Etapem z paragwajskiego Asuncion do Resistencia w Argentynie rozpoczyna się dziś Rajd Dakar. Jego 39. edycja ma być jeszcze trudniejsza niż poprzednie. Jak to możliwe?

Motocykle czekające na przegląd przed Rajdem Dakar /ANDRES CRISTALDO BENITEZ /PAP/EPA

Jedną z osób odpowiedzialnych za ustalenie trasy jest w tym roku Marc Coma - były znakomity dakarowiec słynący z dobrej nawigacji. Hiszpan zadbał o to, by właśnie ten element dakarowej układanki sprawił w tym roku zawodnikom wyjątkową trudność. Wyzwanie będzie o tyle większe, że ograniczono pomoc GPS'u. Część waypointów (czyli miejsc do których muszą dotrzeć zawodnicy po drodze do mety) będzie w dodatku ukryta. Zawodnicy będą musieli być bardzo uważni, bo błędy w nawigacji oznaczają zwykle trudne do odrobienia straty czasowe.

Aż 7 odcinków specjalnych będzie liczyć ponad 400 kilometrów, 6 dni zawodnicy spędzą też w wysokich górach, na 3000 metrów nad poziomem morza. A to wysiłek nie tylko dla maszyn ale też, a może przede wszystkim dla zawodników. Pierwszy dzień przerwy uczestnicy będą mieć dopiero 8 stycznia, a 11 czeka ich najtrudniejszy etap rajdu, nazywany "Super Belen". Tego dnia zawodnicy będą musieli przejechać 1000 kilometrów (odcinek specjalny plus "dojazdówka").

Udział w rajdzie zapowiedziało blisko 500 zawodników z 59 krajów. Na listach zgłoszeń figuruje 145 motocykli, 79 samochodów, 37 quadów, 50 ciężarówek i - po raz pierwszy - osiem załóg UTV. UTV to małe pojazdy z napędem 4x4 przystosowane do jazdy po bezdrożach. Zazwyczaj bez zabudowanej kabiny, ale z klatką bezpieczeństwa chroniącą kierowcę i pasażera.

W gronie uczestników jest dziewięciu Polaków. Największe szanse na miejsce w czołówce mają w tym roku Rafał Sonik, Kuba Piątek i Jakub Przygoński. "Supersonik", jak nazywają go w Ameryce Południowej kibice, wygrał już w przeszłości w tym maratonie, jest jednym z najbardziej doświadczonych zawodników w kategorii quadowców i o ile ominął go awarie Sonik na pewno włączy się do walki o zwycięstwo. Kuba Piątek to nasza nadzieja wśród motocyklistów, przed rokiem był 20. a teraz wraca do walki po długiej przerwie spowodowanej kontuzją.

Miejsce w czołowej 10. to natomiast cel Jakuba Przygońskiego, jedynego Polaka w gronie kierowców samochodów. Przygoński dysponuje topowym sprzętem, ma doświadczonego pilota i na pewno będzie groźny dla rywali.

Szczęśliwcy wjadą na metę 14. stycznia w Buenos Aires.