Przekonano nas kiedyś, że plastikowe torebki są bardziej ekologiczne od papierowych, bo pozwalają ratować drzewa, że woda w plastikowych butelkach jest modnym symbolem dobrobytu, najwyższy czas zmienić to przekonanie - mówi RMF FM Dianna Cohen artystka i aktywistka na rzecz ograniczenia zużywanego przez nas plastiku. Artystka z Los Angeles, która od 28 lat tworzy prace głównie z... jednorazowych torebek plastikowych, przyznaje, że tworzywa sztuczne to znakomity materiał, zbyt cenny, by tworzyć z nich przedmioty jednorazowego użytku. Tym bardziej, że po wyrzuceniu zatruwają środowisko już na zawsze.

REKLAMA

W rozmowie z Grzegorzem Jasińskim Dianna Cohen mówi, że świadomość skali zanieczyszczenia oceanów po raz pierwszy pojawiła się w Kalifornii w środowiskach żeglarzy i surferów. To oni dosłownie "na swojej skórze" przekonali się, że w wodzie pojawia się coraz więcej śmieci. Przyznaje, że sama zainteresowała się sprawą, gdy po kilku latach jej prace... zaczęły się rozpadać. W 2009 roku Cohen była jedną z inicjatorek powstania ruchu Plastic Pollution Coalition, który zajmuje się upowszechnianiem wiedzy na temat środowiskowych i zdrowotnych zagrożeń związanych z plastikowymi odpadami.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Gość: Dianna Cohen

Grzegorz Jasiński: Wiemy, że torebki plastikowe są używane tylko raz, a potem istnieją niemal w nieskończoność, a jednak nie przestajemy ich używać. Dlaczego? To wygodne, ale powinniśmy wiedzieć lepiej...

Dianna Cohen: Torebki plastikowe zostały nam kiedyś "sprzedane", w USA na przełomie lat 70. i 80., jako ekologiczna alternatywa dla toreb papierowych, jako sposób ratowania drzew...

I to nie był najlepszy pomysł...

Ja osobiście uznaję plastik za wspaniały materiał. A jednak nie zdawaliśmy sobie wtedy sprawy z tego, że plastik jest wytwarzany z pochodnych ropy naftowej, z tego jak wiele energii potrzebna, by go wyprodukować, nawet jeśli torebki używamy tylko kilka minut, a potem wyrzucamy, czy poddajemy "recyklingowi". Mówię o tym w cudzysłowie, bo w praktyce produkty tego recyklingu trafiają na wysypiska, do naszej wody, jezior, oceanów. Tymczasem rośliny, drzewa to materiały odnawialne, a ropa naftowa nie. Powstawała bardzo długo z organizmów zwierząt i roślin, które które wykorzystywały kiedyś energię słoneczną, a potem wymarły. W pewnym skrócie można powiedzieć, że produkujemy torebki z dinozaurów...

Niektóre pomysły wydają się dobre na początku, ale potem może wypada je porzucić... czy nie potrafimy porzucać nietrafionych idei?

Trudno mi powiedzieć, często jednak nasze propozycje rozwiązań problemów z perspektywy czasu nie okazują się już tak dobre. Plastik, szczególnie ten jednorazowego użycia nie okazał się dobrym pomysłem, dopiero teraz jednak zaczynamy sobie zdawać z tego sprawę. Teraz zaczynamy rozumieć jego zły wpływ na środowisko, rzeki, jeziora, oceany, nasze zdrowie, czy zdrowie zwierząt. Zaczynamy sobie uświadamiać rozmiary problemu, widzieć zanieczyszczenie plastikiem jako globalny kryzys. Wielu z nas jeszcze nie zdaje sobie sprawy, w jak dziwny sposób plastik bywa wykorzystywany. Choćby w postaci mikrogranulek, obecnych w kremach, pastach do zębów czy innych produktach kosmetycznych. Coraz więcej naszej odzieży jest produkowanej z tworzyw sztucznych, zamiast wełny, bawełny czy konopi mamy poliester czy modal. Problem w tym, że przy każdym praniu spłukujemy miliony sztucznych mikrowłókien. One potem do nas wracają, jeśli jemy ryby czy owoce morza. To podstępny problem, którego większość z nas wciąż sobie nie uświadamia.

Kolejny problem to gigantyczna liczba butelek, których używamy do pakowania wody, przewozi się je potem na dalekie odległości, ciężarówkami, pociągami...

Ja dopiero w ostatnich latach zdałem sobie z tego sprawę. Pamiętam, jak w latach 80. byłam na uniwersytecie i właśnie ta butelkowana woda się pojawiła. To było wtedy reklamowane jako coś niezwykle "cool", coś bardzo modnego. Na etykietach umieszczano te wszystkie górskie szczyty, sugerowano, że to woda prosto z lodowca, czysta i przejrzysta. To był przykład siły marketingu, której użyto, by przekonać nas, że butelkowana woda jest lepsza od tej prosto z kranu. I teraz dopiero rozumiem, jak niebezpieczny był to moment. To wtedy przestaliśmy się nagle interesować jakością wody w naszych miastach. To doprowadziło do efektu obserwowanego nie tylko w Stanach Zjednoczonych, że sieci wodociągowe stały się stopniowo coraz bardziej zanieczyszczone. To przyniosło mieszkańcom tych miast poważne szkody, a nikt nie zwracał na to uwagi. I w ten sposób osoby zamożne, które miały pieniądze i wybór w tej sprawie, mogły kupować wodę butelkowaną, ale odbierały ten wybór biedniejszym. Moje babcie, jedna z Polski, jedna z Rosji, gdyby dziś żyły, wyśmiałyby mnie za kupowanie wody w sytuacji, gdy dostępna jest woda z kranu.

Do tych wszystkich przemyśleń doszła pani nie jako aktywistka, ale artystka... Jak do tego doszło?

Od już 28 lat tworzę sztukę, przede wszystkim właśnie z plastikowych torebek, które tnę i zszywam. Te prace są czasem dwuwymiarowe, czasem trójwymiarowe, mają niekiedy formę rzeźb albo instalacji. Wcześniej malowałam obrazy, bo studiowałam na UCLA właśnie malarstwo. A potem tworzyłam kolaże, wykorzystując brązowe papierowe torby, też "darmowy" materiał. Oczywiście plastik i papier nie są całkiem darmowe, ich cenę przecież wliczają nam w cenę zakupów, ale mnie odpowiadała idea, że to rzeczywiście coś, co mamy za darmo. Kiedy zaczęłam dodawać plastik do papieru, pomyślałam sobie nagle: "Eureka, co to za niezwykły materiał". Myślałam o nim, że reprezentuje przyszłość, jest nawet symbolem wszystkiego, co najlepsze ludzkość mogła wytworzyć. Ma pienne kolory, można go formować, łatwo poddaje się naszej woli. Jest symbolem nowych technologii, nowych możliwości. Mnie samą szczególnie pociągała kolorystyka, ale zwracałam też uwagę na różne nadrukowane na torebkach rysunki, symbole, napisy, wreszcie fakt, że niektóre są przezroczyste a inne matowe. Mogłam je przecinać, łączyć, wyrazić z ich pomocą to, co chciałam. Tak to się zaczęło. I nagle, po 8 latach pracy z tym materiałem, na niektórych moich pracach pojawiły się pęknięcia, torebki zaczęły się rozpadać. W pierwszym momencie nawet mi się to podobało, to dawało im taki "organiczny" charakter, jeśli rozpadały się, to jakby powracały do ziemi. Niestety, kiedy zaczęłam się tym bliżej interesować, okazało się, że nic takiego nie ma miejsca. To, że torebki rozpadają się na mniejsze kawałki nie oznacza, że rozkładają się całkowicie. Te fragmenty stają się owszem, coraz mniejsze, ale nigdzie nie znikają. Dostają się natomiast do wód, gdzie są połykane przez różne zwierzęta.

Jak ta myśl zmieniła pani sztukę?

To dosłownie zmieniło moje relacje z tym materiałem i teraz to trochę relacja miłości i nienawiści. Plastik potrafi nas uwodzić, daje nam tak wiele możliwości. Z drugiej jednak strony mam wrażenie, że pracując z nim tak długo, naraziłam siebie, swoją skórę, na być może nadmierny kontakt. Coraz więcej dowiaduję się o jego działaniu na nasze zdrowie, o niekorzystnym wpływie chemikaliów, które stosuje się do jego produkcji i z niepokojem patrzę, jak często pakujemy weń naszą żywność. Nauczyliśmy się, by w supermarkecie każdą, najdrobniejszą rzecz pakować w osobną torebkę. To absurdalne. Moje babcie i z tego by się bardzo śmiały. One poszłyby do sklepu z koszykiem, dwoma koszykami albo koszykiem i torbą, do nich wkładałyby wszystko po kolei. Jak idę na targ, na tak zwany farmers market, staram się właśnie tak robić. Mam jednak szczęście, że dużo żywności mogę u siebie w Los Angeles sama uprawiać i to przez cały rok. Moja wiedza o plastiku zmieniła więc nie tylko moją sztukę, ale całe życie. I teraz naprawdę bardzo mi zależy, by o tym mówić, by tę wiedzę, tę świadomość, przekazywać innym. Wciąż nie jest ona powszechna. Mam nadzieję, że kiedy już wszyscy będziemy o tym wiedzieć, będziemy dokonywać właściwych wyborów, przechowywać żywność w szklanych i ceramicznych naczyniach, w drewnianych, czy metalowych pudełkach, w koszykach. To takie retro, to takie oldskulowe. Ja wręcz chodzę do sklepów, gdzie z drugiej ręki można takie szklane pojemniki z dawnych lat kupić. Jak przechowuję jedzenie w szklanym naczyniu, jestem pewna, że żadnymi cząsteczkami się z opakowaniem nie wymienia...

Gdy teraz używa pani plastiku w swoich pracach, to bardziej po to, by zachować jego piękno, czy raczej nie dopuścić do jego wyrzucenia na śmietnik...

Moja oryginalna myśl była taka, że oto biorę coś co ludzie generalnie uważają za śmieci i staram się nadać im nowe przeznaczenie, nową funkcję. Wszystko po to, by widz odebrał to jako coś, co ma jednak pewną wartość. I myślę, że ta myśl spotkała się z odpowiedzią w różnych miejscach świata. I dotyczy to różnych idei, choćby obrony praw człowieka, tego jak traktujemy innych. To dla mnie taka metafora. Co ciekawe, wielu odbiorców nawet nie zauważa w pierwszej chwili, że moje prace są z plastikowych torebek. Muszą podejść bliżej. Czasem pokazuję większe prace, które nie sa klasycznie oprawione i te - gdy nikt nie patrzy - można dotknąć i samemu się przekonać. Ostatnio zaczęłam wykorzystywać rączki od tych torebek, z ich pomocą na przykład zawieszam prace, wykorzystuje też nici do ich zszywania, jako swego rodzaju narzędzie rysunku. Lubię manipulować kolorem, nakładać barwy. Niestety nie sądzę, że nawet gdyby udało mi się zmienić w sztukę wszelkie plastikowe śmieci, byłoby to rozwiązanie problemu. Uważam natomiast, że powinniśmy traktować plastik jako bardziej wartościowy materiał, niż obecnie uznajemy. Zgadzam się z opinią wielu osób z branży tworzyw sztucznych, z którymi często rozmawiałam, że plastik jest naprawdę bardzo cenny. Wydaje mi się jednak, że skoro tak, tworząc z plastiku produkty jednorazowego użytku, wykorzystujemy ten cenny materiał w bardzo nieodpowiedzialny sposób. W tej chwili, przemysł tworzyw sztucznych i wielkie korporacje, które używają plastiku do pakowania żywności, w żaden sposób nie odpowiadają za to, co się z tymi wszystkimi opakowaniami potem dzieje. Myślę, że po to, by stworzyć bardziej zrównoważony model rozwoju świata, powinniśmy zażądać od tych firm, by jednak wzięły na siebie tę odpowiedzialność. To nie jest tak, że można wprowadzić coś na rynek i powiedzieć potem tylko konsumentowi: postaraj się, nie śmieć, wrzuć to do kosza. To żadne rozwiązanie, z tych koszy plastik trafia na wysypiska albo do spalenia. To spalanie nazywa się czasem pirolizą, gazyfikacją, ale w praktyce oznacza wprowadzanie do atmosfery sadzy i różnych chemikaliów. To wszystko odbija się na naszym zdrowiu. To żadne rozwiązanie. W Wielkiej Brytanii pracuje dr Paul Connett, uznawany za jednego z ojców założycieli międzynarodowego ruchu "Zero Waste Movement". Jego zdaniem spalanie plastiku to najmniej efektywne wykorzystanie tego materiału, najbardziej efektywnym byłoby wytwarzanie produktów przeznaczonych do wykorzystywania przez bardzo długi czas, a potem do wykorzystania... ponownie.


Porozmawiajmy o "Plastic Pollution Coalition", czy to pani zdaniem najlepszy sposób informowania opinii publicznej, zmiany przyzwyczajeń? Czy to sposób nakłoniania jej do myślenia, a może nawet... przestraszenia jej?

Jestem jedną z założycielek tego ruchu. Zaczęliśmy oficjalnie działać w 2009 roku i od tego czasu zgromadziliśmy ponad 500 organizacji pozarządowych i firm z całego świata, 160 krajów na 6 kontynentach. Włączyły się w to przedsięwzięcie też tysiące osób prywatnych, w tym także kilkudziesięciu sportowców, głównie surferów i żeglarzy, którzy mają naturalne związki z wodą. Tak naprawdę surferzy byli często pierwszymi, którzy zauważyli, że w oceanach coś niepokojącego się dzieje. Sama pływam na desce i pamiętam, jak wyszłam z wody z kawałkiem plastiku przyczepionym do mojego bikini. Wśród naszych członków są też filmowcy, pisarze, aktorki i aktorzy, muzycy, znani mistrzowie kuchni. W przypadku tych ostatnich zainteresowanie jakością żywności jest zupełnie naturalne. Są też politycy, prezydent Estonii, były prezydent Ghany. Jesteśmy taką różnorodną koalicją grup, które zajmują się różnymi rodzajami działalności, dotyczącymi zarówno edukacji, jak i uświadamiania osób indywidualnych. zapraszamy na naszą stronę www.plasticpollutioncoalition.org, gdzie pokazujemy, jak można organizować się do działań na rzecz wprowadzenia pewnych zakazów używania plastikowych torebek, ale też innych wyrobów z tworzyw. Informujemy tam, że na przykład popularne polistyrenowe przykrywki do kubków z kawą zawierają substancje neurotoksyczne. Warto o tym wiedzieć. Namawiamy firmy do podejmowania odpowiedzialnych zadań. Zwracamy uwagę szczególnie na najprostsze działania, które mogą przynieść już wymierne skutki. Na przykład wycofanie z biur butelkowanej wody, zastąpienie jej systemem filtrów. Współpracujemy też w imprezami muzycznymi, na przykład festiwalem Bonnaroo w Manchester, Tennessee. Cztery lata temu zaczęliśmy z nimi projekt "Refill revolution", który zakładał możliwość kupienia z pierwszym piwem kubka ze stali nierdzewnej, który uprawnia potem do zniżki o dolara na każdym piwie kupionym przez cztery dni. Oszczędzasz pieniądze, zyskujesz piękny kubek. te kubki stały się tak popularne, że gdy w pierwszym roku przygotowaliśmy 7 tysięcy na 80 tysięcy uczestników, ludzie je sobie wykradali. W każdym kolejnym roku kubków jest więcej i ostrożne szacunki wskazują, że przez trzy lata udało się zaoszczędzić około 1,5 miliona plastikowych kubków i butelek. To działa. I to pomysł, który można rozpropagować. Mam wrażenie, że młode pokolenie może wrócić teraz do takich trwałych przedmiotów, które pięknie wykonane mogą służyć dłużej. Myślę, że drewno, szkło, ceramika mają duszę tak, jak i przedmioty pięknie wykonane. Nie potrzebujesz ich wiele, czasem wystarczy jeden. Tak naprawdę potrzebujemy mniej, niż nam się przez lata wydawało. Coraz więcej ludzi to rozumie. Oczywiście w krajach awansujących cywilizacyjnie ludziom długo wydaje się, że używanie jednorazowych przedmiotów jest dowodem tego awansu. Ale warto zastanowić się nad tym, czy nie wrócić do dawnych zwyczajów. Do wytwarzania przedmiotów ekologicznych na każdym etapie ich produkcji i użytkowania.

Gdyby pani miała opisać te najprostsze sposoby, które szybko mogą dać poprawę sytuacji, co by to było?

Czasem wystarczy drobiazg, choćby zastąpienie plastikowych słomek w drinkach metalowymi, które każdy może mieć własne i używać ich wielokrotnie. Oczywiście bardzo dobrze mieć ze sobą składaną torbę na zakupy i to w nią się pakować, nie biorąc jednorazowych torebek. Dobrze też, jeśli lubimy poranną kawę na wynos, kupić sobie ładny, praktyczny kubek i z nim chodzić. Czasem można w ten sposób dostać nawet drobną zniżkę. Mam nadzieję, że nasza koalicja pomoże nam wszystkim docenić problem i znaleźć sposoby podjęcia konkretnych działań, które mogą pomóc, czy to w skali gospodarstwa domowego, czy nawet prawa danego państwa...