"Polska współpracuje ze służbami specjalnymi Ukrainy w sprawie uchodźców" – dowiedział się reporter RMF FM Romuald Kłosowski. To kolejny wywiad – po izraelskich służbach, który pomaga weryfikować osoby, które legalnie, bądź nielegalnie – starają się dotrzeć do Polski. "Nasza Straż Graniczna wciąż spotyka się także z próbami imigracji z Kaukazu. Co pewien czas kilkaset osób próbuje przedostać się pociągami przez naszą granicę" - mówi w rozmowie z RMF FM koordynator polskich służb specjalnych Marek Biernacki. "Takiego korytarza (przez Ukrainę i Polskę) chciałoby paru niemieckich polityków, ale traktujemy ten plan poważnie. Choć wiemy, że to trudna wędrówka i mało prawdopodobna, aby mogła się wydarzyć. Ale nie chcemy być zaskoczeni, tak jak ostatnio Węgrzy" - dodaje.

Uchodźcy /Kay Nietfeld /PAP/EPA

Romuald Kłosowski, RMF FMCoraz głośniej o tym, także w niemieckich mediach, że trasa uchodźców z południa wiedzie nie tylko przez Bałkany i Austrię, ale także przez Ukrainę i Polskę?

Marek Biernacki, koordynator polskich służb specjalnych: Przez Ukrainę, czyli państwo spoza strefy Schengen? Proszę pamiętać, że uchodźcy też wiedzą co dzieje się, gdy są w kraju spoza układu z Schengen. Po drugie - Ukraina jest w stanie zagrożenia. To jest marzenie Niemiec, by także inne kraje zostały dotknięte tym problemem i jest taka presja polityczna. Przyglądamy się temu, także dzięki zaprzyjaźnionym służbom specjalnym, na przykład ukraińskim. Traktujemy wszystkie informacje bardzo poważnie, monitorujemy problem i przygotowujemy się do niego. W natłoku informacji umyka fakt, że nasza Straż Graniczna wciąż spotyka się także z próbami imigracji z Kaukazu. Co pewien czas kilkaset osób próbuje przedostać się pociągami przez naszą granicę. Według naszych informacji była też próba sprawdzenia polskiej granicy. Straż Graniczna cofnęła osoby, które nie były uchodźcami. Nasi funkcjonariusze zareagowali skutecznie. Nawet można zobaczyć filmy na YouTube z takich akcji, także wciąż się z tym spotykamy.

Ale kilkaset osób, to nie kilka tysięcy.

Ale podkreślam, że widzimy ten problem. 90 tysięcy uchodźców przyjęliśmy z Kaukazu. I ten korytarz istnieje. I dlatego sprawdzamy, czy kolejne zagrożenie istnieje. Takiego korytarza (przez Ukrainę i Polskę) chciałoby paru niemieckich polityków, ale traktujemy ten plan poważnie. Choć wiemy, że to trudna wędrówka i mało prawdopodobna, aby mogła się wydarzyć. Ale nie chcemy być zaskoczeni, tak jak ostatnio Węgrzy. Bo to na razie preludium tego, co może nas spotkać i Europa musi zareagować. Od dawna przecież wyrokowano, że "biedne południe będzie parło na bogatą północ", ale europejscy politycy nie traktowali tego poważnie. Nawet ostatnio rozmawiałem z moim włoskim odpowiednikiem i też mówił o braku reakcji. A przez Włochy przeszło rok temu przeszło - czy trafiło do Włoch - 140 tysięcy uchodźców. W tym roku - 120 tysięcy osób. Teraz tutaj jest podobnie, tylko że reakcja mediów sprawiła, że temat stał się szeroki. I to zła wypowiedź kanclerz Merkel spowodowała gwałtowny napływ imigrantów, już nie tylko uchodźców. To może spowodować, że w kolejnym roku możemy spodziewać się kolejnej fali z południa. To grozi nam cały czas, choć dobrze wiemy, że Polska nie jest celem, a Niemcy czy Szwecja. O tym też mówimy w Europie. Stąd nasz dystans do przyjmowania uchodźców. Europa musi być solidarna nie tylko, gdy ma się czymś podzielić, ale także powinna być solidarna w problemach. Jeśli spojrzymy na Polskę, niespokojnie jest też za naszą wschodnią granicą. Niedługo będzie się rozstrzygała realizacja porozumień mińskich, kwesta sankcji nałożonych na Rosję. Będziemy oczekiwali od Europy solidarności. Ja jestem z Gdańska i pamiętam hasła, że nikt nie będzie umierał za Gdańsk. Mam nadzieję, że do takich sytuacji nigdy tu nie dojdzie, ale bez solidarności w rozwiązywaniu problemów - znów możemy zostać sami.

Kanclerz Niemiec nie widzi naszych problemów?

Widzi. Angela Merkel spotkała się z szefami landów w Niemczech. Rozmawiano nie tylko o pomocy, ale także o tym, że problem jest do rozwiązania w Afryce Północnej. I to nie tylko polityczne uporządkowanie całego kontynentu, ale także sprawy społeczne i gospodarcze. To nie tylko Syria czy Libia. Nie wiemy co będzie, gdyby na przykład cena ropy spadła w przyszłym roku. My będziemy się cieszyli, ale takie kraje jak Algieria będą przeżywały kryzys. Dla Europy bardziej opłacalne, gdyby zbudować tam tkankę biznesową, społeczną, by zatrzymać młodych sfrustrowanych, którzy chcą dotrzeć do bogatej północy.

Tyle, że gdyby to było takie proste, dawno byśmy to zrobili.

Nikt nie mówi, że to jest proste. Czasy spokoju dla Europy się już dawno skończyły. Jesteśmy między młotem a kowadłem. Trwałość Europy i przyszłość kontynentu przechodzi właśnie sprawdzian. Wyszliśmy z kryzysu gospodarczego i mamy kolejny. Apelowałem też do różnych sił, by nie wykorzystywać tego tematu w bieżącej kampanii politycznej. To jest też konflikt wartości i to na przykład rywalizacja drapieżnego islamu z jednej strony, i Europy... No właśnie, Europa nie ma do zaproponowania alternatywy. Z pewnością to nie jest gender.

Romuald Kłosowski