Na naszą redakcyjną skrzynkę mailową dostaliśmy alarmujące zgłoszenie ze świętokrzyskiego Jędrzejowa. „Targowisko miejskie zostało zamknięte z powodu remontu. Nikt nas o tym nie poinformował, ludzie przenoszą swoje stragany na ulice, przepychają się, żeby mieć lepsze miejsce. Śpią w samochodach, żeby trzymać miejsce”. RMF FM będzie interweniować, by pomóc kupcom z Jędrzejowa.

Doniesienie sprawdził nasz reporter Maciej Grzyb. Już przy zjeździe z zatłoczonego ronda w centrum miasta da się zauważyć, że coś jest nie w porządku. Samochody stojące w korku, zatłoczone chodniki. Wystarczyło wjechać samochodem w ulicę Głowackiego, aby przekonać się, że wszystkie informacje przesłane mailem są prawdziwe.

Połowa targowiska nazywanego w Jędrzejowie "Targowicą Miejską" została zamknięta, a kupcy musieli opuścić to miejsce. Na plac wjechała koparka, a robotnicy do kwietnia 2014 roku mają uporać się z remontem, który kosztować będzie prawie 2,5 mln złotych.

Ludzie nabici w butelkę

O handlujących tam osobach jednak zapomniano. Z dnia na dzień musieli opuścić bazar. Teraz - żeby móc handlować i zarabiać na życie - swe stragany rozkładają na każdym skrawku wolnego terenu w pobliżu zamkniętego bazaru. Najwięcej stoisk ustawionych jest wzdłuż drogi. Chaotycznie sąsiadują ze sobą stoiska z owocami, warzywami,  ubraniami, kwiatami, narzędziami i chemią gospodarczą. Zarząd Dróg Wojewódzkich ustawił znak zakazu handlu w pasie drogowym, więc właściciele stoisk mają do dyspozycji tylko pas zieleni o szerokości maksymalnie 1 metra. Totalny bałagan, jak można handlować przy ulicy o takim ruchu? Urzędnicy kpią sobie z kupców, do tego biorą jeszcze opłaty - skarżą się właściciele stoisk w rozmowie z reporterem RMF FM. Niech ten znak po prostu zdejmą - mówi pan Andrzej, właściciel stoiska z warzywami. Niech zorganizują jakieś miejsce, w którym moglibyśmy handlować jak ludzie - dodaje kobieta z sąsiedniego straganu.

Sytuację pogarsza fakt, że wielu z nich, aby nie dostać mandatu zrezygnowało z prowizorycznego zadaszenia. Dlatego w deszczowe dni woda leje się na asortyment, którym handlują. Ci, którzy ustawili "zadaszenie" muszą co chwilę tłumaczyć się straży miejskiej, dlaczego utrudniają ludziom przejście chodnikiem. To jednak nie koniec problemów. Aby mieć dobre miejsce do postawienia stoiska trzeba go pilnować przez całą noc. Nikt nie wyznaczył stałych miejsc, więc panuje zasada "kto pierwszy ten lepszy".

Śpimy tutaj całą noc w samochodzie z towarem po to, żeby pilnować miejsca. Jesteśmy wykończeni - żali się właścicielka stoiska z ubraniami. Handlarze rozłożyli stoiska nie tylko wzdłuż ulicy. Zajęli także podjazdy, garaże, a nawet całe podwórka. Płacimy właścicielom tych działek i terenów, ale co mamy zrobić - przy ulicy zabrakło dla nas miejsca - mówią sprzedawcy mebli, rowerów i kosiarek.

Problemy mają też mieszkańcy domów sąsiadujących z zamkniętym targowiskiem. Pan Stanisław zagrodził taśmą podjazd do garażu. Maciej Grzyb pytał go, czy często samochody blokują wyjazd?
Tak. Wie pan, ja rozumiem, gdyby ktoś podjechał na 10, 15 minut, kupił i odjechał. Ale jak ktoś przyjeżdża i postawi o piątej rano i o drugiej po południu odjeżdża... - żalił się pan Stanisław. Kłócą się między sobą, wyzywają - dodaje sąsiadka - pani Mariola. I to wszystko nie tylko pod moimi oknami, ale na całej ulicy Głowackiego - dodaje.

Wszyscy za bałagan winią urzędników. Brali pieniądze za rezerwacje miejsca na targowisku, a słowem się nie odezwali, że od września stracimy nasze miejsca - żali się sprzedawca butów. Nikt nie pomyślał o tymczasowym placu, na którym moglibyśmy do wiosny handlować, a zdzierają z nas opłaty i straszą mandatami - dodaje sąsiad handlujący warzywami.

Wiosną, po zakończeniu remontu, na być na targowisku jak w centrum Europy. Powstaną hale i parkingi, znikną obskurne stoiska, błoto i kałuże. Zanim jednak to nastąpi kilkuset handlarzy będzie musiało zmierzyć się z jesienią i zimą. Czy będą marznąć w samochodach przez całą noc, aby rezerwować "dobre" miejsce? Czy ich towar będzie narażony na deszcz i śnieg, bo nie wolno zadaszyć stoisk? Czy w końcu urzędnicy pójdą po rozum do głowy i pomogą tym, którzy płacą podatki i starają się utrzymać swoje rodziny?

Handlowcy skarżą się, że nie mają gdzie pracować