Agenci CBA w domu sędzi Beaty Morawiec. Funkcjonariusze działali w ramach śledztwa, w którym chcą postawić byłej prezes Sądu Okręgowego w Krakowie zarzuty przywłaszczenia środków publicznych, przyjęcia korzyści majątkowej i przekroczenia uprawnień. Problem w tym, że sędzia jest wciąż objęta immunitetem.

Morawiec: Złamanie immunitetu sędziego

To jawne złamanie immunitetu sędziego - podkreśliła w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Markiem Wiosło sędzia Beata Morawiec.

Zabrali laptopa i pendrive. Nie powinno tak być, bo immunitet obejmuje również dom sędziego. Nie mówiąc o tym, że na moim laptopie są dane wrażliwe - zaznaczyła.

Jak zapowiedziała: Zaraz piszemy zażalenia z wnioskiem o zabezpieczenie do czasu rozstrzygnięcia przez sąd zażalenia

Prokuratura twierdzi z kolei, że do złamania immunitetu nie doszło, bowiem obejmuje on jedynie osobę, a nie jej miejsce zamieszkania.

Co więcej, śledczy przekonują, że nie było to przeszukanie - według nich, doszło do "dobrowolnego wydania rzeczy", które zostały zabezpieczone i mogą stanowić dowód w postępowaniu.

O co chodzi w sprawie?

Śledczy chcą postawić sędzi Beacie Morawiec zarzuty przywłaszczenia środków publicznych, działania na szkodę interesu publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, nadużycia uprawnień i przyjęcia korzyści majątkowej. 

Od jakiegoś czasu spodziewałam się działań ze strony ministra (Zbigniewa Ziobry - przyp. RMF) i podległej mu prokuratury. To działanie Prokuratury Krajowej bardzo pięknie wpisuje się w to, co dzieje się aktualnie w życiu politycznym - mówiła dwa dni temu w rozmowie z RMF FM sędzia Beata Morawiec. 

Cytat

Atak na sędziów jest dobrym tematem zastępczym, który ma przykryć - że tak powiem - błędy władzy. Dlatego prawdopodobnie w tym momencie pojawiły się te zarzuty. (...) Zarzuty których nie będę komentować. Ich treść znam jedynie z tego, co się dowiedziałam z portali internetowych - podkreśla sędzia.

Co ustalili śledczy z PK?

Przypomnijmy, Prokuratura Krajowa informowała w wydanym we wtorek komunikacie, że - jak wynika z ustaleń śledztwa - "sędzia Beata M. przyjęła wynagrodzenie za pracę na rzecz Sądu Apelacyjnego w Krakowie, której nie wykonała i nie miała wykonać".

Według śledczych, "datowana na 11 lutego 2013 roku umowa (...) miała charakter fikcyjny" i "służyła ukryciu wyprowadzenia środków Skarbu Państwa".

Jak podała również PK: "Ujawnienie przestępstwa jest konsekwencją szeroko zakrojonego śledztwa w sprawie afery korupcyjnej w Sądzie Apelacyjnym w Krakowie. W jego efekcie były dyrektor krakowskiego sądu Andrzej P. został oskarżony o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, która wyprowadziła z tego sądu prawie 35 milionów złotych. Były prezes sądu Krzysztof S. odpowiada w osobnym procesie za udział w zorganizowanej grupie przestępczej i przyjmowanie korzyści majątkowych. Na ławie oskarżonych zasiadło w sumie 56 osób, w tym 10 byłych dyrektorów sądów z apelacji krakowskiej i wrocławskiej".

Dalej PK informowała, że w związku z "fikcyjną umową" prokuratura zamierza postawić sędzi Morawiec zarzuty przywłaszczenia środków publicznych i działania na szkodę interesu publicznego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.

PK: W zamian za korzystny wyrok Marek B. przekazał sędzi telefon komórkowy

Śledczy chcą postawić krakowskiej sędzi również "zarzuty naruszenia uprawnień jako funkcjonariusza publicznego i przyjęcia korzyści majątkowej w związku korzystnym dla oskarżonego wyrokiem, który wydał skład orzekający pod jej (sędzi Beaty Morawiec - przyp. RMF) przewodnictwem".

"Jak ustalono w śledztwie, oskarżony o spowodowanie uszczerbku na zdrowiu swojej żony Marek B. przed wydaniem wyroku w swojej sprawie skontaktował się z sędzią Beatą M. i uzyskał od niej zapewnienie, że rozstrzygnięcie sądu będzie dla niego pomyślne. W rezultacie skład sędziowski pod przewodnictwem Beaty M. warunkowo umorzył postępowanie karne wobec oskarżonego, a on sam - jak wynika z zeznań świadków - opowiadał, że sędzia ‘jest super kobietą, bo bardzo pomogła mu w załatwieniu jego sprawy’. W zamian Marek B. przekazał sędzi telefon komórkowy" - czytamy w komunikacie Prokuratury Krajowej.

Czyny, których popełnienie prokuratura zarzuca sędzi Beacie Morawiec, zagrożone są karą do 10 lat więzienia.

Themis pisze o "desperackich i oszczerczych krokach, podejmowanych przez upolitycznione organa ścigania"

Po wydaniu przez Prokuraturę Krajową komunikatu za pośrednictwem Twittera wypowiedziało się Stowarzyszenie Sędziów Themis, którego Beata Morawiec jest prezesem.

"Zarząd SS Themis oświadcza, że sędziowie, podejmując walkę o praworządne Państwo, spodziewali się, że władza wykorzysta wszystkie dostępne środki, aby ich zdyskredytować i wyeliminować z życia publicznego. (...) Stowarzyszenie Sędziów Themis oświadcza, że mimo tak desperackich i oszczerczych kroków, podejmowanych przez upolitycznione organa ścigania, nie zaprzestanie działalności na rzecz obywateli w walce o praworządność i będzie broniło dobrego imienia sędziów" - podkreśliło Stowarzyszenie w serii tweetów.

Morawiec wytoczyła Ziobrze proces

Onet przypomina, że Beata Morawiec ma proces ze Zbigniewem Ziobrą. Jako pierwsza w Polsce odwołana prezes sądu pozwała ministra sprawiedliwości za - jak argumentowała -próbę zdyskredytowania jej osoby poprzez komunikat ministerstwa. Gdy odwołano ją z funkcji prezesa krakowskiego sądu okręgowego, resort sugerował, że ma to związek z aferą korupcyjną dyrektorów sądów - na których prezesi nie mają żadnego wpływu, bo dyrektorzy podlegają bezpośrednio ministerstwu.

Sędzia zażądała od Ziobry przeprosin - a sąd przyznał jej rację. Minister odwołał się od wyroku.