Tysiące osób wyległy w środę wieczorem na ulice Budapesztu, by świętować remis (3:3) w meczu z Portugalią w piłkarskich mistrzostwach Europy, dający Węgrom pierwsze miejsce w grupie F.

Szaleństwo w Budpaeszcie po wygranej z Portugalią /ZSOLT SZIGETVARY /PAP/EPA

Jedna z głównych ulic miasta, obwodnica Elżbiety, zamieniła się w wielki deptak, na którym tłumy kibiców z czerwono-biało-zielonymi flagami narodowymi opanowały jezdnie i tory tramwajowe, tańcząc, śpiewając i skandując "Ia, ia, Hungaria!".

Fani futbolu porozsiadali się na torach w "kółkach dyskusyjnych", omawiając przebieg meczu. W jednym miejscu wystawili cały stół z krzesełkami, na którym prawie 10 pustych karafek po winie zdradzało, że świętują już jakiś czas. Dachy przystanków tramwajowych zamieniły się w parkiety taneczne, na które młodzi ludzie podsadzali się nawzajem. Część z nich usadowiła się nawet na semaforach. Co chwilę rozlegały się odgłosy petard.

Całkowite sparaliżowanie ruchu zdawało się zupełnie nie przeszkadzać kierowcom, którzy niebacznie utknęli w przecznicach obwodnicy. Zewsząd rozlegał się entuzjastyczny dźwięk klaksonów. Wielu kibiców miało na sobie szare spodnie dresowe, rozsławione przez bramkarza reprezentacji Węgier Gabora Kiralya, który zakłada je na wszystkie mecze.

Miałam je w domu jeszcze przed Euro, ale dzisiaj założyłam specjalnie dla Kiralya - powiedziała PAP czarnowłosa Bodi. Ubrana w podobne spodnie Vivian oświadczyła, że uwielbia Kiralya, ale jej ulubionym piłkarzem jest kapitan reprezentacji Balazs Dzsudzsak.

Niektórzy spotkani na ulicy fani piłki nożnej mówili, że sukces węgierskiej drużyny nie był dla nich niespodzianką. Myślę, że nie mieli wcześniej okazji pokazać, na co ich stać. Jestem przekonany, że zajdą wysoko - powiedział Marton.

O jeszcze większym potencjale drużyny przekonany był Norbert, którego zdaniem najlepszym piłkarzem w zespole jest Adam Nagy, bo bardzo dużo biega. Ja uważam, że dotrzemy do finału. I spotkamy się tam z Polską! - oznajmił.

Policjant dyżurujący na obwodnicy powiedział PAP, że nie zetknął się z żadną problemową sytuacją w rodzaju odniesienia przez kogoś obrażeń, ale bilans wieczoru będzie można podsumować dopiero rano.

W życiu bym się nie spodziewał, że tak nam się powiedzie. Meczu z Portugalią nie widziałem, bo jestem na służbie, ale na pewno zobaczę jutro rano! - dodał.

W niedzielę 26 czerwca, w 1/8 finału, Węgrzy walczyć będą w Tuluzie z Belgami.

(az)