenterom kopert z nazwiskami zwycięzców podczas jubileuszowej, 90. oscarowej gali, która odbędzie się w 2018 roku. Tak jak wcześniej zapowiadano, nie będą to już jednak osoby zatrudnione przy tegorocznej ceremonii. 

Według "Variety" podczas przyszłorocznej ceremonii mają być wdrożone dodatkowe środki ostrożności, które nie pozwolą na kolejną kompromitację. Chodzi m.in. o zwiększeniu liczby pracowników PwC obsługujących oscarową galę - dwóch jak do tej pory będzie znajdować się za kulisami, a dodatkowo kontrolować będzie ich trzecia osoba, która ma szybko zareagować na ewentualne błędy. Zmiany będą dotyczyć także samych kopert z nazwiskami zwycięzców - mają być one wyraźniej oznakowane. Wprowadzone zostaną również obostrzenia dotyczące korzystania z urządzeń elektronicznych po to, by nie powtórzyła się sytuacja, że księgowy będzie tweetował zamiast skupić się na swoich obowiązkach. 

Jak wyglądał finał tegorocznego rozdania Oscarów?


Podczas 89. ceremonii rozdania Oscarów początkowo ogłoszono, że najlepszym filmem jest "La La Land" Damiena Chazelle. Twórcy weszli na scenę i zaczęli już nawet wygłaszać podziękowania, ale po chwili widać było, że zaniepokojeni rozglądają się na boki, a na scenie robi się coraz większe zamieszanie. Niezręczną sytuację przerwał w końcu Jordan Horowitz, producent "La La Landu". Nie, to pomyłka. "Moonlight" - to wy wygraliście. To nie żart - powiedział.

Plan był taki, że miałem zakończyć galę siedząc wśród publiczności, u boku Matta Damona - przyznał w swoim programie Jimmy Kimmel, który przez całą ceremonię żartował sobie z gwiazdora. Niezależnie od zamieszania wokół zwycięzcy on na pewno przegrał. On był i jest przegranym - dodał. Siedzieliśmy na widowni, zauważyliśmy zamieszanie i wtedy Matt powiedział: słyszałem, że kierownik sceny mówił coś o źle odczytanym zwycięzcy. Pomyślałem, że to niecodzienne, ale prowadzący wyjdzie na scenę i na pewno to wyjaśni. Wtedy uświadomiłem sobie, że to przecież ja - relacjonował.

(mn)