Brytyjczycy zdecydują dziś w głosowaniu, czy chcą pozostać w Unii Europejskiej, czy też opuścić Wspólnotę. Najnowsze sondaże wskazują na minimalną przewagę zwolenników Brexitu. Analitycy są zaniepokojeni - skutki gospodarcze ewentualnego wyjścia Wielkiej Brytanii z UE mogą niekorzystnie odbić się także na Polsce.

Flaga Wielkiej Brytanii w Strasburgu /Patrick Seeger /PAP/EPA

Według środowego sondażu Opinium przeprowadzonego na próbie 3011 Brytyjczyków, za Brexitem jest 45 proc. ankietowanych, a za pozostaniem w UE - 44 proc. 9 proc. wciąż nie podjęło decyzji, a 2 proc. odmówiło odpowiedzi na pytanie ankietera.

Z kolei w sondażu TNS 43 proc. ankietowanych opowiedziało się za wyjściem z UE, a 41 proc. za pozostaniem w Unii. 16 proc. było niezdecydowanych. Sondaż przeprowadzono na próbie 2320 obywateli.

Giełdowy niepokój


Zachodnioeuropejskie giełdy zwyżkowały w środę. Maklerzy zaznaczają, że możliwe są "dzikie rajdy" na giełdach akcji, walutach, surowcach itd. "Referendum w Wielkiej Brytanii jest tuż, tuż, ale jego wynik nadal jest mocno niepewny" - mówi Liu Xuezhi, analityk Bank of Communications Co.

To, czego inwestorzy nie lubią najbardziej, to niepewność - mówi Chichiro Ohta, starszy strateg SMBC Nikko Securities Inc. w Tokio.

Wielu graczy trzyma się na uboczu i czeka, co się stanie - podkreśla.

Również Soichiro Monji, główny strateg Daiwa SB Investments Ltd., zwraca uwagę na utrzymującą się na rynkach niepewność. To powoduje, że inwestorom trudno jest cokolwiek obstawiać. Są już tacy, którzy realizują zyski, po wzrostach w ostatnich dniach - wskazuje.

Na razie instytucje wzmacniają swoją obsadę na czas publikacji wyników referendum i następnych godzin - mówi Michael O'Brien, ekonomista Eaton Vance Corp., który deklaruje, że pozostanie cały czas w swojej firmie, aż będą znane wyniki głosowania na Wyspach.

Giełdy mają przygotowane "wyłączniki" na wypadek, gdyby w piątek doszło do gwałtownych zmian na rynkach.

Przez Brexit Polska wyrośnie na silnego partnera Zachodu?

Według ekspertów ewentualne wyjście Wielkiej Brytanii z UE może oznaczać osłabienie złotego, ucieczkę inwestorów z kraju oraz mniej środków unijnych dla Polski. Wszyscy zwracają uwagę, że nie da się przewidzieć wszystkich konsekwencji.

Problem polega na tym, że nikt nie rozumie, co się stanie, bo nie ma punktu odniesienia, tak jak w kryzysach - powiedział Rafał Antczak z firmy Deloitte.

Nie wiadomo bowiem nawet, dodaje, czy to będzie proces szybki, zamykający się w dwóch latach, czy rozciągnięty na wiele lat. A to może mieć duży wpływ na skutki - zaznacza.

Wiadomo, że będzie duża skala zamieszania na rynkach finansowych, a jak jest zamieszanie na rynkach i jest ucieczka do dolara, to złotówka traci - ocenia Antczak. W takich przypadkach takie kraje jak Polska, trochę peryferyjne, mogą więc dostać rykoszetem - dodaje.

Inwestorzy będą bowiem, w opinii Antczaka, szukali możliwości rozchwiania rynków finansowych, a "Polska jest z reguły dobrym obszarem do spekulacji". Z drugiej strony, jego zdaniem, złotówka nie musi w dłuższej perspektywie ucierpieć, bo nasz udział w handlu z Wielką Brytanią jest niewielki.

Ekspert jest zresztą zdania, że "jeżeli dojdzie do Brexitu, na pewno zostanie zaprezentowany jakiś plan B, który pewnie jest już opracowany".

Antczak uważa jednocześnie, że nie musi być tak, że konsekwencje dla Polski będą tylko negatywne. Zwraca uwagę na to, że dziś UE jest zdominowana przez Niemcy, które forsują swoje decyzje, "chowając się za Komisją Europejską". To nie takie proste, że Niemcy robią coś wbrew wszystkim, po prostu nie ma nikogo innego, kto by miał jakieś pomysły - komentuje.

Jednocześnie "strach przed dominacją niemiecką w Europie jest bardzo duży", więc Niemcy po Brexicie nie będą mogli prowadzić polityki egoistycznej, raczej będą szukać partnera dla tej polityki - uważa Antczak. Niemcy mogą być zmuszeni do poszukiwania dużego kraju unijnego, z którym razem będą prowadzić politykę - dodaje.

Tym krajem, podkreśla, może być Polska, dziś najbardziej stabilny duży kraj unijny. Dlatego powstrzymywałbym się od jednoznacznych ocen - komentuje analityk Deloitte.

Morawiecki: Możemy spodziewać się "efektu domina"

Opowiedzenie się przez Brytyjczyków w czwartkowym referendum za wyjściem z Unii Europejskiej może mieć negatywny wpływ na gospodarkę całej Europy, w tym w szczególności na gospodarkę Wielkiej Brytanii - ocenił wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki.

Dodał, że już tylko godziny pozostają do rozstrzygnięcia i "pozostaje się chyba tylko pomodlić, bo nic więcej się nie da zrobić w tej kwestii, by Brytyjczycy podjęli właściwą decyzję, bo na pewno decyzja za odejściem może mieć negatywny wpływ na gospodarkę całej Europy, w tym w szczególności na gospodarkę Wielkiej Brytanii".

Morawiecki przyznał, że po Brexicie można będzie się obawiać "efektu domina", ponieważ - jak mówił - "jest Katalonia, jest Grecja, jest sytuacja we Francji, rosną w siłę również skrajne ruchy w Niemczech nawet, czy też mocno lewicowe, czy mocno prawicowe ruchy w pozostałych krajach UE".

Pytany, czy rząd ma plan, jak chronić polskich inwestorów na rynkach brytyjskich w przypadku wyjścia Wielkiej Brytanii z UE, odpowiedział, że nie spodziewa się głębokiego tąpnięcia. Jeżeli dojdzie do Brexitu, wówczas - jak ocenił Morawiecki - cała Europa będzie się zastanawiała, jak sobie z tym problemem poradzić.

Szałamacha: Polska nie jest zmuszona do gorączkowych kroków

Minister finansów Paweł Szałamacha powiedział w środę w Poznaniu, że w związku z ewentualną decyzją o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE Polska może się spodziewać przejściowego osłabienia waluty. Dodał, że nasz kraj "nie jest zmuszony do gorączkowych kroków".

Wszyscy chodzimy na paluszkach wokół Wielkiej Brytanii, jest nastrój wyczekiwania i zarówno minister Schaeuble, jak i ja, obawiamy się powiedzieć coś bardziej mocnego, by nie wpłynąć na chwiejną opinię brytyjską. Od kilkunastu dni ten nastrój jest bardziej nerwowy, to także dotknęło ruchów na polskiej walucie. Ona najpierw słabła, później się nieco umocniła, gdy sondaże zaczęły się lekko odwracać - powiedział Szałamacha.

Minister pytany był o finansowe skutki ewentualnego Brexitu dla Polski, także o gotowość naszego kraju na efekty brytyjskiego referendum.

Możemy się spodziewać przejściowego osłabienia waluty, natomiast później rynki finansowe będą zważały raczej na fundamenty. Na to, w jaki sposób jesteśmy w stanie realizować nasz program i trzymać w ryzach deficyt, zwiększać dochody budżetowe, racjonalizując też sferę wydatków. W poprzednich miesiącach dokonaliśmy zaliczkowo emisji długu polskiego proporcjonalnie większej niż przypadałoby to z kalendarza. Jesteśmy bardzo dobrze zabezpieczeni. Zrealizowaliśmy potrzeby pożyczkowe budżetu na rok 2016 już w 70 proc. - powiedział.

Ministerstwo zgromadziło potężną rezerwę czystej, żywej gotówki - 60 mld zł. Możemy przez kilka tygodni obserwować bieg wydarzeń na rynkach finansowych, nie jesteśmy zmuszeni do jakichś gorączkowych kroków. Rzeczpospolita także dywersyfikuje także swój portfel. Zamierzamy przeprowadzić pierwszą emisję obligacji denominowaną w chińskich juanach. Sprawy są już bardzo zaawansowane, jesteśmy na finalnych etapach rozmów z chińskim regulatorem rynku finansowego - poinformował.

(az)