​Anis Amri działał w pojedynkę - to dotychczasowe ustalenia niemieckiej prokuratury w sprawie grudniowego zamachu w Berlinie. Najwięcej nowych informacji dotyczy przygotowań Tunezyjczyka do wjazdu ciężarówką w tłum ludzi na jarmarku bożonarodzeniowym.

Kadr z filmu, na którym Anis Amri deklarował swoją lojalność wobec Państwa Islamskiego /Balkis Press / ABACA /PAP/EPA

Według prokuratury Amri strzelił do polskiego kierowcy Łukasza Urbana około 19:30. Polak był w tym momencie w głębi kabiny, za siedzeniami. Zobaczył, że ktoś zagląda do środka, chwycił za firankę i wtedy właśnie padł strzał. Prawdopodobnie nie zginął od razu, ale nie był raczej w stanie jakkolwiek powstrzymać Tunezyjczyka. Na ciele Polaka nie znaleziono śladów, które mogłyby wskazywać, że podjął walkę z terrorystą.

Siedem tygodni przed atakiem Amri nagrał filmik, w którym ślubował wierność przywódcy Państwa Islamskiego Abu Bakrowi al-Bagdadiemu i wzywał do dżihadu.

W połowie listopada Tunezyjczyk zmienił swoje zachowanie. Historia jego aktywności wskazuje, że dominująca dotąd pornografia została zastąpiona tematyką dżihadu. W dniu zamachu spotkał się jeszcze ze znajomymi, zjadł z nimi obiad, a następnie namierzył ciężarówkę Polaka, odwiedził meczet i wrócił, by ukraść tira i dokonać zamachu.

Amri przed śmiercią zażywał kokainę i inne środki odurzające, ale nie da się ustalić, czy był pod ich wpływem 19 grudnia, kiedy wjeżdżał ciężarówką w tłum na jarmarku bożonarodzeniowym w Berlinie. W zamachu zginęło wówczas 12 osób.

(az)