Premier Włoch Matteo Renzi oświadczył, że problem masowej migracji grozi "eksplozją" z powodu bezradności Unii Europejskiej. Ponownie skrytykował wyniki nieformalnego szczytu UE w Bratysławie, uznając je za niewystarczające.

Matteo Renzi /FILIP SINGER /PAP/EPA

Renzi, który bezpośrednio po zakończeniu piątkowego spotkania przywódców 27 krajów UE (bez Wielkiej Brytanii) mówił, że jego rezultaty są niesatysfakcjonujące w takich kwestiach, jak sprawa migracji i działań na rzecz wzrostu gospodarczego, dzień później powrócił do krytyki tego szczytu.

W wystąpieniu we Florencji szef włoskiego rządu zauważył, że po czerwcowym brytyjskim referendum w sprawie Brexitu zdołano jedynie przygotować nieformalny szczyt UE w stolicy Słowacji. A tam postanowiono, że odbędzie się następny szczyt w Rzymie w marcu 2017 roku, zaś na koniec powiedziano mniej więcej te same rzeczy co zawsze - oświadczył. Zdaniem Renziego nie zrobiono kroku naprzód w sprawie migracji i wzrostu.

Mówiąc o podziałach wśród krajów UE w kwestii napływu migrantów zaznaczył następnie: "Nie chodzi o to, że my chcemy ich przyjmować, a inni nie. Jeśli słuszne jest ratowanie wszystkich na morzu, nie jest słuszne to, że wszystkich przyjmuje się tylko na Sycylii i Apulii".

My jesteśmy Włochami, a zatem jesteśmy wielkoduszni, ale nie możemy pozwolić na to, aby taki problem, jak imigracja eksplodował z powodu bezradności Europy - oznajmił premier. Jego zdaniem "albo Unia zainterweniuje na rzecz rozwoju w państwach Afryki, albo straci czas". A jeśli Europa tego nie zrobi, zrobimy to sami - zapowiedział Renzi. Wyraził opinię, że Unia "straciła następną okazję". Wczoraj przedstawiono nam dokument, w którym nawet nie mówi się o Afryce - wyjaśnił.

Włoskie media rozpowszechniły także wypowiedź Renziego dla stacji telewizyjnej Rtv38 z Toskanii. Powiedział tam m.in. o szczycie: "My we Włoszech mocno wierzymy w to, że UE ma przed sobą przyszłość, ale trzeba robić wszystko na serio, bo spektakularne wydarzenia nie są nam potrzebne". W sprawie imigracji nie może być tak dalej, że nikt nic nie robi w Afryce, a setki tysięcy ludzi uciekają stamtąd - oznajmił.

(abs)