Tylko w dwóch miastach wojewódzkich w Polsce stopa bezrobocia utrzymuje się poniżej 5 procent. Pięć lat temu takich "zielonych wysp" było aż dwanaście - pisze "Rzeczpospolita".

​Będą pieniądze dla bezrobotnych, mimo że były minister finansów Jacek Rostowski zablokował 500 milionów złotych z Funduszu Pracy na ich aktywizację. Do końca roku do urzędów pracy ma trafić ponad 100 milionów złotych. Trzy czwarte z tych środków już rozdysponowano. Dodatkowe 23 miliony... czytaj więcej

W stolicy bez pracy pozostaje 4,8 procent aktywnych zawodowo mieszkańców, w Poznaniu - 4,2 procent - wynika z danych GUS za październik. Stosunkowo niski poziom bezrobocia był w październiku również we Wrocławiu (5,5 procent), w Katowicach (5,4 procent) czy Krakowie (6 procent). Jak podkreśla "Rz", bezrobocie w okolicach 5 procent uważa się za naturalne, czyli niepowodujące problemów społecznych i wynikające bardziej z procesów naturalnych niż strukturalnych czy związanych z koniunkturą.

W pozostałych miastach wojewódzkich jest już jednak gorzej - bezrobocie sięga od 6,8 procent w Gdańsku do 13,6 procent w Białymstoku.

W ciągu 5 lat - od października 2008 roku, kiedy rynek pracy przeżywał najlepsze chwile - sytuacja pogorszyła się we wszystkich miastach. Najbardziej w Białymstoku (stopa bezrobocia wzrosła z 7,1 do 13,6 procent) i Szczecinie (z 4 do 10,4 procent).

Stosunkowo najlepiej poradziły sobie takie miasta jak Poznań, Rzeszów, Wrocław, Kraków, Warszawa czy Opole. Tam bezrobocie wzrosło o mniej niż 3 pkt proc.

Jak wynika z danych, w sumie plaga wysokiego bezrobocia omija tylko prawdziwe metropolie - zaznacza "Rzeczpospolita".

(edbie)