„Nigdy jeszcze nie byłem w takiej sytuacji. Sam byłem ciekaw, jak poradzę sobie z rolą faworyta, bo przecież najtrudniej broni się tytułu. Zrobiłem swoje i bardzo się cieszę” – przyznał po zdobyciu złotego medalu mistrzostw świata w rzucie młotem w Pekinie Paweł Fajdek.

Paweł Fajdek /WU HONG /PAP/EPA
Paweł Fajdek ponownie mistrzem świata w rzucie młotem! Brąz Wojciecha Nowickiego

Dwa medale wywalczyli polscy młociarze na mistrzostwach świata w Pekinie. Paweł Fajdek obronił złoto, natomiast brąz padł łupem Wojciecha Nowickiego. czytaj więcej

Zawodnik Agrosu Zamość przed dwoma laty został po raz pierwszy mistrzem świata. W Moskwie sprawił kibicom i sobie miłą niespodziankę. Teraz występował w roli faworyta. W sezonie jako jedyny przekroczył granicę 80 metrów.

Dużo myślałem nad tym jak będę zachowywał się podczas konkursu i było to bardzo trudne. W takiej sytuacji jeszcze nigdy nie byłem. I trochę emocji było. Nie wygrałem tak klarownie, jak zdarzało się w mityngach. Było zatem ciekawie - przyznał.

To był trzynasty złoty medal dla Polski w mistrzostwach świata. To były dla mnie bardzo trudne zawody. Piekielnie ciężko startuje się z pozycji, gdzie wszyscy oczekują od ciebie już w pierwszej kolejce rzutów powyżej 80 m. Skupiłem się na sobie i taki schemat, jaki założyłem jeszcze w pokoju, wykonałem - ocenił.

Już w trakcie konkursu, kiedy objął prowadzenie po rzucie na 80,64, dawał rady Wojciechowi Nowickiemu (Podlasie Białystok). To też poskutkowało. Obaj Polacy stanęli na podium - na najwyższym i najniższym stopniu, a medale wręczała im Irena Szewińska.

Oby tak zostało do końca. Mam nadzieję, że dzisiejsze krążki, które wywalczyliśmy, poniosą całą reprezentację i pobijemy rekord w liczbie medali. Ta impreza wygląda naprawdę bardzo obiecująco - podkreślił Fajdek.

Podopieczny Czesława Cybulskiego cieszy się, że konkurs ma już za sobą, bo dzień po dniu... opadał z sił. Niestety, jedzenie w Pekinie nie zachwyca. Jedyne co możemy tutaj jeść to rozgotowany makaron i trochę mięsa, które rzadko kiedy dobrze smakuje. Ograniczyłem się zatem do minimum, które jest potrzebne, żeby przeżyć - dodał.

Fajdek realizuje stopniowo założony sobie po igrzyskach w Londynie w 2012 roku cel, by w ciągu siedmiu lat zdobyć dziesięć medali imprez mistrzowskich. Teraz ma ich trzy - wcześniej wywalczył złoto MŚ 2013 i srebro ME 2014. W 2016 roku czekają go dwie imprezy - igrzyska w Rio de Janeiro i ME w Amsterdamie. W przyszłości marzy mu się również poprawienie rekordu świata, który od 1986 roku należy do reprezentanta ZSRR Jurija Siedycha - 86,74.

Do olimpiady nie mam jednak zamiaru niczego zmieniać w treningu. Idę sprawdzonym rytmem. Dopiero w 2017 roku można postawić wszystko na jedną kartę. I wtedy albo wyjdzie, albo sobie uświadomię, że ten wynik jest dla mnie nie do osiągnięcia - powiedział.

To są pierwsze dwa medale zdobyte w mistrzostwach świata w Pekinie przez Polaków. Impreza potrwa do 30 sierpnia.

(mal)