Do 34 wzrosła liczna ofiar pożaru, który wybuchł wczoraj w czasie protestu wychowanek gwatemalskiego domu opieki. Wciąż wiele ciężko poparzonych dziewcząt walczy o życie.

Tłumy uczestników czuwania w intencji ofiar pożaru sierocińca, pod Pałacem Narodowym w Guatemala City. /ESTEBAN BIBA /PAP/EPA

Według wstępnych ustaleń policji pożar wywołały same nastolatki, wychowanki zakładu. W środę, w Międzynarodowym Dniu Kobiet, podpaliły pościel, aby zaprotestować w ten sposób przeciwko nadużyciom seksualnym, "handlowi żywym towarem", jak to określił gwatemalski dziennik "Prensa Libre" i przemocy stosowanej wobec nich przez personel zakładu wychowawczego.

Próby opanowania ognia za pomocą gaśnic nie dały rezultatu. Z pożaru wyniesiono 41 poszkodowanych dziewcząt, ale dziewięć z nich zmarło, zanim zdołano je przewieźć do szpitala Świętego Jana Bożego w stolicy Gwatemali.

Zakład opiekuńczy dla dziewcząt i chłopców pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny był już wielokrotnie przedmiotem krytyki w gwatemalskich mediach z powodu stosowanych tam metod wychowawczych oraz nadużyć seksualnych ze strony personelu.

W zakładzie przystosowanym do pobytu 400 osób przebywało dotąd 748 nieletnich obojga płci.

Według miejscowych mediów stosowanie w zakładzie wobec wychowanków brutalnych metod "tresury wojskowej", m.in. zmuszanie do biegu w strumieniach zimnej wody z węży strażackich, doprowadziło w lipcu 2015 roku do ucieczki 233 pensjonariuszy.

(mg)