Holenderska policja ma "sygnały" świadczące o tym, że domniemany sprawca zamachu w Berlinie z 19 grudnia po dokonaniu ataku mógł uciekać z Niemiec przez Holandię. W sprawie prowadzone jest śledztwo.

23 grudnia Amri został zastrzelony przez włoskich policjantów w Sesto San Giovanni pod Mediolanem /DANIELE BENNATI /PAP/EPA

Wcześniej w środę włoski dziennik "La Repubblica" podał, że w plecaku zabitego pod Mediolanem Tunezyjczyka Anisa Amriego włoscy śledczy znaleźli kartę SIM pochodzącą z Holandii. Karta pochodziła z zapasów, które w dniach 20-22 grudnia rozdawano w centrach handlowych w holenderskich miastach Zwolle, Breda i Nijmegen.

Według agencji dpa nie jest na razie jasne, czy oznacza to, że Amri podczas ucieczki z Niemiec przez Francję do Włoch zatrzymał się także w Holandii. Niemiecka prokuratura nie skomentowała dotąd doniesień "La Repubbliki".

Jak donosi francuska telewizja TF1, pd wielu miesięcy Amri często kursował między Zagłębiem Ruhry a Berlinem. W sumie odwiedził w tym czasie przynajmniej piętnaście meczetów. Do jednego z nich miał nawet klucze, czasem tam nocował, prowadził też modlitwy. Według TF1 w środę, dwa dni po zamachu, ruszył w kilkunastogodzinną podróż autobusem z Amsterdamu do Francji. Nie był po drodze kontrolowany, choć mógł mieć widoczne rany i zakrwawione ubranie. Z Lyonu ruszył w stronę Chambery przy granicy z Włochami, potem do Turynu skąd przyjechał do Mediolanu. 

23 grudnia Amri został zastrzelony przez włoskich policjantów w Sesto San Giovanni pod Mediolanem. Poproszony o wylegitymowanie się podczas kontroli drogowej, zaczął strzelać do funkcjonariuszy, którzy odpowiedzieli ogniem. Według dpa zwłoki domniemanego zamachowca znajdują się nadal w Mediolanie, ponieważ obdukcja nie została jeszcze zakończona.

Zdaniem niemieckich śledczych to 24-letni Amri kierował 19 grudnia ciężarówką, którą wjechał w tłum na świątecznym jarmarku w Berlinie. W zamachu zginęło 12 osób a około 50 zostało rannych. Wśród ofiar jest polski kierowca ciężarówki Łukasz Urban, który został zastrzelony przez napastnika.

Do zamachu przyznało się Państwo Islamskie, któremu Amri przysiągł wierność na nagraniu opublikowanym przez propagandową agencję dżihadystów Amak

(mpw)