Reklamodawcy z duszą na ramieniu czekają na oscarowy wieczór. Nie wiadomo bowiem, jak duża część widowni może zbojkotować transmisję w związku z tym, że wśród 20 nominowanych aktorów znów nie ma ani Afroamerykanów, ani Latynosów.

Przygotowania do ceremonii wręczenia Oscarów /Paweł Żuchowski /RMF FM

Reklamodawcy, którzy płacą krocie za spoty reklamowe pokazywane w czasie transmisji, nie chcą by ich marki byłby kojarzone z kontrowersjami związanymi z brakiem różnorodności rasowej.

Sęk w tym, że większość umów na emisję reklam w czasie oscarowej transmisji została zawarta jeszcze jesienią - zanim wybuchł skandal. Reklamodawcy zgodzili się zapłacić około 2 milionów dolarów za każdy 30-sekundowy spot, ustanawiając nowy rekord w tym segmencie. Stacja ABC spodziewa się, że wpływy z reklam z oscarowego wieczoru przyniosą co najmniej 120 milionów dolarów.

Do bojkotu wzywa choćby choćby czarnoskóra aktorka Jeda Pinkett Smith, żona Willa Smitha. Czy nie nadszedł czas, by ludzie o różnych kolorach skóry zdali sobie sprawę z tego, ile władzy, ile wpływów zgromadziliśmy i że nie musimy już prosić o to, by nas zapraszano gdziekolwiek? - pyta na filmie opublikowanym w sieci.

W ubiegłym roku ceremonię wręczenia Oscarów obejrzało 37,3 mln Amerykanów i był to jeden z najgorszych wyników w ostatnich latach. To spadek o 14 procent w stosunku do poprzedniego roku, gdy przed telewizorami zasiadło 43,7 miliona amerykańskich widzów.

(mpw)