Rosyjską ambasadę w stolicy Syrii Damaszku ostrzelano dwukrotnie w środę po południu - poinformowało MSZ Rosji. Nazwało ostrzał prowokacją, mającą podważyć próby pokojowego uregulowania konfliktu w Syrii. W ostrzale nikt nie ucierpiał.

Znak przed wejściem do ambasady /Valery Sharifulin /PAP/EPA

Rosyjskie MSZ podało, że pocisk, który spadł na dziedziniec kompleksu budynków administracyjnych ambasady, nie eksplodował, a drugi spadł bardzo blisko ambasady. Nie wiadomo, czy doszło do wybuchu drugiego pocisku; na miejscu pracują saperzy.

Moskwa utrzymuje, że jej ambasadzie w Damaszku i personelowi grozi realne niebezpieczeństwo ze strony ugrupowań terrorystycznych.

Konstatujemy utrzymywanie się realnego zagrożenia dla ambasady Rosji i jej pracowników ze strony grup terrorystycznych, które okopały się w miejscowościach pod Damaszkiem - zaznaczono w rosyjskim MSZ. To potwierdza pilną potrzebę jak najszybszej likwidacji takich terrorystycznych ognisk - czytamy. 

MSZ Rosji zaapelowało też do wszystkich walczących z terroryzmem o potępienie powtarzających się ostrzałów rosyjskiej misji dyplomatycznej w Damaszku.

To kolejny atak na ambasadę Rosji w Damaszku. Ostrzał w październiku, w którym też nikt nie ucierpiał, spowodował szkody materialne. Wówczas Moskwa zapowiedziała ściganie sprawców, lecz także monitorowanie reakcji świata na incydent. Reakcja miała być "swego rodzaju papierkiem lakmusowym", który miał zaświadczyć o tym, kto z "partnerów rzeczywiście odrzuca terroryzm, a kto wszelkimi sposobami ich osłania".

(az)