Prokuratura chce zwolnienia z tajemnicy zawodowej lekarzy i pielęgniarek ze szpitala w Starachowicach. Jak ustalił dziennikarz RMF FM Mariusz Piekarski, dziś taki wniosek śledczy skierują do sądu. Chodzi o personel medyczny, który 1 listopada pełnił dyżur na oddziale położniczym. W tym dniu w szpitalu martwe dziecko rodziła pani Iza. Nikt kobiecie nie pomógł. Poród odbył się w skandalicznych warunkach, na podłodze między łóżkami.

Szpital w Starachowicach /Michał Michta /RMF MAXXX

Tydzień temu w starachowickim szpitalu na oddziale położniczym kobieta bez opieki medycznej urodziła martwe dziecko na podłodze.

Sekcja dziecka potwierdziła, że zmarło w łonie matki, zanim kobieta trafiła do szpitala. Zachowanie personelu nie doprowadziło więc do tej tragedii.

Nadal nie wiadomo, dlaczego kobietę, u której wywoływano poród martwego płodu, pozostawiono bez opieki i nikt jej nie pomógł, gdy rodziła.

Śledczy zanim przesłuchają lekarzy i pielęgniarki, którzy byli wtedy na dyżurze, chcą uzyskać sądowe zwolnienie ich z tajemnicy lekarskiej i zawodowej. Chodzi o to, by personel nie mógł zasłaniać się tajemnicą, np. stwierdzeniem: "wykonywałem zabiegi u innej pacjentki".

Jak ustalił nasz reporter, prokuratura planuje powołać biegłego, który oceni stan poszkodowanej pacjentki, a także opisze wymagane procedury i zachowanie personelu medycznego.

Pani Iza 1 listopada zgłosiła się do szpitala po tym, jak przestała czuć ruchy dziecka, będąc w 8. miesiącu ciąży. Badania USG wykazały, że dziecko nie żyje. Podjęto decyzję, by wywołać poród dzień później. Nikt jednak w szpitalu nie zadbał, by kobieta urodziła w godnych, cywilizowanych warunkach. Nikt nie przyszedł, choć pani Iza alarmowała, że zaczęły się skurcze, a jej mąż wzywał kilka razy lekarzy i położne. Kobiety nie przeniesiono na porodówkę - sama rodziła martwe dziecko na podłodze między łóżkami.

W związku z tą sytuacją dyrektor szpitala w Starachowicach Grzegorz Fitas zdecydował o zwolnieniu ordynatora, siostry oddziałowej i lekarzami dyżurnymi. 

(j.)