Kontrowersyjna odpowiedź prawników reprezentujących Prokuraturę Okręgową w Gdańsku. Chodzi o pierwszy, indywidualny, cywilny pozew przeciwko Skarbowi Państwa. Klientka Amber Gold, która w 2012 roku wpłaciła do parabanku ponad 100 tysięcy złotych, chce ich zwrotu.

Prokuratorów, którzy zajmowali się sprawą, klientka Amber Gold wini za to, że zlekceważyli doniesienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez właścicieli parabanku /Zdj. ilustracyjne /Archiwum RMF FM

Prokuratorów, którzy zajmowali się sprawą, klientka Amber Gold wini za to, że zlekceważyli doniesienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez właścicieli parabanku.

To nie my

Już na wstępie radca prawny reprezentujący prokuraturę zaznacza, że to Prokuratoria Generalna Skarbu Państwa, a nie gdańska okręgówka powinna być stroną w tej sprawie. Mimo wszystko - tu cytat - "z daleko idącej ostrożności procesowej" radca odpowiada też na sam pozew. Jak pisze, pokrzywdzona nie wykazała faktu poniesienia szkody. Bo przecież trwa postępowanie upadłościowe i nie wiadomo, czy uda jej się odzyskać wpłacony kapitał czy nie. Tu warto jednak przypomnieć, że pokrzywdzeni niemal nie mają szans na zwrot swoich pieniędzy. Radca wskazuje też, że nie ma bezpośredniego związku między "ewentualnym, bezprawnym działaniem prokuratury" a tym, że pokrzywdzona zainwestowała. 

Oczywiście to jest prawda. To przecież nie śledczy dysponowali pieniędzmi mojej klientki. Natomiast prokuratura rejonowa oraz okręgowa ponoszą w naszej ocenie winę za to, że dopiero tak późno postawiono zarzuty. Przypomnę, najpierw odmówiono wszczęcia postępowanie w przedmiocie tej spółki. A następnie - gdy sąd zmusił prokuraturę do zajęcia się sprawą - podjęto decyzję o umorzeniu śledztwa. Także gdyby w prawidłowy sposób tą sprawą się zajęto dużo wcześniej, wiadomo byłoby, że spółka Amber Gold działa w sposób niezgodny z prawem. Tym samym moja klientka nie zainwestowałaby pieniędzy w tę spółkę - mówi RMF FM adwokat Piotr Bartecki, pełnomocnik pokrzywdzonej kobiety. Dodaje, że jego klientka zainwestowała środki w Amber Gold już w 2012 roku, po nietrafnych decyzjach podjętych przez prokuraturę.

Nie musimy informować społeczeństwa

Z odpowiedzi na pozew wynika jednak, że nawet gdyby śledczy działali szybciej i sprawniej i skuteczniej, to kobieta mogłaby stracić swoje pieniądze. Radca prawny podkreśla w niej, że śledczy nie mają obowiązku informować społeczeństwa o takich faktach. Sam fakt postawienia zarzutów członkom zarządu spółki, nie powoduje konieczności zaprzestania przez spółkę działalności gospodarczej. Brak jest również obowiązku informowania przez prokuraturę opinii publicznej o przedstawieniu zarzutów danej osobie, czy też o podjęciu innych decyzji procesowych - czytamy w odpowiedzi na pozew. Jej autor argumentuje, że tym samym postawienie zarzutów, bez informacji dla społeczeństwa, nie wpłynęłoby na decyzję kobiety o wpłacie pieniędzy. Dodaje też, że już w 2009 Komisja Nadzoru Finansowego wpisała Amber Gold na listę ostrzeżeń i fakt ten nie stanowił dla pokrzywdzonej przeszkody do inwestycji.

Medialne dowody

Nie tylko KNF miał ostrzegać. Robiły to także media. Dowodami na korzyść prokuratorów - jak wynika z pisma - mają być cztery artykuły z 2010 roku, kwestionujące wiarygodność Amber Gold. Trzy z nich pochodzą ze specjalistycznych portali jak bankier.pl czy wyborcza.biz. Media faktycznie pisały. Lecz były to publikacje marginalne, bardzo niszowe. Zadaję sobie pytanie, jak zwykły szary obywatel, który codziennie pracuje po 10 godzin miałby taką informację uzyskać - zastanawia się Bartecki. Odpowiedź na pozew klientki ocenia jako chowanie głowy w piasek i uciekanie od odpowiedzialności.

Pokrzywdzona kobieta chce od Skarbu Państwa zwrotu 105 tysięcy złotych. Proces w tej sprawie ma ruszyć w Gdańsku 12 grudnia. Pełnomocnik kobiety chce w nim przesłuchać prokuratorów, którzy podejmowali decyzje w sprawie parabanku oraz ich przełożonych. Do tego śledczych z wyższych szczebli prokuratury, którzy sprawowali nadzór - przez prokuraturę okręgową, dawną gdańską apelację aż do Prokuratury Generalnej, na której czele stał Andrzej Seremet. Jarosław Gowin miałby być przesłuchany jako były minister sprawiedliwości. Stanisław Kluza jako szef Komisji Nadzoru Finansowego, która od początku miała uwagi do działalności Amber Gold i która jako pierwsza zawiadamiała prokuraturę o możliwości popełniania przestępstwa. Zawiadamiała - przypomnijmy - bezskutecznie.

Wassermann: To niedorzeczność

Prokuratura w Gdańsku swoimi działaniami uwiarygadniała działalność Amber Gold - twierdzi Małgorzata Wassermann. Przewodnicząca sejmowej komisji śledczej ds. piramidy finansowej mówi wprost: Takie tłumaczenie to wielka niedorzeczność.

Przypomina, że konsultanci Amber Gold uspokajali klientów, którzy dzwonili na infolinię z pytaniami o wiarygodność parabanku powołując się na prokuraturę. Ich argumentem przekonującym do inwestowania - mimo doniesień medialnych - była decyzja o umorzeniu postępowania.

Odpowiedź prokuratury na pozew może być tym bardziej zaskakująca, że w trakcie ostatniego, piątkowego przesłuchania przed sejmową komisją śledczą dwaj prokuratorzy z Gdańska, którzy wówczas nadzorowali sprawę Amber Gold, przyznali się do błędów, a jeden z nich mówił nawet o poczuciu winy. 


(j.)