Dwójka pracowników PricewaterhouseCoopers, która wydawała koperty z nazwiskami zwycięzców podczas 89. gali rozdania Oscarów nie będzie już współpracowała z Akademią - podaje "Variety". Przypomnijmy, że ceremonia zakończyła się wpadką - najpierw ogłoszono, że najlepszym filmem jest "La La Land", a po chwili sprostowano, że chodzi jednak o "Moonlight" Barry'ego Jenkinsa.

Producent "La La Land" ogłasza właściwego zwycięzcę /AARON POOLE / AMPAS /PAP/EPA

Brian Cullinan i Martha Ruiz to pracownicy od lat liczącej oscarowe głosy firmy PricewaterhouseCoopers. To oni podczas gali wydawali gwiazdom koperty z nazwiskami zwycięzców. Jak ustalono, Cullinan był zbyt zaabsorbowany tweetowaniem zdjęć gwiazd, które miał na wyciągnięcie ręki i w kluczowym momencie wydał niewłaściwą kopertę Warrenowi Beatty. 

Początkowo ogłoszono, że najlepszym filmem jest "La La Land" Damiena Chazelle. Ekipa "La La Landu" triumfalnie weszła na scenę. Twórcy zaczęli już nawet wygłaszać podziękowania, ale po chwili widać było, że zaniepokojeni rozglądają się na boki, a na scenie robi się coraz większe zamieszanie. Niezręczną sytuację przerwał w końcu Jordan Horowitz, producent "La La Landu". Nie, to pomyłka. "Moonlight" - to wy wygraliście. To nie żart - powiedział.

Plan był taki, że miałem zakończyć galę siedząc wśród publiczności, u boku Matta Damona - przyznał w swoim programie Jimmy Kimmel, który przez całą ceremonię żartował sobie z gwiazdora. Niezależnie od zamieszania wokół zwycięzcy on na pewno przegrał. On był i jest przegranym - dodał. Siedzieliśmy na widowni, zauważyliśmy zamieszanie i wtedy Matt powiedział: słyszałem, że kierownik sceny mówił coś o źle odczytanym zwycięzcy. Pomyślałem, że to niecodzienne, ale prowadzący wyjdzie na scenę i na pewno to wyjaśni. Wtedy uświadomiłem sobie, że to przecież ja - relacjonował. 

Na razie nie wiadomo, czy po oscarowym skandalu Akademia zmieni zasady współpracy z PricewaterhouseCoopers albo powierzy obsługę głosowania komuś innemu. 

(mn)