Szef dyplomacji w rządzie Platformy Obywatelskiej Radosław Sikorski zeznawał ws. zdrady dyplomatycznej w śledztwie dotyczącym katastrofy smoleńskiej - dowiedział się reporter RMF FM Grzegorz Kwolek. Sikorski stawił się w prokuraturze 15 maja, przesłuchanie trwało około godziny.

Były szef MSZ Radosław Sikorski 11 kwietnia podczas procesu Tomasza Arabskiego i innych urzędników, oskarżonych w trybie prywatnym, przez część rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej, o niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego 10 kwietnia 2010 roku /Marcin Obara /PAP

Były szef MSZ był pytany między innymi o działania prokuratury i polskiej delegacji w Smoleńsku po katastrofie. Śledczy mieli go poinformować, że postępowanie jest prowadzone na polecenie prokuratora generalnego.

Przesłuchanie byłego szefa dyplomacji potwierdza Prokuratura Krajowa.

Sam Radosław Sikorski fakt przesłuchania komentuje w ten sposób: Przypominam, że to ja pozwałem do sądu Jarosława Kaczyńskiego za oskarżanie mnie o zdradę dyplomatyczną.

W lipcu, w tej samej sprawie, ma zostać przesłuchany były premier Donald Tusk.

Zawiadomienie ws. rzekomej "zdrady dyplomatycznej" złożył pod koniec roku minister obrony Antoni Macierewicz. Jego zdaniem, to działania ówczesnego rządu PO uniemożliwiły pełne wyjaśnienie przyczyn katastrofy i odzyskanie wraku Tu-154M. Po tragicznych wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 roku ówczesny polski rząd wybrał Konwencję o międzynarodowym lotnictwie cywilnym, znaną również jako konwencja chicagowska, jako podstawę działania śledczych. Zakłada ona badanie katastrofy jak wypadku samolotu cywilnego. Zdaniem PiS, prezydencki samolot, którym na uroczystości w Katyniu leciała polska delegacja i który rozbił się w Smoleńsku, był maszyną wojskową i tak powinien być badany wypadek.

Zespół śledczy numer jeden Prokuratury Krajowej, czyli zespół smoleński prok. Marka Pasionka, od sierpnia ubiegłego roku prowadzi odrębne śledztwo w sprawie zdrady dyplomatycznej.

Jak podawała Prokuratura Krajowa w siódmą rocznicę katastrofy smoleńskiej, jedno z postępowań dotyczy zaniechań prokuratury wojskowej - m.in. braku wniosku strony polskiej o dopuszczenie do wykonania w Rosji sekcji zwłok ofiar.

Właśnie błędy w dokumentacji medycznej sporządzonej przez rosyjskich biegłych są jednym z powodów trwających obecnie ekshumacji ofiar katastrofy. Wątpliwości pojawiły się już w 2011 roku. Dziewięć ekshumacji przeprowadzono w latach 2011-2012: stwierdzono wówczas, że sześć ciał zostało złożonych w nie swoich grobach. Biegli, którzy wówczas przeprowadzali badania, ocenili, że błędy są w 90 proc. rosyjskiej dokumentacji medycznej. Obecnie badania zlecone przez Prokuraturę Krajową przeprowadza 14-osobowy międzynarodowy zespół ekspertów.

Pozostałe śledztwa dotyczą: sfałszowania dokumentów przez funkcjonariuszy BOR (część tego śledztwa jest niejawna), niszczenia wraku Tu-154M, który jest dowodem rzeczowym, podejrzenia poświadczenia nieprawdy w protokołach sekcji zwłok sporządzonych przez biegłych z Rosji, jak również znieważenia zwłok ofiar katastrofy. Oprócz tego prokuratorzy analizują materiały dotyczące nieprawidłowości w BOR. Jak podawano w połowie kwietnia, śledztwa toczą się w sprawie, nikomu nie postawiono w nich zarzutów.

10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku w katastrofie Tu-154M zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka.

W głównym śledztwie Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie postawiła zarzuty dwóm kontrolerom lotów ze Smoleńska (dotychczas nie zdołano im ich przedstawić) oraz dwóm oficerom rozwiązanego po katastrofie 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który zajmował się transportem najważniejszych osób w państwie.

PK zdecydowała o przedstawieniu kontrolerom nowych zarzutów - są podejrzani o "umyślne sprowadzenie katastrofy" z 10 kwietnia 2010 roku - i o postawieniu zarzutu pomocnictwa trzeciemu z Rosjan, który był obecny wtedy w wieży kontroli lotów w Smoleńsku. Dotychczas jeden z kontrolerów był podejrzany o sprowadzenie niebezpieczeństwa katastrofy, a drugi - o jej nieumyślne spowodowanie.


(j.)