Kilkuset aktywistów wyruszyło w poniedziałek ze stolicy Niemiec w marszu pokoju, który zakończyć się ma dopiero na pograniczu turecko-syryjskim. W ten sposób uczestnicy akcji chcą zaapelować o zakończenie trwającej od ponad pięciu lat wojny w Syrii.

Uczestnicy marszu /PAUL ZINKEN /PAP/EPA

Mimo złej pogody aktywiści wyruszyli z okolic byłego lotniska Tempelhof w Berlinie. Obecnie część dawnego portu lotniczego służy jako obóz dla uchodźców.

Organizatorzy szacują, że uczestnicy będą pokonywać dziennie około 20 km. Jeśli utrzymają zakładane tempo to na granicę Turcji z Syrią dotrą w ciągu około trzech i pół miesiąca. Aktywiści idą najpierw w stronę Czech, a następnie przemaszerują przez terytoria Austrii, Słowenii, Chorwacji, Serbii, Macedonii, Grecji i Turcji.

Mimo że marsz ma zakończyć się na granicy turecko-syryjskiej to jednak organizatorzy nie wykluczają jego kontynuowania. Jeżeli warunki będą sprzyjać to aktywiści chcą udać się do Aleppo, które leży 40 km na południe od granicy z Turcją. Miasto Aleppo, dawna stolica gospodarcza Syrii i bastion rebeliantów, upadło po miesiącu ataków syryjskich sił rządowych, wspieranych przez irańskie bojówki i rosyjskie lotnictwo.

Wschodnie dzielnice Aleppo były kontrolowane przez rebeliantów od lipca 2012 roku. Miasto było od tego czasu podzielone na części rebeliancką i rządową.

Według Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka w walkach o kontrolę nad miastem życie straciło od 2011 roku ok. 21,5 tys. cywilów - w samym Aleppo i wokół niego. Setki tysięcy ludzi uciekły z miasta, a wielu zapowiedziało, że do niego nie wróci w obawie przed odwetem ze strony sił rządowych.

Aleppo jest uznawane za jedno z najstarszych nieprzerwanie zamieszkanych miast na świecie.

APA