​Decyzja Donalda Trumpa o ataku na syryjską bazę lotniczą jest posunięciem, do którego nie można mieć najmniejszych zastrzeżeń - ocenił prof. Zbigniew Lewicki, kierownik Katedry Amerykanistyki Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Zdjęcie udostępnione przez US Navy /US NAVY / HANDOUT /PAP/EPA

Siły USA w nocy z czwartku na piątek przeprowadziły atak z użyciem 59 pocisków samosterujących Tomahawk na syryjską bazę lotniczą Szajrat w prowincji Hims w środkowej części kraju. Była to odpowiedź na wtorkowy atak chemiczny na opanowaną przez rebeliantów miejscowość Chan Szajchun w prowincji Idlib, o który Stany Zjednoczone oskarżyły reżim prezydenta Syrii Baszara el-Asada. W ataku chemicznym zginęło 86 osób, w tym 30 dzieci. MSZ Rosji nazwało atak "jawnym aktem agresji wobec suwerennej Syrii".

Taka powinna być reakcja: szybka, zdecydowana, niespodziewana i skuteczna - ocenił naukowiec w rozmowie z PAP. Według niego interwencja była logicznym następstwem po okazaniu dowodów, że za atak chemiczny na opanowaną przez rebeliantów miejscowość Chan Szajchun w prowincji Idlib odpowiada reżim prezydenta Syrii Baszara el-Asada.

Trump nie zapowiadał, nie kreślił żadnych linii. Skoro nikt nie miał wątpliwości, że to były wojska syryjskie, to uderzył tam gdzie powinien uderzyć: w bazę lotnictwa, z której wystartował ten samolot - podkreślił prof. Lewicki.

W jego ocenie posunięcie Trumpa było "znakomite" i pokazało, że w odróżnieniu od poprzednika, nowy prezydent jest "ewidentnie politykiem zdecydowanym, który lubi szybkie zdecydowane akcje, a nie dzielenie włosa na czworo". Uważam, że świat potrzebuje tego typu zdecydowanych działań, oczywiście w ramach rozsądku - tutaj była sytuacja, która tego wymagała - zaznaczył.

To jest najlepsza reakcja, jaką można sobie wyobrazić po tej zbrodni, jakiej dopuścił się Asad, zresztą nie po raz pierwszy - dodał ekspert.

W jego ocenie Amerykanie byli logistycznie przygotowani na ewentualność ataku w Syrii, mieli wybrane cele i środki do jego przeprowadzenia. Uprzedzony został szef NATO i najważniejsi sojusznicy - zaznaczył profesor.

Zdaniem naukowca amerykański atak na cel w Syrii przeczy tezie, iż "Stany Zjednoczone uzgadniają swoją politykę z Moskwą". Według Lewickiego po tym wydarzeniu nie dojdzie do zaognienia stosunków między USA i Rosją, działanie takie byłaby to kompromitacja dla Putina.

Wina i zbrodnia Asada nie budzi u nikogo wątpliwości - broń chemiczna sama się nie użyła. Nie sądzę, by Władimir Putin chciał zaogniać stosunki w imię solidarności ze zbrodniarzem - ocenił prof. Lewicki.

Jego zdaniem, pomimo że zręby amerykańskiej polityki zagranicznej dopiero się tworzą, to interwencja w Syrii dowodzi, iż będzie ona "na pewno zdecydowana".

(łł)