Przyszłość relacji polsko-brytyjskich będzie zależeć od tego, czy Wielka Brytania pozostanie w Unii Europejskiej – podkreśla w rozmowie z RMF FM Paweł Świdlicki z londyńskiego biura analiz zajmującego się sprawami Unii Europejskiej. Referendum w sprawie ewentualnego wyjścia Londynu z Unii może odbyć się najwcześniej w czerwcu.

Wielka Brytania jest coraz bardziej społeczeństwem wielokulturowym /Zdj. ilustracyjne /Archiwum RMF FM

Bogdan Frymorgen RMF FM: Jesteśmy wspólnie z Wielka Brytanią w Unii Europejskiej i w NATO, ale świat się zmienia. Dawne sojusze słabną, powstają nowe. Dokąd pana zdaniem zmierzają stosunki polsko-brytyjskie?

Paweł Świdlicki z Open Europe, londyńskiego centrum analiz: Wszystko będzie zależało od wyniku referendum i tego, czy Wielka Brytania pozostanie w Unii lub z niej wyjdzie. Ma być ono rozpisane do końca 2017 roku, ale w zależności od sukcesu brytyjskiej misji w Brukseli, mającej na celu doprowadzanie do renegocjacji traktatów, referendum może zostać rozpisane nawet jesienią. Na szczęście są elementy relacji polsko-brytyjskiej, które pozostaną silne cokolwiek się stanie. Tu przecież mieszka wielu Polaków, a to łączy. Mamy też podobny pogląd na wiele zagadnień polityki europejskiej i pokrewny stosunek do Rosji. Niewątpliwie gdyby Wielka Brytania opuściła europejską wspólnotę, to skomplikowało by obustronne relacje. Polska poczuje się wtedy między młotem a kowadłem. Z jednej strony nie będzie chciała pogorszyć stosunków z Wielką Brytanią, z drugiej będzie odczuwać obowiązek stanięcia w tak trudnej chwili ramię w ramię z europejską rodzina. To może być trudne.

Nie wybiegajmy może w naszych spekulacjach tak daleko, bo w tym momencie kluczowym elementem naszej relacji jest propozycja wprowadzenia ograniczeń w pomocy, jaką w Wielkiej Brytanii otrzymują obywatele Unii Europejskiej, w tym z Polski.

Tu jest wiele wariantów. Na przykład unijne prawo nie może nikogo dyskryminować ze względu na narodowość, a upoważnienie do pobierania świadczeń powinno być określane na zasadzie rezydencji, czyli gdzie ktoś mieszka. Osoby, które otrzymywałyby wsparcie, musiałyby mieszkać na Wyspach, więc pod znakiem zapytania byłaby pomoc dla ich dzieci, jeśli mieszkają w innych krajach Europy. Są także inne opcje. Pojawiają się propozycje by zmienić definicje tego, kto jest pracownikiem w prawie unijnym i w ten sposób uzależnić dostęp do zasiłków. 

Kolejną ważną i wspólną dla obu krajów kwestia są uchodźcy z Syrii i Afryki Północnej. Co Polskę i Wielką Brytanię łączy, a co dzieli w tym temacie?

Jeśli chodzi o opinię publiczną, to w obu krajach panuje podobny niepokój i pojawia się sprzeciw wobec pomysłu przyjmowania uchodźców. Ale są też różnice. O ile Wielka Brytania nie chce brać udziału w unijnym programie relokacji i kwot, sama zadeklarowała, że przyjmie 20 tysięcy. uchodźców, głównie z obozów w Libanie, Iraku i Jordanii. To był gest dobrowolny. Wydaje się, że Polski nie stać na taką ofertę i w ogóle nie chce przyjmować ludzi stamtąd. Wszelkie deklaracje o gotowości pomocy uchodźcom zostały na Polsce wymuszone przez Brukselę. Wielka Brytania jest coraz bardziej społeczeństwem wielokulturowym. Negatywne wypowiedzi polskich polityków na temat ras czy religii są negatywnie odbierane w Wielkiej Brytanii. Poziom integracji na Wyspach oceniam bardzo wysoko.

Skupmy się na przyszłości polsko-brytyjskich relacji w NATO. Czy możemy tu liczyć na wsparcie?

Wielka Brytania od dłuższego czasu otwarcie mówi o konieczności zwiększenia obecności żołnierzy sojuszu w Polsce. Mieliśmy niedawno taki mini szczyt ministrów obrony obu krajów. Brytyjski minister zapowiedział wysłanie 1000 żołnierzy na manewry do Polski, natomiast polski zaanonsował, że stacjonować oni będą w kraju na stałe. Tak więc są pewne niedomowienia, ale w Wielkiej Brytanii zdecydowanie możemy widzieć mocnego, natowskiego sojusznika. 

Czy wielka Brytania zatem może być modelem dla polskiego społeczeństwa i polskich polityków? Jest przecież poza strefą euro, trochę na uboczu Europy, a mimo to potężna ekonomicznie. Bywa te egoistyczna dla partnerów.

To wszystko zależy od definicji egoizmu. Wielka Brytania wcale taka nie jest. Dokłada się hojnie do budżetu unijnego. Przekazuje też olbrzymie sumy pieniędzy na pomoc humanitarną w Syrii. Myślę, że jest to też bardziej kwestia pojęcia demokracji niż narodowego egoizmu. Brytyjczycy chcą mieć więcej wpływu na decyzje, które ich dotyczą. Między innymi dlatego Wielka Brytania nie wstąpiła do strefy euro, bo to łączyłoby się z koniecznością złożenia na unijnym ołtarzu finansowej suwerenności. Wydaje mi się, że w Polsce w najbliższej przyszłości zwolennicy wprowadzenia wspólnej waluty nie będą mieli wiele do powiedzenia. Przyszłość zależeć będzie od tego, czy Europa nauczy się szanować suwerenne decyzje państw, z jednoczesnym zachowaniem ich wzajemnej współpracy. To duże wyzwanie.