Smartfony są dla nas czymś więcej, niż przedmiotem użytkowym, ale choć kochamy je i przywiązujemy się do nich, przy pierwszej okazji zamieniamy je na nowe. To pewien paradoks – mówi RMF FM Mark Miodownik z University College London. Naukowiec, pisarz, popularyzator nauki, zajmujący się między innymi związkami między inżynierią materiałową a sztuką i humanistyką podkreśla, że smartfon to przedstawiciel nowej klasy przedmiotów, których w naszym otoczeniu będzie coraz więcej. Nie jest to jeszcze żywy obiekt, ale nie jest też całkowicie martwy, jest dla nas czymś pośrednim. Miodownik, gość tegorocznego Festiwalu Kopernika w Krakowie, interesujący się między innymi wpływem materiałów na emocje i odczucia mówi w rozmowie z Grzegorzem Jasińskim o znaczeniu nowych materiałów, nowych metod ich wytwarzania, przewiduje, że w przyszłości rozwój technologii sprawi, że znów będziemy chcieli i mogli wytwarzać przedmioty na własny użytek.

Grzegorz Jasiński: Czy myśli pan, że bliskość jaką odczuwamy wobec swoich urządzeń mobilnych, głównie smartfonów jest teraz większa, niż kiedykolwiek odczuwaliśmy wobec choćby portfeli czy zegarków?

Posłuchaj rozmowy Grzegorza Jasińskiego z Markiem Miodownikiem cz.1

Mark Miodownik: Mamy bardzo interesujące czasy. My naprawdę kochamy nasze smartfony, one są już jakby częścią nas samych. Myślę, że są nam bliskie trochę tak, jak ubrania, też pokazują naszą osobowość, to kim jesteśmy. Fakt, że dotyczy to urządzenia elektronicznego, to dość niezwykłe. Myślę, że trochę powtarza to przypadek samochodów, które też - przynajmniej dla niektórych z nas - są odbiciem osobowości. Technologia w pewien sposób dąży do takiego stanu od pewnego czasu i smartfony prawdopodobnie nie są ostatnim krokiem na tej drodze. Z drugiej strony myślę, że kiedyś będziemy wspominać czasy, gdy choćby w restauracji nikt nie rozmawia, tylko wszyscy patrzą w ekrany smartfonów, jako coś nienormalnego. Sądzę, że to się nie utrzyma, to jakaś aberracja...

Porozmawiajmy o smartfonach jako przedmiotach codziennego użytku, o materiałach, z których są zbudowane. Na ile są dla nas ważne, na ile kształt, powierzchnia, mają znaczenie w sytuacji, gdy ciągle tych przedmiotów dotykamy. Musimy to przecież robić bo dotykowo się je obsługuje. Jak ważne dla naszych emocji jest to, jak ten przedmiot wygląda, jak leży w dłoni?

Ekran dotykowy ma tu kluczowe znaczenie, a przecież pojawił się niedawno. Od czasu gdy Apple wyposażył swojego iPhone'a w pierwszy w pełni funkcjonalny ekran dotykowy minęło 10 lat. To działa dzięki materiałowi, który nazywa się tlenkiem indowo-cynowym, niezwykłemu materiałowi, który jest przewodnikiem i jest przezroczysty. Nie ma takich wiele. Użycie go to był naprawdę wielki moment inżynierii materiałowej. Ta nauka zresztą w kilku krokach jakby wprowadziła nas w XXI wiek. Weźmy pod uwagę choćby baterie litowo-jonowe, które sprawiły, że możemy praktycznie korzystać z urządzeń mobilnych bez konieczności ich ciągłego ładowania. Albo coraz doskonalsze krzemowe układy scalone, które dają naszym gadżetom te wszystkie możliwości działania. Do tego dochodzą jeszcze innowacyjne materiały, które umożliwiają integrację tego wszystkiego w jedno urządzenie. To zresztą jakby nowa klasa otaczających nas obiektów, wymykająca się wcześniejszym podziałom. Wcześniej mieliśmy martwe obiekty, kamienie, drewno, metale i obiekty żywe, motyle, myszy, ptaki. Teraz mamy w naszym życiu także coś pośredniego - i tu smartfony są z pewnością najważniejsze - przedmioty, które zdają się ożywać. Nie są oczywiście w pełni żywe, ale też nie możemy ich już dłużej traktować jako całkowicie martwe. Nie mają swego wewnętrznego życia, ale są czymś pośrednim. I mam wrażenie, że klasa tych obiektów będzie się w naszym otoczeniu rozszerzać.

Sami wkładamy w te obiekty wiele z nas samych, nasze kontakty, zdjęcia, wspomnienia, wiadomości. Na ile to właśnie tak przywiązuje nas do smartfonów?

Myślę, że ma to wiele wspólnego z tym, w jaki sposób my ludzie nadajemy obiektom znaczenie. W przeszłości to odbywało się na tej zasadzie, że mieliśmy w domu przedmioty, które były ważne, bo otrzymaliśmy je na przykład od babci, czy dziadka. Poza tym, że je lubiliśmy, że były ładne, dobrze działały, miały też za sobą pewną historię, przechodziły z rąk do rąk, były w domach konkretnych osób. Teraz naszym telefonom też nadajemy takie dodatkowe znaczenie. Choć jest tu pewien paradoks. Co prawda przyznajemy się do tego, że smartfony są nam bardzo bliskie, jeśli tylko mamy szansę zamienić je na lepszy model, natychmiast to robimy. A więc ta czysto fizyczna część tego przedmiotu nie jest najistotniejsza, możemy przenieść nasze uczucia na nowy obiekt. Dla mnie osobiście to coś nadzwyczajnego. Nie byłbym w stanie tego przewidzieć.

Czy sądzi pan, że wychodzimy z ery fascynacji plastikami? Najpierw je pokochaliśmy, a potem zaczęliśmy kojarzyć głównie z jednorazowymi torebkami, które wyrzucamy zanieczyszczając środowisko. Choćby w przypadku smartfonów cenimy sobie bardziej obudowy ze szkła, metalu, niekoniecznie plastiku... Czy nasza miłość do plastików się kończy?

Nie sądzę. Nie podzielam opinii, że tracimy upodobanie do plastików. One towarzyszą nam od już dość dawna, lepiej projektujemy ich wykorzystanie. Ich obecność staje się mniej oczywista. Są owszem torebki plastikowe, czy butelki, które wyrzucamy z pewnymi wyrzutami sumienia, ale przecież mamy plastiki gdzie indziej. Mamy choćby ubrania, buty z tworzyw sztucznych. Dlaczego? Bo to bardzo dobry, komfortowy materiał. Przy okazji chcemy używać mniej skóry, która bywa sztywna, też czasem źle się kojarzy. A wszelkiego rodzaju wykładziny naszych łóżek, czy krzeseł, to przecież też plastik. Fotele w samolocie to też plastik. Gąbka na pańskim mikrofonie też jest z tworzyw sztucznych. Plastik staje się wciąż coraz bardziej istotną częścią naszego życia, przynajmniej tam, gdzie go chcemy. To zresztą typowe dla historii materiałów. Gdy plastik się w XX wieku pojawił, zakochaliśmy się w nim i używaliśmy do wszystkiego. Teraz nauczyliśmy się znajdywać dziedziny, w których sprawdza się najlepiej, i myśleć o ograniczaniu tych, gdzie nie powinniśmy go używać, bo w końcu trafi do oceanów.

Czy spodziewa się pan jakiejś kolejnej rewolucji materiałowej. Materiałów, które w nowy sposób połączą właściwości tego co znamy i dadzą nam coś nowego, czego nie mamy, a chcielibyśmy mieć...

Oczywiście zawsze przewidywanie przyszłości jest trudne. Jedno czego możemy być pewni to fakt, że jesteśmy istotami, które potrzebują materiałów, kochają je. Jestem więc pewny, że wymyślimy i pokochamy jeszcze niejedno. Co to dokładnie będzie? Nie umiem powiedzieć. Jeśli miałbym przewidywać jakiś trend, podejrzewałbym, że będzie miało to coś wspólnego z modyfikacją naszego ciała, zwiększaniem jego możliwości. Stanie się to coraz bardziej realne i ludzie będą chcieli iść w tym kierunku. Obserwujemy popularność tatuaży, czy kolczyków, w szpitalu możemy już dostać protezę stawu biodrowego, czy kolana, możemy otrzymać implant słuchowy. Wszystko to będzie się stawało coraz lepsze może nawet dojdziemy do punktu, w którym będziemy się wyposażać w implanty słuchowe na całe życie po to, by zdobyć jakieś nadzwyczajne zdolności. Choćby podsłuchiwania ludzi z odległości 50 metrów. Moim zdaniem, wbudowywanie elektroniki i innych materiałów w ciało człowieka, by dać mu dodatkowe możliwości, jest bardzo prawdopodobne. Podobnie, jak po to, by ograniczać nieuchronne skutki starzenia się organizmu. Nie wiem, czy dzięki temu będziemy potrafili pozostać mądrzejsi od sztucznej inteligencji. Wyraźnie widać, że komputery w wielu dziedzinach są już od nas inteligentniejsze. My pozostajemy lepsi w sferze emocji i właśnie tam architektura naszego mózgu lepiej się sprawdza. Natomiast szukanie nowych zmysłów, lepsze odbieranie tego, co wokół się dzieje, to jest możliwe. I myślę, że to będzie dla nas atrakcyjna możliwość.

Posłuchaj rozmowy Grzegorza Jasińskiego z Markiem Miodownikiem cz. 2

Drewno, kamień, metal wracają do łask. Zawsze ich używaliśmy, ale teraz jakby mamy większe upodobanie do naturalnych przedmiotów, ponownie się w nich zakochujemy. Czy możemy tych materiałów używać lepiej, niż kiedyś, wycisnąć z nich jeszcze więcej?

Myślę, że tym, co wyraźnie się zmienia jest pojawianie się nowych metod wytwarzania, dostępnych dla ludzi, którzy chcą z tymi materiałami pracować. Kiedyś trzeba było 20-30 lat praktyki w danej specjalności, by na przykład móc tworzyć wysokiej klasy przedmioty z drewna. Teraz narzędzia są znacznie tańsze, a nowe technologie pozwalają tworzyć przedmioty szybciej. Znacznie łatwiej byłoby nam samym tworzyć to, czego potrzebujemy. Myślę, że ta personalizacja wytwarzania, powrót do tworzenia rzeczy na własny użytek staje się coraz popularniejsza ideą. Z pomocą laserowych, sterowanych cyfrowo narzędzi w naszym laboratorium możemy tworzyć z drewna niezwykłe kształty. I tak połączenie cyfrowej technologii i tradycyjnego materiału otwiera przed nami zupełnie niezwykłe możliwości. Drewno przy tym pozostaje tym samym ulubionym przez nas drewnem, ale sposób w jaki tworzymy z niego nowe przedmioty, jest nowy, tańszy i bardziej "demokratyczny", każdy może to zrobić, na indywidualne zamówienie. Nie sądzę, by symbolem naszej przyszłości miała pozostać IKEA, sprzedawanie tego samego dla wszystkich. Sadzę raczej, że każdy będzie mógł zaprojektować sobie wyposażenie swojego własnego domu i bardzo możliwe, że także to wszystko wykonać...

Mówimy o nowych metodach wycinania materiałów, ale teraz dzięki drukowi 3D możemy też przedmioty o różnych kształtach budować dosłownie od zera. I to budować w taki sposób, jaki nigdy wcześniej nie był możliwy. Jak druk 3D zmieni nasze myślenie o przedmiotach?

Druk 3D to niezmiernie istotny moment z punktu widzenia tworzenia, budowy różnych przedmiotów. Tak jak pan mówi, tu mamy do czynienia z zupełnie nowym wzorcem postępowania. To co w tym kusi najbardziej to możliwości stworzenia przestrzennego obiektu z cyfrowego projektu. W naszym laboratorium mamy drukarkę 3D i z jej pomocą tworzymy nawet ceramikę. Można zapytać, po co, przecież wiemy, jak można to zrobić normalnie. Rzecz w tym, że druk 3D pozwala wykonać projekty, których normalnie nie jesteśmy w stanie zrealizować. Możemy choćby tworzyć porowatą ceramikę, która jest znacznie lżejsza i można w ten sposób tworzyć z niej duże, ale lekkie przedmioty. Równocześnie z zewnątrz nie będzie można zauważyć różnicy, poznać, że to dzieło drukarki 3D. To technologia w swej istocie bardzo subtelna, delikatna. Wspomniałem o wadze przedmiotów, ale takich interesujących własności może być więcej. Tą technologią interesują się producenci samolotów, samochodów, między innymi dlatego, że umożliwia kontrolę porowatości materiałów, nawet przepuszczanie cieczy przez ciało stale. Idziemy w kierunku obiektów stworzonych trochę tak, jak nasze ciało, które jest złożoną strukturą, w której ciecz i ciało stałe mają swoje miejsca, mogą się przenikać. Wcześniej nie bylibyśmy w stanie czegoś podobnego budować, teraz, dzięki drukowi 3D staje się to możliwe...

Na koniec jeszcze zapytam o roboty, które prawdopodobnie wkrótce będą w stanie wykonywać za nas praktycznie wszystkie czynności, produkować wszystko, czego potrzebujemy, bez uczuć ale z idealną dokładnością. I do tego jeszcze nie męcząc się, pracując całą dobę. Czy będziemy wciąż potrzebowali rzemieślników, biegłych w swej sztuce, twórców pięknych przedmiotów, czy też roboty przejmą wszelkie tego typu prace i za 50 lat nie będziemy nawet pamiętać, że kiedyś pewnymi pracami zajmowali się ludzie? 

Myślę, że roboty zajmujące się produkcją będą tylko rozszerzeniem tego, co już mamy. Wystarczy zajrzeć do stolarni, czy pracowni ceramiki lub szkła by zobaczyć, że choć uważamy, że te przedmioty są robione ręcznie to jednak używa się tam wielu maszyn. W praktyce większości "ręcznie robionych" przedmiotów nikt nie jest w stanie robić dosłownie własnymi rękami, tak się po prostu nie da. Roboty pojawią się tam tak samo, jak kiedyś pojawiły się młotki, czy paleniska. Wszystko to są maszyny, które moim zdaniem przyczyniły się do upowszechnienia bogactwa, sprawiły, że te piękne przedmioty mogły trafiać nie tylko do królów i królowych, ale niemal do każdego. Ja widzę w przyszłości nadzieję, że do ludzi trafi więcej władzy, możliwości tworzenia rzeczy o wysokiej jakości. Oczywiście, jak to z technologią bywa, może pójść w różnym kierunku, ale nie sądzę by to roboty miały określić naszą przyszłość. To wciąż my sami będziemy decydować, jak ich używać. Przecież odkurzacz to też robot, pralka podobnie, nikt z nas nie chciałby wrócić do czasów ręcznego odkurzania czy prania. I tak myślę, że za 50 lat nikt nie będzie chciał wracać do czasów, kiedy przez cztery dni trzeba było wygładzać jakiś kawałek drewna. Tym będą się zajmować roboty. Natomiast projekt i sposób wykorzystania robotów będziemy wciąż określać my, ludzie.


(j.)