​Brytyjska Izba Lordów rozpoczęła dwudniową debatę nad ustawą zezwalającą premier Theresie May na uruchomienie procedury wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Izba Gmin już dwa tygodnie temu ją zaakceptowała, odrzucając wszystkie zaproponowane przez opozycje poprawki, łącznie z tą, która jak najszybciej gwarantować miała prawo stałego pobytu obywatelom Unii Europejskiej mieszających na Wyspach.

W trakcie debaty w Izbie Lordów, przed brytyjskim parlamentem protestowali europejscy migranci. /ANDY RAIN /PAP/EPA

Wyższa izba brytyjskiego parlamentu nie jest demokratycznie wybieranym ciałem - Lordowie są mianowani. Niemniej, to do niej należy ostateczna akceptacja przygotowywanych w Izbie Gmin uchwał.

Sytuację potencjalnie komplikuje fakt, że rządzący konserwatyści nie posiadają w niej większości. Lordowie mogą zatem zaakceptować zaproponowane przez nich samych poprawki. Teoretycznie mogą nawet zablokować Brexit, do czego - jak zgodnie podkreślają prawie wszyscy komentatorzy - z pewnością nie dojdzie. Byłby to akt politycznego samobójstwa prowadzący do reformy Izby Lordów, łącznie z jej całkowitym zniesieniem.

Rząd jest zdania, że wola narodu, wyrażona w referendum, powinna być przez polityków zaakceptowana. Poważne wątpliwości budził jednak styl, w jakim premier Theresa May chciała realizować brexitową strategię, powołując się na archaiczne prawo - królewską prerogatywę - traktujące obywateli jak poddanych.

Po obywatelskiej interwencji Sąd Najwyższy przyznał parlamentowi prawo decydowania o uruchomieniu art. 50 Traktatu Lizbońskiego. Gdyby nie ten werdykt, leżałoby to wyłącznie w gestii rządu, a parlamentarzyści w ogóle na ten temat by nie debatowali. 

Co dalej z ustawą?

Dalszy los ustawy może wyglądać dwojako - jeśli Lordowie nie wniosą żadnych poprawek lub nie zostaną one zaakceptowane drogą głosowania, zostanie ona przekazana Królowej do podpisania i stanie się aktem prawym. Jeśli jednak - jak oczekują niektórzy komentatorzy - domagać się będą jeszcze przed Brexitem zagwarantowania praw obywateli Unii Europejskiej mieszkających na Wyspach, wówczas ustawa powróci do Izby Gmin do ponownego rozpatrzenia. To może opóźnić proces uruchomienia art. 50 Traktatu Lizbońskiego, co jak zapowiedziała premier Theresa May, ma stać się do końca marca.

Wiązanie rządowych rąk

Inną poprawką, którą Lordowie mogą zechcieć wprowadzić, byłoby zagwarantowanie w akcie legislacyjnym już na tym wstępnym etapie Brexitu, prawa parlamentarzystów do głosowania nad ostatecznym kształtem porozumienia wynegocjowanego z Brukselą. 

Wprawdzie rząd premier Theresy May takie przyrzeczenie złożył, istnieje obawa, że sprowadziłoby się ono do podjęcia przez parlamentarzystów zero-jedynkowej decyzji: miedzy przyjęciem osiągniętego porozumienia, a w przypadku jego odrzucenia, twardym Brexitem, który oznaczałby opuszczenie przez Wielką Brytanię wspólnego rynku i unii celnej w obecnej postaci. 

Taka poprawka, jeśli wprowadzona zostałby przez Izbę Lordów, już teraz gwarantowałaby ostrzejszy nadzór parlamentu nad procedurą realizowania Brexitu.

Zakładnicy Brexitu

Podczas głosowania w Izbie Gmin, które odbyło się na początku tego miesiąca, posłowie opozycji przestawili propozycję poprawki do ustawy, która gwarantować miała prawo stałego pobytu obywatelom Unii Europejskiej, jeszcze przed uruchomianiem art. 50 Traktatu Lizbońskiego. Ta propozycja została jednak odrzucona. 

Była to decyzja bardzo kontrowersyjna, która spotkała się z wieloma negatywnymi komentarzami w mediach. Los mieszkających na Wyspach obywateli Unii Europejskiej stał się - według obserwatorów - kartą przetargową i będzie ważnym elementem negocjacji z Brukselą, od której Londyn żąda podobnych gwarancji dla Brytyjczyków mieszkających w Europie.

(łł)