"Ratownicy przeszukali około 1150 metrów niezaciśniętych chodników. Wykonali kolosalną, bardzo trudną pracę" - mówi Wojciech Jaros, rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego o akcji w kopalni Wujek Ruch Śląsk.

Choć wczoraj znaleziono ciała dwóch zaginionych po wstrząsie górników, akcja na dole wciąż trwa. Aby wyciągnąć ciała na powierzchnię, trzeba wydrążyć nowy, około 40 metrowy korytarz. To, co robimy w tej chwili, to będzie odcięcie rejonu tej ściany, aby tam, gdzie będzie przechodził kombajn, gdzie będzie dojście do ścian, ustabilizować sytuację z metanem - tłumaczy Wojciech Jaros. 

Nie wiadomo dokładnie, jak i kiedy, górnicy zginęli. Ich ciała nie były przysypane. Mężczyźni prawdopodobnie próbowali uciekać, ale wszystkie drogi po wstrząsie były odcięte. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to być może w weekend uda się dotrzeć do ciał górników. 

Koniec poszukiwań. Nie koniec akcji

Kopalnia Wujek: Dotarcie do ciał górników zajmie kilka dni

Dotarcie do ciał dwóch górników poszukiwanych po kwietniowym wstrząsie w kopalni "Wujek Ruch Śląsk" potrwa kilka dni. Taką informację podał rzecznik Katowickiego Holdingu Węglowego, do którego należy kopalnia, Wojciech Jaros. Ciała górników zlokalizowano wczoraj wieczorem. czytaj więcej

Ciała górników znaleziono w poniedziałek po godzinie 20. Trwająca blisko dwa miesiące akcje była efektem wstrząsu w tzw. ruchu Śląsk - części kopalni Wujek znajdującej się w Rudzie Śląskiej. Był on skutkiem odprężenia górotworu na głębokości ok. 1050 m. Z zagrożonego rejonu wycofano pracowników. Niestety, nie było kontaktu z dwoma górnikami przebywającymi w zagrożonym rejonie.

Początkowo zmierzający po nich ratownicy przebijali się ręcznie przez rumowisko skalne i zniszczone części maszyn. Posuwali się bardzo wolno, zapadła więc decyzja o drążeniu kombajnem nowego chodnika ratowniczego w kierunku ściany wydobywczej "7", jak również o wykonaniu pionowego odwiertu z powierzchni, aby szybciej sprawdzić niedostępny rejon.

Odwiert był gotowy 5 maja, po 12 dniach prac. Drążony na granicy Katowic i Rudy Śląskiej otwór trafił w zaplanowane wcześniej miejsce ponad kilometr pod ziemią. Opuszczona kamera pokazała, że pod obudowami jest pusta przestrzeń, osuwisko, trochę zniszczeń, nie pokazała jednak ludzi. Przez odwiert opuszczono też sprzęt łącznościowy i płyny izotoniczne. Próby nawiązania komunikacji z górnikami nie przyniosły rezultatu.

Dodatkowo analizy powietrza pobieranego w obserwowanym poprzez odwiert rejonie wskazywały, że jego skład nie jest korzystny dla przebywania ludzi. Stwierdzono tam zmniejszoną zawartość tlenu oraz zwiększone, zmienne stężenie metanu, od początku pomiarów powyżej granicy wybuchowości.

W związku z brakiem jakiegokolwiek sygnału 13 maja ratownicy zakończyli prowadzenie nasłuchu i wycofali sprzęt z odwiertu na powierzchnię. Otwór został przejęty przez kopalnię. Cały czas kontynuowano drążenie kombajnem chodnika ratunkowego, który ostatecznie umożliwił dotarcie do częściowo drożnych wyrobisk w rejonie ściany wydobywczej.

(ug)