Wśród licznych argumentów wymienianych przez przeciwników przyjęcia w Polsce muzułmańskich uchodźców (imigrantów) z Bliskiego Wschodu i z Afryki Północnej na poczesnym miejscu wymieniane jest zagrożenie islamem, na jakie mogą zostać narażeni katolicy.

Uchodźca /ORESTIS PANAGIOTOU /PAP

Rozumiejąc obawy Kościoła o nadmierną w ostatnich latach ekspansję wyznawców Allaha w Europie, trzeba sobie jednak zadać poważne pytanie o siłę wiary chrześcijan, skoro może ona zostać nadwyrężona przybyciem na Stary Kontynent niewielkiej w stosunku do liczby jego rdzennych mieszkańców muzułmanów. Logika wskazuje, że powinniśmy mieć do czynienia raczej z odwrotnym zjawiskiem: to przybysze z państw arabskich będą narażeni na religijną ofensywę obywateli katolickiej Europy, zwłaszcza na jej wschodnich rubieżach.

Czy postawienie kilku meczetów w chlubiącej się wielowiekową tolerancją wyznaniową, ale zarazem pełną kościołów Rzeczypospolitej ma stanowić jakiekolwiek niebezpieczeństwo dla ludzi wychowywanych w katolickim duchu od kołyski po grób? Czyżby jakość polskiego chrześcijaństwa była tak miernej próby, że nie wytrzyma konfrontacji z agresywną, ale nieliczną mniejszością, w dodatku rozproszoną po całym kraju? Czy to nie muzułmanie powinni obawiać się roztopienia w katolickiej masie, a także misjonarskiej działalności Polaków względem nich?

Zamiast więc doszukiwać się w apelu papieża Franciszka o chrześcijańską z samej swej istoty i z ducha Ewangelii gotowość do przyjmowania pod europejskie dachy wyznawców islamu profetycznej zapowiedzi męczeństwa (pisałem tutaj o takim kuriozalnym odczytaniu przesłania Ojca Świętego przez Tomasza Terlikowskiego) lepiej potraktować ich przyjazd jako znakomitą okazję do zaprezentowania głębi i atrakcyjności katolicyzmu. Zamiast z narażeniem życia wyjeżdżać z apostolskimi zadaniami do odległych państw, Polacy mogą je realizować na miejscu, w dodatku mając teologiczne i duszpasterskie wsparcie w parafialnych kapłanach.

Uważam, że uczniowie Chrystusa stają przed ciekawym i trudnym wyzwaniem, ale - mówiąc językiem sportowym - grają na własnym boisku i w przewadze liczebnej. Czegóż mogą się więc lękać? Winni raczej dziękować Bogu, że dał im taką, a nie inną, znacznie bardziej niebezpieczną, okazję do wykazania żarliwej i opartej na solidnych podstawach wiary.

Jerzy Bukowski