​Niemiecka policja kryminalna informowała ministerstwo spraw wewnętrznych, że zamachowiec z Berlina Anis Amri stanowi “terrorystyczne zagrożenie" już 9 miesięcy przed atakiem na targ bożonarodzeniowy w stolicy Niemiec - informuje "Bild am Sonntag". W tragicznym zamachu w Berlinie zginęło 12 osób, w tym polski kierowca ciężarówki.

Anis Amri /EPA/BKA /PAP/EPA

Policja kryminalna w landzie Nadrenii Północnej-Westfalii w marcu 2016 roku wysłała do przedstawiciela MSW w Dusseldorfie poufny list, w którym ostrzegała, że Amri może stanowić zagrożenie. Według służb miał on planować samobójczy atak.

Śledczy dotarli do SMS-ów, które Amri wysyłał w lutym 2016 roku. Pisał w nich, że zamierza ożenić się z "siostrą" w Niemczech. Kiedy jego rozmówca dał mu do zrozumienia, że nie wie o co chodzi, wówczas Amri użył słowa "Dougma", co według służb oznacza samobójczy atak. Policja zaleciła MSW deportację Amriego do Tunezji. Sami przedstawiciele ministerstwa już po zamachu tłumaczyli, że próby wydalenia Amriego nie powiodły się, gdyż Tunezja odmawiała uznania go za swojego obywatela, a tym samym - nie chciała go przyjąć.

Anis Amri wjechał 19 grudnia porwaną polską ciężarówką w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w Berlinie. Zastrzelił polskiego kierowcę i zabił 11 uczestników jarmarku. Ponad 50 osób zostało rannych. Do ataku przyznało się Państwo Islamskie.

Cztery dni po zamachu Amri został zastrzelony przez włoskich policjantów nieopodal Mediolanu.

(az)