Wpadka wieńcząca oscarową galę rozgrzewa internet do czerwoności. W sieci mnożą się teorie, które mają wyjaśnić, dlaczego w rękach Warrena Beatty'ego znalazła się niewłaściwa koperta. Głos w sprawie zamieszania zabrały też niektóre gwiazdy uczestniczące w ceremonii.

Zamieszczanie na scenie po pomyłkowym ogłoszeniu zwycięzcy /PAP/EPA/MARK SUBAN / AMPAS /PAP/EPA

Standardem jest, że oscarowe koperty opatrzone są na odwrocie nazwą kategorii. Na przybliżonych zdjęciach widać, że Beatty trzyma w rękach niewłaściwą kopertę.

Według "Los Angeles Times" pomyłkę miał wykryć inspicjent, który zaalarmował o tym m.in. producenta. Obsługa sceny widziała, że Warren Beatty się ociąga. Do ostatniej chwili miała nadzieję, że aktor zrozumiał, że coś poszło nie tak i nie odczyta błędnego werdyktu. Stało się jednak inaczej.

Ekipa "La La Landu" triumfalnie weszła na scenę. Twórcy zaczęli już nawet wygłaszać podziękowania, ale po chwili widać było, że zaniepokojeni rozglądają się na boki, a na scenie robi się coraz większe zamieszanie. Niezręczną sytuację przerwał w końcu Jordan Horowitz, producent "La La Landu". Nie, to pomyłka. "Moonlight" - to wy wygraliście. To nie żart - powiedział.

Co ciekawe, Beatty początkowo nie chciał oddać nikomu z obsługi feralnej koperty. Zrobił to dopiero po pokazaniu jej reżyserowi "Moonlightu".

"Los Angeles Times" twierdzi, że mechanizm pomyłki jest bardzo prosty. Według gazety w kulisach są dwa komplety identycznych kopert z nazwiskami zwycięzców, którymi opiekują się przedstawiciele odpowiadającej za liczenie głosów firmy PriceWaterhouseCoopers. Ma to być z jednej strony pewnego rodzaju zabezpieczenie, a jednocześnie sposób na zwiększenie płynności widowiska. W podobny sposób sprawę opisuje "Variety". W tej sytuacji nie jest rzeczą nieprawdopodobną, że w ręku Beatty'ego znalazła się taka sama koperta jak ta, którą trzymała w tym samym czasie nagrodzona Emma Stone.

Reżyser "Moonlight" Barry Jenkins przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że nikt nie wyjaśnił mu, jaki był mechanizm pomyłki. Odebrało mi mowę. Nie dlatego, że wygraliśmy, ale dlatego, że ekipa "La La Landu" zachowała się z wielką klasą. Nie umiem sobie wyobrazić siebie na ich miejscu - przyznał. Z kolei twórca "La La Land" Damien Chazelle nie odniósł się do tego wydarzenia - nie pojawił się w sali do spotkań z mediami, a później bardzo szybko opuścił pooscarowy bal.

Prowadzący galę Jimmy Kimmel przyznał, że nie ma pojęcia, co doprowadziło do pomyłki. Producent Mike DeLuca stwierdził z kolei, że nie będzie komentował tej sytuacji i zostawi to Akademii. Ta jednak do tej pory nie wydała żadnego oświadczenia.

Firma PriceWaterhouseCoopers przeprosiła i zapewniła, że sprawa jest wyjaśniana.


(mn)