Klaudia Jans-Ignacik i Alicja Rosolska odpadły już w pierwszej rundzie olimpijskiego turnieju w Londynie, przegrywając z Rosjankami Marią Kirilenko i Nadieżdą Pietrową 7:6 (7-5), 3:6, 2:6. Podobnie było cztery lata temu w Pekinie. "Może trzeba zmienić system gier na grupowy" - żartowały tenisistki.

Urszula Radwańska nie zawiodła! Polka pokonała w Londynie Niemkę Monę Barthel 6:4, 6:3 w pierwszej rundzie olimpijskiego turnieju tenisa ziemnego na trawiastych kortach Wimbledonu. Z imprezą pożegnały się natomiast Klaudia Jans-Ignacik i Alicja Rosolska. czytaj więcej

Polki przegrały z rozstawionymi z numerem trzecim Rosjankami Marią Kirilenko i Nadieżdą Pietrową 7:6 (7-5), 3:6, 2:6. Rywalki mocno grały z głębi kortu, bardzo dobrze serwowały i returnowały, a do tego przyzwoicie spisywały się przy siatce - mówiła Rosolska.

Sobotnią potyczkę na korcie nr 16 też zaczęły słabo. Przy stanie 1:3 prowadziły 40:0, ale to rywalki zdobyły czwartego, a potem piątego gema. W tym momencie zaczął się niesamowity pościg polskich zawodniczek. Doprowadziły do tie-breaku, w którym było już 6-4 dla Kirilenko i Pietrowej. Ostatnie piłki należały do Jans-Ignacik i Rosolskiej. Niestety, w dwóch kolejnych partiach górą były przeciwniczki. Nie udało się utrzymać swoich serwisów, a jeśli na trawie w takich sytuacjach nie zdobywa się punktów, to tak się kończy jak w naszym przypadku - skomentowała Rosolska.

Zmienić zasady

Tenisistki żartowały, że organizatorzy powinni pomyśleć o zmianie systemu rozgrywania turnieju. Może faza grupowa, repasaże... W innych dyscyplinach można przegrać mecz, a nadal liczyć się w walce o medal. A u nas nie ma zawodów pocieszenia, jest bardzo brutalnie - przegrywasz i do domu. Szkoda, bo szykujemy się, szykujemy do takiej imprezy i od razu odpadamy - stwierdziła Jans-Ignacik.

To zupełnie inny turniej

Polki oceniły, że olimpijski Wimbledon nie przypomina tego sprzed kilku tygodni, wielkoszlemowego. Strasznie pusto, do tego tylko pół obiektu czynne, problemy z treningami, jakieś okrojone przydziały godzinowe. Idąc na mecz, słyszałyśmy głośną, żywą muzykę. Pomyślałyśmy, że to chyba nie Wimbledon. Bo przecież tutaj zawsze wszyscy są na biało, panuje wielka powaga - skomentowały.

Polki pożegnały się z olimpiadą, ale na urlop się nie wybierają. Lecimy do Kanady, a potem na miesiąc do Ameryki. Wakacje dopiero pod koniec października. Zresztą ja w wolnym czasie wolę posiedzieć w domu, najlepiej odpoczywam w Polsce, przy polskim jedzeniu i polskiej telewizji - wyjaśniła Klaudia.

Ja z kolei wtedy nadrabiam zaległości na uczelni. Ale generalnie też wolę się +zadomowić+. Choć nie ukrywam, że raz pojechałam ponurkować do Egiptu i mi się spodobało - zakończyła Rosolska.