Żywię ogromne uznanie dla ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka za to, że błyskawicznie zareagował na postulat Federacji Stowarzyszeń Weteranów Walk o Niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej i awansował jednego z największych bohaterów Polski Podziemnej - rotmistrza Witolda Pileckiego do stopnia pułkownika. Mam nadzieję, że ten oczekiwany przez wiele środowisk kombatanckich gest będzie miał swoją konsekwencję w postaci wymierzenia historycznej sprawiedliwości także tym, którzy opowiedzieli się po II wojnie światowej po stronie sowieckich oprawców.

Nie może być bowiem tak, że - jak to znakomicie ujął Tadeusz Płużański (syn skazanego na karę śmierci jednego z najbliższych współpracowników Pileckiego; zamieniono mu ją na dożywocie, wyszedł z Wronek po 8 latach) - "są bohaterowie po dwóch stronach: ci, którzy byli prześladowani i ci, którzy ich prześladowali". Jeśli awansuje się zamordowanego przez komunistów rotmistrza, to należy zdegradować tych, którzy wiernie służyli Sowietom, nie wahając się przelewać w interesie ich racji stanu krew swoich rodaków, a także Czechów i Słowaków (tłumiąc w 1968 roku Praską Wiosnę).

Całkowicie podzielam ten pogląd i nie jestem w tym odosobniony. Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie (jestem jego rzecznikiem) od dawna domaga się od najwyższych władz Rzeczypospolitej takich właśnie działań, których najlepszym przejawem byłaby degradacja generała Wojciecha Jaruzelskiego.

Ponieważ miałem zaszczyt być reprezentantem prasowym śp. płk. Ryszarda Kuklińskiego, od dnia jego śmierci (11 lutego 2004 roku) konsekwentnie, chociaż bezskutecznie domagałem się i nadal domagam (także w imieniu POKiN) od każdego kolejnego prezydenta RP: Aleksandra Kwaśniewskiego, śp. Lecha Kaczyńskiego, Bronisława Komorowskiego awansowania pośmiertnie "pierwszego polskiego oficera w NATO" do stopnia generała brygady i zaliczenia go w poczet kawalerów Orła Białego, postulując jednocześnie zdegradowanie i pozbawienie odznaczeń państwowych (z Virtuti Militari na czele) sowieckiego namiestnika w Warszawie, jakim był przez długie dziesięciolecia Wojciech Jaruzelski.

Nie wiem, czy doczekam się realizacji tych propozycji, ale na pewno nie zaprzestanę ich wysuwania, ponieważ nie da się budować spójnej i logicznej polityki historycznej zamazując różnice między bohaterami a zdrajcami. Jeżeli honoruje się jednego z najmężniejszych Polaków w naszych najnowszych dziejach, jakim był Pilecki i docenia pełniącego z narażeniem życia z patriotycznych pobudek misję ratowania świata przed imperium zła Kuklińskiego, to nie można udawać, że ich kaci oraz ich ideowi spadkobiercy również odegrali pozytywną rolę i przysłużyli się niepodległej Rzeczypospolitej, wybierając inną drogę. Owszem, wybrali, ale była to droga hańby, o czym wreszcie można i trzeba dzisiaj mówić pełnym głosem.

Dlatego należy jak najszybciej oddać sprawiedliwość i jednym, i drugim w na tyle wyrazisty sposób, aby Polacy (zwłaszcza młodzi) jednoznacznie przekonali się, która z prezentowanych przez nich postaw zasługuje na szacunek i wdzięczną pamięć rodaków, a która jest godna pogardy. 

Jerzy Bukowski, filozof, piłsudczyk, harcerz, publicysta, rzecznik Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, przewodniczący Komitetu Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego w Krakowie.