W Brukseli odbył się pierwszy nieformalny szczyt z udziałem przywódców 27 państw unijnych, bez Wielkiej Brytanii, który był poświęcony konsekwencjom brytyjskiego referendum i przyszłości UE po wyjściu Zjednoczonego Królestwa. Przywódcy krajów ustalili, że Wielka Brytania po Brexicie może mieć dostęp do wspólnego rynku UE, tylko jeśli będzie przestrzegać swobody przepływu osób.

David Cameron /JULIEN WARNAND /PAP/EPA

Po spotkaniu szef Rady Europejskiej Donald Tusk na konferencji prasowej powiedział pod adresem Londynu, że "nie będzie wspólnego rynku 'a la carte'".

Wielu brytyjskich polityków liczy na to, że po wystąpieniu z Unii ich kraj zachowa dostęp do jednolitego rynku; domagają się jednak ograniczenia swobody przepływu osób. Ale przywódcy "27" są w tej kwestii jednomyślni. Szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker podkreślił, że każdy kraj, który chce czerpać korzyści ze wspólnego rynku, musi szanować cztery unijne wolności: przepływu dóbr, usług, kapitału i osób. Swobody te muszą być respektowane bez wyjątku i bez niuansów - zaznaczył Juncker.

Od początku po ogłoszeniu wyniku referendum było jasne, że Europa musi bardzo wyraźnie pokazać, iż wyjście z UE nie jest sposobem na polepszenie swojej sytuacji - powiedział Tusk polskim dziennikarzom. To nie może być atrakcyjny model dla wszystkich. Bycie poza UE jest kosztowne, jeśli konsekwentnie będziemy bronili swoich reguł - dodał.

Proces wychodzenia z UE "musi być uporządkowany"

We wspólnej deklaracji ze spotkania podkreślono, że proces występowania Wielkiej Brytanii z Unii powinien być uporządkowany. Brytyjski rząd powinien go możliwie szybko zainicjować, a dopóki to nie nastąpi, nie będzie żadnych nieformalnych negocjacji z Londynem o przyszłych relacjach. Centralną rolę w trakcie tych dyskusji ma odgrywać Komisja Europejska.

Według Tuska 27 krajów ma nadzieję na możliwie bliskie stosunki ze Zjednoczonym Królestwem w przyszłości. Liczą, że kraj ten będzie "bliskim partnerem UE i czekają na przedstawienie przez Wielką Brytanię jej intencji w tym względzie" - czytamy w deklaracji "27".

W dokumencie mowa jest także o jedności Wspólnoty. Podkreślono, że w UE jest chęć wspólnego stawienia czoła wyzwaniom XXI wieku.

Szydło: Powinniśmy robić wszystko, żeby się nie dzielić

Mówiła o tym w Brukseli także premier Szydło. Powinniśmy robić wszystko, żeby się nie dzielić - apelowała, krytykując m.in. postawę sześciu państw założycielskich, które spotkały się po Brexicie w Berlinie. Niedobrze jest, kiedy następują jakieś próby wyłaniania spośród 27 państw grupy krajów, które próbują narzucać innym swoje rozwiązania - wskazywała.

Według Szydło tworzenie nowych formatów spotkań "skończy się tym, że nie będzie UE. Jeśli szczere były wypowiedzi wszystkich polityków w ciągu tych dwóch dni, że chcemy jedności UE, to oczekuję, że takich politycznych, prowokacyjnych spotkań (jak sześciu państw w Berlinie - red.) nie będzie" - oświadczyła premier.

W minionych dniach, tuż po brytyjskim referendum, pojawiały się postulaty reform UE, w tym zmiany w przyszłości unijnego traktatu. Mówili o tym także przedstawiciele polskich władz. Jednak w środę żaden z uczestników szczytu nie postulował zmiany traktatów.

Zdaniem polskiej premier temat wypracowania nowego traktatu dla UE "budzi jeszcze opór czy niepewność" polityków europejskich, ponieważ "wszyscy obawiają się, że dyskusja nad nowym traktatem może w tej nieustabilizowanej sytuacji być wielkim problemem".

Polska uważa, że nie ma możliwości, żeby UE funkcjonowała na tych zasadach jak do tej pory; ważne, by (...) naprawić błędy i myśleć o projektach, które nas łączą, a nie które nas dzielą - wskazywała.

Z kolei zdaniem Tuska w UE nie ma obecnie "żadnej ochoty na przeprowadzenie traktatowej rewolucji". Myślimy o zmianach, ale raczej ewolucyjnych i spokojnych - ocenił przewodniczący Rady Europejskiej.

W środę zapowiedziano, że dyskusje na temat strategii UE na przyszłość mają być kontynuowane na nieformalnym szczycie "27" w Bratysławie, planowanym na 16 września.

(abs)