Marek Dąbrowski i Jacek Czachor nie zaliczą czwartego odcinka Rajdu Dakar do najbardziej udanych. Awaria skrzyni biegów w Toyocie Hillux zatrzymała rajdowców na blisko siedem godzin. Usterkę udało się jednak naprawić i kierowcy ukończyli etap.

Rajd Dakar: Dąbrowski i Czachor pokonali poważną awarię /Felipe Trueba /PAP/EPA

Załoga Orlen Team dotarła na metę w San Salvador de Jujuy w Argentynie w ponad osiem godzin po najszybszym w środowej rywalizacji Francuzie Stephane Peterhanselu. Przez długi czas zanosiło się, że Dąbrowski i Czachor - który ukończył dotychczas wszystkie Dakar - będą musieli się pożegnać z wspinającymi się coraz wyżej w góry uczestnikami rajdu. Szczęśliwie samochód został naprawiony i Polacy mogli ukończyć kontynuować rywalizację.

Na piątym etapie kierowcy osiągną rekordową w historii Dakaru wysokość 4600 metrów n.p.m. To będzie jednocześnie drugi odcinek w formule maratońskiej, co oznacza, że załogi mają zakaz korzystania z serwisu. Ekipy będą musiały pokonać 642 kilometry po bezdrożach, w tym 327 kilometrów odcinka z pomiarem czasu. Meta została wyznaczona w boliwijskiej Uyuni.

Dakar dopiero się rozkręca. Odcinki będą coraz trudniejsze. W Boliwii nie będą bardzo wymagające terenowo, ale na dużej wysokości. Później wracamy do Argentyny, gdzie na pewno będzie ciężko. Rozmawiałem z Markiem Comą, pięciokrotnym zwycięzcą tej imprezy, m.in. w ubiegłym roku, a obecnie jej dyrektorem. Jak zaznaczył, Dakar dopiero się zaczyna i będzie się jeszcze działo - powiedział Jakub Przygoński, który w klasyfikacji generalnej zajmuje 14. miejsce, najwyższe z grona polskich kierowców. 

(az)