Turcja skieruje wojska do prowincji Idlib, na północy Syrii, w ramach porozumienia z Rosją o tzw. strefach deeskalacji - oświadczył w czwartek turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan, przebywający w Nowym Jorku na sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

Recep Tayyip Erdogan /TURKISH PRESIDENT PRESS OFFICE HANDOUT /PAP/EPA

Temat stref deeskalacji w Syrii, uzgodnionych przez Turcję, Rosję i Iran, będzie poruszony w rozmowie z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem w przyszłym tygodniu podczas jego wizyty w Ankarze - dodał Erdogan w wywiadzie dla agencji Reutera.

Zgodnie z tym porozumieniem Rosja jest odpowiedzialna za utrzymanie bezpieczeństwa poza regionem (prowincją) Idlib, a Turcja za utrzymanie bezpieczeństwa w regionie (prowincji) Idlib - przypomniał turecki przywódca.

To zadanie nie jest łatwe. (...) Z Putinem będziemy rozmawiać o dodatkowych działaniach potrzebnych do wyeliminowania terrorystów raz na zawsze w celu przywrócenia pokoju - dodał. Oprócz Idlib strefy mają obejmować w całości lub częściowo Wschodnią Gutę na przedmieściach Damaszku oraz prowincje Hims, Latakia, Aleppo i Hama.

Utworzenie stref deeskalacji ma zapobiegać starciom między siłami reżimu prezydenta Syrii Baszara el-Asada i opozycji oraz naruszeniom zawieszenia broni. Rozejm nie obejmuje ugrupowań dżihadystycznych.

Erdogan oświadczył ponadto, że Turcja rozważa środki zaradcze, w tym sankcje, wobec irackiego Kurdystanu z powodu zaplanowanego na 25 września przez tamtejsze władze referendum w sprawie niepodległości. Planom kurdyjskiego referendum niepodległościowego sprzeciwia się rząd w Bagdadzie, a także Turcja, Iran i Syria, gdzie tak jak w Iraku jest znaczna mniejszość kurdyjska i władze obawiają się nasilenia tendencji separatystycznych.

Z powodu kurdyjskiego głosowania w Turcji przeniesiono na wcześniejszy termin, na piątek, posiedzenie rządu i spotkanie krajowej rady bezpieczeństwa - powiedział Erdogan. Jak dodał, także turecki parlament w sobotę zgromadzi się na nadzwyczajnej sesji. Bez dalszej zwłoki porozmawiamy o tym, jakie sankcje należy nałożyć i kiedy - zaznaczył.

W wywiadzie dla Reutera Erdogan zaapelował do USA o wydanie islamskiego kaznodziei Fethullaha Gulena, którego władze w Ankarze oskarżają o zorganizowanie udaremnionego puczu z lipca 2016 roku. Gulen od lat mieszka w USA. Cała siatka Gulena jest zarządzana ze Stanów Zjednoczonych. Nie należy tu zapewniać ochrony terrorystom. Potrzebujemy współpracy USA w tej sprawie - powiedział Erdogan.

Od nieudanej próby zamachu stanu tureckie władze zamknęły ponad 130 organizacji medialnych, a tureckie stowarzyszenie prasy mówi o ponad 150 więzionych dziennikarzach, co na świecie wywołuje zaniepokojenie o wolność prasy w Turcji - przypomina Reuters. Ankara twierdzi, że jest to element walki przeciw organizacji kierowanej przez Gulena.

Chcę jasno powiedzieć, że jeśli chodzi o wolność prasy, w Turcji nie ma żadnych utrudnień. (...) Jeśli dziennikarze popierają terrorystów, jeśli są podwójnymi agentami, to czy my nie mamy działać wobec nich w sposób, jaki jest konieczny? - powiedział Erdogan. Turcja jest państwem prawa, w którym wymiar sprawiedliwości podejmuje niezbędne działania. (Aresztowani po nieudanym zamachu stanu - PAP) brali udział w planowaniu puczu - dodał prezydent.

(az)