Tegoroczny Nobel w dziedzinie ekonomii został przyznany za teorię kontraktu. W założeniu sprowadza się do tego, że nasi szefowie powinni przemyśleć sposób wypłacania nam pensji. Oliver Hart i Bengt Holmström udowodnili, że najlepiej byłoby gdyby pensje zarówno dyrektorów, kierowników, ale też zwykłych pracowników były zawsze dzielone na dwie części. Pierwszą powinno być stałe wynagrodzenie zasadnicze, drugą częścią natomiast powinna być premia uzależniona od wyników naszej pracy. Teoria tegorocznych noblistów ma także zastosowanie w ubezpieczeniach. Hart i Holmstrom policzyli, że składki nie powinny być zbyt niskie, a odszkodowania zbyt wysokie – wyjaśnia w rozmowie z dziennikarzem RMF FM dr Jakub Borowski ze Szkoły Głównej Handlowej.

zdj. ilustracyjne /Thomas Goos /PAP/EPA

Krzysztof Berenda RMF FM:  Tego roczny ekonomiczny nobel wręczony, za co jest ta nagroda mówiąc najprościej?

Dr Jakub Borowski: Jest kilka elementów ale ten, którym wyróżnił, to w jaki sposób opłacać dobrą prace, w jaki sposób opłacać wynik, wynik, który dostarczany przez menadżerów, ale również osoby pracujące na niższym szczeblu, takie, które podpisują pewien (pełen) kontrakt i mają za zadanie dostarczyć określony wynik

Czyli krótko mówiąc wynika z tego, że przy ustalaniu nam wynagrodzenia, szefowie powinni też w jakiś sposób nas motywować, robić jakieś pakiety motywacyjne?

Tak, natomiast ważne jest jak ten kontrakt (bo za teorie kontraktów ten nobel został przyznany) jest skonstruowany. Chodzi o to, żeby te zmienne składniki wynagrodzenia - które często mamy w kontraktach - odpowiadały temu, na co faktycznie nasz menadżer czy pracownik ma wpływ. Innymi mi słowy chodzi o to, żeby bonusy, premie były wypłacane w sytuacji, w której nasz pracownik przyczynił się do poprawy wyniku. Jeśli np. w umowie mamy zapisany związek pomiędzy dodatkowym wynagrodzeniem, premią a zmianą ceny akcji firmy, w której nasz menadżer pracuje - ważne jest, żeby móc oddzielić wzrost ceny akcji wywołany poprawą perspektyw naszej firmy, wzrostem jej wartości, a ogólnym nastojem na rynku. Czyli wzrostem indeksów giełdowych związanych z jakąś euforią, która na rynku się pojawia, więc teoria kontraktu takie elementy powinna uwzględniać.

Co zmieniła ta nagroda, ta praca, ta teoria? Jeżeli została nagrodzona noblem, to coś musiała zmienić. To że szefowie lepiej zarządzają firmą, że pracowników można lepiej zmotywować do pracy.

Można ich lepiej zmotywować, a jednocześnie te kontrakty są po prostu bardziej fair. Weźmy przykład firmy, której wynik zależy od cen surowców. Cen surowców, na które menadżer nie ma żadnego wpływu, jeśli ceny surowców gwałtownie wzrosną i poprawi się wynik firmy, no to jest pytanie, w jakim stopniu to powinno znaleźć odzwierciedlenie w bonusie, który zostanie menadżerowi wypłacony. Ta teoria kontraktów, która została rozwinięta przez oby dwóch noblistów podpowiada, że trzeba uwzględnić te elementy ryzyka, że trzeba płacić za faktyczny wysiłek i za faktyczny wynik za tą faktyczną kontrybucję, ten wkład do tego wyniku, a nie pewne zdarzenia losowe, które sprzyjają podniesieniu wartości firmy

Czyli jeżeli mam swoją firmę, to nie musi być wielka giełdowa firma, ale wystarczy, że mam swój sklep, firmę transportową, cokolwiek i wprowadzę tą teorie to będę bogatszy, moja firma będzie miała się lepiej?

Myślę, że przede wszystkim będzie łatwiej motywować pracowników do wysiłku do pracy na rzecz tego wyniku, który jest wspólnie wypracowany, a jednocześnie sytuacja właściciela będzie lepsza, bo w sytuacji, w której dojdzie do zmiany warunków rynkowych, które gwałtownie poprawią wynik firmy, a ta poprawa nie będzie miała związku z wysiłkiem pracowników, to wtedy odpowiednio ta nagroda, która będzie wypłacana, będzie mniejsza. W jakimś sensie ta teoria kontraktu chroni właścicieli przed nadmiernymi wypłatami a to znaczy, że zabezpiecza też interes w dłuższej perspektywie.

To może tą teorie warto byłoby wprowadzić w polityce, żeby politycy zarabiali? W zależności od tego jakie wyniki, ile my zarabiamy i jak nasza gospodarka sobie radzi?

Ale znowu powstaje ten problem, który właśnie nobliści wychwycili, na który wskazywali w swoich pracach naukowych, że bardzo trudno jest wskazać precyzyjny związek pomiędzy wynikiem, który wypracowuje cała gospodarka a działaniami polityków. Ten związek jest bardzo zamazany, w związku z tym tutaj w praktyce zrealizowanie tych postulatów w odniesieniu do świata polityki byłoby trudne, ale sądzę, że te wyniki, które osiągnęli nobliści. One z pewnością mogłoby być użyteczne przy ustalaniu kontraktów, które są ustalane z prezesami zarządzającymi spółkami kontrolowanymi przez państwo, mamy spółki surowcowe, mamy spółki z sektora finansowego. System premiowania tych menagerów w świetle teorii kontraktów, w świetle dorobku dzisiaj nagrodzonych noblistów powinien być odmienny, dlatego że odmienne jest ryzyko i odmienny jest wpływ różnych globalnych czynników na wynik przedsiębiorstwa w takich przypadkach.

Tegoroczny Nobel, ta teoria odnosi się nie tylko do wynagrodzeń, ale też do ubezpieczeń do tego jak je konstruować, o co tutaj chodzi?

To są wnioski, które dla nas są bardzo intuicyjne, chodzi o to, żeby w pewnych sytuacjach osoby, które się ubezpieczają, zgłosiły do tego ubezpieczenia swój wkład własny. Rozważmy przykład osoby, która ubezpiecza samochód - bardzo drogi samochód. Jeszcze dodatkowo w sytuacji kiedy ten samochód rozbije dostaje pełną wypłatę, to rodzi tzw. pokusę nadużycia. Teoria kontraktów, która odnosi się również do umów ubezpieczenia sugeruje, żeby w takiej sytuacji osoba, która się ubezpiecza płaciła swój własny wkład po to, aby takie ryzyko właśnie ograniczyć.

Czyli np. 60 proc. zapłaci firma ubezpieczeniowa tych kosztów naprawy a 40 proc. ja, tak?

Tak jest, taki podział zmniejsza ryzyko działania osoby ubezpieczonej, które to działanie jest sprzeczne z ideą tego kontraktu.


(j.)