Nowelizacja ustawy refundacyjnej wchodzi w życie, a lekarze i aptekarze wciąż czekają na szczegółowe zapisy dotyczące wypełniania recept i odpowiedzialności za ewentualne błędy. Ministerstwo Zdrowia do dziś nie przygotowało rozporządzenia w tej sprawie. Obiecanego dokumentu ciągle nie ma, a wiceminister odpowiedzialny za refundację ma zostać odwołany.
Resort zdrowia znów złożył obietnicę na wyrost. Z potrzeby chwili, by ułaskawić protestujących lekarzy i aptekarzy. I po raz kolejny przegrał z rzeczywistością. Teraz ministerstwo tłumaczy, że prace się przedłużają, bo najważniejsza jest jakość tworzonego prawa. A rzeczniczka resortu jak ognia unika wiążących deklaracji.
Nie chcę podawać konkretnych terminów, to naprawdę jest priorytet, prace trwają intensywnie, jest to kwestia najbliższego czasu - mówi Agnieszka Gołąbek.
Lekarze i aptekarze właśnie od konkretnych zapisów uzależniają dalsze kroki. Bo cały czas nie wiedzą, jak powinna wyglądać poprawnie wypełniona recepta. I kto będzie karany za receptę źle wypełnioną. Lekarze nie mają też pewności, czy na receptach będą musieli wpisywać poziom odpłatności danego leku. Obie grupy zawodowe boją się też, czy po raz kolejny nie zostaną przez resort oszukane.
Aptekarze czekają na konkretne przepisy dotyczące abolicji za to, że w styczniu wydawali leki przepisane na receptach z pieczątką. Natomiast lekarze chcą dalszych zmian - nie wystarczy im, że już nie będą karani za przepisanie refundowanego leku osobie, która nie ma ubezpieczenia. Chcą, by z takiej odpowiedzialności zostali zwolnieni też świadczeniodawcy, czyli przychodnie. Planują zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego rozporządzenie o umowach z NFZ.
Lekarze rozważają też złożenie prośby do Rzecznika Praw Obywatelskich o zakwestionowanie zapisu o wskazaniach. Chodzi o to, że w myśl nowej ustawy leki trzeba wypisywać tylko na te choroby, na które oficjalnie zarejestrował je producent. Lekarze chcą wypisywać je zgodnie ze wskazaniami medycznymi. Bo zdarza się, że dwie identyczne substancje mogą być inaczej zarejestrowane (np. jedna na zapalenie gardła i ucha, a druga tylko na zapalenie gardła).
Kłopoty potęguje fakt, że z resortu ma odejść Andrzej Włodarczyk, wiceminister odpowiedzialny za refundację. Ma zostać odwołany za bałagan przy wprowadzaniu ustawy refundacyjnej. To może opóźnić prace nad rozporządzeniem, a także skomplikować przygotowanie nowej listy leków, która ma wejść w życie 1 marca. W resorcie cały czas trwają negocjacje dotyczące cen.
Kolejny protest w lipcu?
Lekarze, którzy twierdzą, że nowelizacja ich nie satysfakcjonuje, straszą kolejnym protestem, tym razem od lipca. Tłumaczą, iż choć kary zniknęły z ustawy, to zostały w umowach z NFZ-etem, a te kończą się w czerwcu. Chodzi o zwrot kosztów refundacji w przypadku, gdy lekarz przepisze środek ze zniżką osobie do tego nieuprawnionej.
Fundusz wpisuje jednak do umów paragrafy o karach od lat. Dlaczego wiec lekarze podnoszą larum dopiero teraz? Zmieniła się nasza świadomość. Zmieniło się postępowanie NFZ-etu - wyjaśnia Maciej Hamankiewicz. Jak dodaje, skoro posłowie wykreślili kary z ustawy, to kary powinny zniknąć i z umów. Nie może być tak, że decyzja prezesa Paszkiewicza jest ponad decyzją polskiego parlamentu.
Niewykluczone też, że lekarze, którzy już zobaczyli jak wiele można ugrać protestem - chcą ugrać jeszcze więcej - i znów straszą, że utrudnią życie pacjentom.
Wasze komentarze (1)
Wczoraj w życie weszła nowelizacja Ustawy Refundacyjnej, a według niej tylko Pan w tym kraju może zrefundować leki naszych dzieci!
Przepraszam – że co? Że tak mało czasu od stycznia, że potrzebne konsultacje! A wie Pan co to mnie obchodzi. Wprowadziliście takiego bubla. Pozbawiliście leków nasze dzieci, leków które jeszcze w grudniu były dostępne i refundowane, - a przepraszam są refundowane , tylko moje dziecko nie może z nich skorzystać. Myśli Pan że to zrozumiem, że zrozumieją to tysiące rodziców. CZEKAMY NA PANA DECYZJE PANIE DOKTORZE zdaje się pediatro. Rodzice robiąc zapasy w grudniu za cyklosporynę płacili od 3 do 8 zł za opakowanie wystarczające na 25 dni dzisiaj muszą zapłacić 460, metotrexatu w aptekach brak a „refundowany” zamiennik kosztuje 46 zł w grudniu niecałe 10 zł, sulfasarazin 68 w grudniu 19 zł itd…
W Łodzi w szpitalu w którym się leczymy mam kontakt z rodzicami których z dnia na dzień po prostu nie stać na wykupienie leków dla dziecka. Mama Ali ze szpitala im. M. Konopnickiej która ma czwórkę dzieci nie jest w stanie kupić leku dla córki za który w grudniu płaciła 3 zł a dzisiaj ponad 400 zł. Dziewczynka nie przyjmując go straci wzrok bo MIZS atakuje wiele narządów. Nasze leczenie trwa latami. Mój syn choruje od 3 roku życia, dzisiaj ma 10 lat. Ta choroba nie skończy się jutro, za miesiąc czy rok – jesteśmy skazani na dożywocie a przy braku refundacji….
Ale co to was obchodzi … żenada
Piotr Piotrowski Łódź