„Jest nam bardzo przykro, że dochodzi do sytuacji takich jak ta z udziałem znachora z Nowego Sącza. Analizujemy je. Musimy jednak pamiętać, że żyjemy w takich czasach, gdy wolność człowieka jest rzeczą świętą. Pacjent może wybierać różne sposoby wyjścia z choroby” – mówi w rozmowie z RMF FM profesor Jerzy Kruszewski, alergolog z Naczelnej Izby Lekarskiej. Izby lekarskie w całej Polsce podejmują działania, jeśli otrzymają informację o osobach zajmujących się leczeniem bez uprawnień. Jeśli po sposoby typowe dla znachorów sięgają lekarze, mogą zostać ukarani przez sąd lekarski. Naczelny Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w ostatnim czasie uzyskał informacje o 23 ofertach tego typu leczenia w internecie i przekazał je odpowiednim miejscowo okręgowym rzecznikom odpowiedzialności w izbach okręgowych w całej Polsce – dowiedział się dziennikarz RMF FM. Ci zweryfikują, czy oferty "leczenia" miażdżycy zakazaną metodą chelatacji są aktualne i czy są oferowane przez lekarzy. Jeśli tak, lekarze ci zostaną pociągnięci do odpowiedzialności zawodowej.

„W gabinecie obserwuję odejście od tradycyjnej medycyny”. Znachorzy konkurencją dla lekarzy? (zdj. ilustracyjne) / Guido Meisenheimer /PAP/EPA

W internecie można znaleźć oferty alternatywnego leczenia miażdżycy i oczyszczania organizmu ze wszelkich toksyn zakazaną metodą chelatacji, z wykorzystaniem EDTA. "Zalety" terapii podkreślane w reklamach dotyczą między innymi rozpuszczania blaszek miażdżycowych, niedopuszczania do powstawania nowych złogów miażdżycowych, oczyszczanie organizmu i zapewnienie dobrego samopoczucia. Jak wynika z ustaleń Naczelnej Izby Lekarskiej, oferujący te usługi przedstawiają się jako lekarze.

Michał Dobrołowicz, RMF FM: Panie profesorze, czy lekarze próbują zniechęcać pacjentów do korzystania z usług szamanów, znachorów i innych uzdrowicieli?

Prof. Jerzy Kruszewski, Naczelna Izba Lekarska: Lekarze raczej nie, my zajmujemy się przede wszystkim leczeniem. Na przykład o właściwej diecie dawniej mógł decydować lekarz. Teraz robi to szereg innych osób, w tym znachorzy, szamani, a nawet dietetyczki. Formułują one wnioski, które nie mają wartości diagnostycznych. Bywa że stosują oni metody zdyskwalifikowane w latach dziewięćdziesiątych. Nie można opierać się na wynikach badań bez analizy klinicznej.

Przykład?

Przyszła do mnie pacjentka z plikiem badań, z których wynika, że jest uczulona na cukier. Nie znam tego uczulenia! Można mieć co najwyżej nietolerancję cukru. Zapytałem ją, co działo się, gdy jadła cukier. Okazało się, że nie miała żadnych objawów. Padły tu słowa "uczulenie", "alergia", choć były one bez sensu, nie miały racji bytu. Lekarze wiedzą, że chory nie może być leczony na wynik. Należy leczyć pacjenta po wywiadzie z nim i uwzględnieniu wielu innych czynników. Szamani i znachorzy tego nie stosują. Uzdrowiciele formułują też diagnozy na temat nietolerancji przez pacjentów glutenu. Robią to często nie na podstawie solidnych badań tylko na podstawie dziwnych przekonań czy intuicji. Dieta bezglutenowa jest na tyle uciążliwa i kosztowna, że warto zadbać o prawidłową diagnozę.

W gabinecie lekarskim widać odwrót od rozumu?

Niestety tak. Ten odwrót odbywa się na korzyść gry intelektualnej, emocji i wiary. Ale w medycynie już nie bazujemy na wierze, tu wszystko musi być konkretnie sprawdzone. 99 procent osób to wie i stosuje się do tego. Ale zostaje niewielki odsetek myślących inaczej. My chętnie lubimy poeksperymentować z własnym zdrowiem i mamy szeroką ofertę na rynku. Mnóstwo rzeczy zalecają nam sąsiadki. I próbujemy sobie z tym poradzić. To jest dobre tylko wtedy, gdy ta choroba leczy się sama. Ale gdy to jest poważna choroba, to prędzej czy później musi skończyć się wizytą u lekarza a nie u znachora. Trzeba uważać, żeby nie było za późno.

Obserwuje pan odwrót od medycyny tradycyjnej?

Tak, czasami mam nawet pretensje do kolegów lekarzy, którzy stosują leki homeopatyczne w sytuacji, gdy są naprawdę sprawdzone terapie i leki, które skutecznie leczą choroby lub przynajmniej dobrze ją kontrolują. Wiem, że szykują się decyzje odnośnie bardzo popularnego leczenia w Polsce środkami homeopatycznymi, które są zwykłą wodą lub roztworem cukru. Oczekujemy na nowelizacje w ustawie farmaceutycznej w tej sprawie.

Znachorzy to dla lekarzy konkurencja?

Odpowiem opowiadając zabawną anegdotę. Znam profesora, rektora jednej z uczelni medycznych, który miał swojego kierowcę. Pewnego dnia jechał ze swoją żoną i kierowcą samochodem do Warszawy. W pewnym momencie żona wysiadła z auta, żeby załoga auta mogła ją zabrać w drodze powrotnej. Nikt nie wiedział, w jakim celu żona profesora chciała wysiąść po drodze i co miała do załatwienia. Po kilku dniach kierowca mówi dyskretnie do profesora, że odkrył, że jego żona była u bioenergoterapeuty. To nie koniec. Niedługo po tym zdarzeniu kierowca zrezygnował z pracy. Niebawem w ręce mojego znajomego profesora trafiła wizytówka, na której napisane było nazwisko jego dawnego kierowcy. Polecał w ten sposób swoje usługi jako znachor. Co najciekawsze, na wizytówce dopisał, że jest dawnym współpracownikiem... właśnie tego profesora! Chciał podeprzeć się autorytetem prawdziwej medycyny!