Syryjski rząd wysłał mieszkańcom wschodniego Aleppo SMS-a, w którym prosi ich o opuszczenie ogarniętego konfliktem terenu. W wiadomości ostrzegają ich, że w innym wypadku ryzykują swoje życie.

Mieszkańcy Aleppo uciekający z miejsca, w którym od bombardowań zawalił się budynek / Zdj. ilustracyjne /AA/ABACA /PAP/EPA

"Drodzy mieszkańcy wschodniego Aleppo, rebelianci mordują wasze dzieci i zabierają wasze kobiety" - brzmi fragment wiadomości tekstowej. Syryjska armia zamierza wkrótce rozpocząć walkę z rebeliantami o obszary wschodniego Aleppo i nie chce, by w wyniku walk ginęli cywile.

Uważa się, że w zajętych przez rebeliantów dystryktach mieszka około 250 tysięcy cywilów. Mieszkający tam Szamel Mohammed nie zamierza jednak uciekać przed ofensywą rządu. Chcę jedynie, by znów otworzono szlaki dla zaopatrzeniowców. Chcemy, by do miasta znów trafiało jedzenie i pomoc medyczna. Chcę by było tak, jak przed oblężeniem - powiedział w rozmowie z telewizją Al-Dżazira.

Inni mieszkańcy Aleppo chcą jednak uciec z miasta. Niestety, jak twierdzą - jest to niemal niemożliwe. Nie ma stąd wyjścia. Reżim nie otworzy dla nas dróg i nie przestanie nas bombardować - powiedziała jedna z mieszkanek.

Warunki do życia w dzielnicach na wschodzie są tragiczne. Nie ma prądu, w sklepach są wysokie ceny, nie ma warzyw, paliwo nie istnieje, a chleb jak jest, to fatalnej jakości - powiedział Humam al-Malah, zajmujący się prawami człowieka w Syrii.

W zeszłym tygodniu ONZ ostrzegało, że w Aleppo jest duże prawdopodobieństwo głodu, gdyż wojska rządowe, rosyjskie i rebelianci nie przepuszczają dostaw żywności.

Wielokrotnie było też dyskutowane, kto stoi za blokowaniem ucieczki cywilów z Aleppo. Według rządowych mediów, to rebelianci zatrzymują mieszkańców, gdyż chcą ich użyć jako żywe tarcze. Wielu mieszkańców twierdzi jednak, że to reżim ich powstrzymuje.

Niektórzy zaznaczają także, że rząd co prawda utworzył specjalne drogi, dzięki którym mieszkańcy mogliby uciec, ale wszyscy są sceptyczni. Z naszego punktu widzenia one powstały pod publikę. Wszystkie są pilnowane przez rządowych snajperów i każda próba skorzystania z nich może skończyć się śmiercią - powiedział al-Malah.

(az)